Zbuntowany nastolatek x 3

with Brak komentarzy

Bunt nastolatka jest jak przyczajony tygrys. Wyskakuje, a Ty tylko stoisz z rozdziawioną buzią, gotowa na pożarcie. Atakuje niespodziewanie. Rozwala życie. Podważa zasady logicznego myślenia. Nerwy napina jak strunę w gitarze. Kołatanie serca staje się hitem Twojej prywatnej listy przebojów…. Odtwarzanej, czy tego chcesz, czy nie. Odbiera Ci pamięć, bo nie poznajesz dziecka, które urodziłaś. Rollercoaster emocji. Serio jest aż tak źle?

 

Nie!!! Oczywiście, że nie!

 

Buduję tylko nastrój grozy, żeby zachęcić Cię do lektury… bo będzie długo, a ostatnie akapity, mam nadzieję raz na zawsze zrewolucjonizują Twoje myślenie o tym buncie.

A teraz do rzeczy…

Moja Czytelniczka Joanna poprosiła mnie, by opisać jak moi nastoletni synowie przechodzą okres tak zwanego buntu nastolatka. A że inspiracji codziennie mam sporo, mogę się odrobinę zwierzyć.

Ważne zastrzeżenie! Kto zna moją rodzinę osobiście, zaraz otworzy oczy ze zdumienia, o  jakich buntach nastolatków Ona pisze? Że co? Wszak, ma dzieci idealne. I w ogóle, w głowie jej się poprzewracało. I co jak co, ale w tym temacie wiedzy nie ma żadnej. Zero.

Fakt. Wiem, że tak właśnie z zewnątrz to może wyglądać. I myślę, że większość rodziców tak ma, że ich zbuntowane nastolatki są postrzegane, jako w gruncie rzeczy świetne dzieciaki. Dlaczego, tak się dzieje?

 

Nastolatek – wersja DEMO

 

Bo nikt nie bierze pod uwagę, że po świecie zewnętrznym, to znaczy tym poza domem, wędruje nastolatek w wersji DEMO. Znaczy taka wersja demonstracyjna, najlepsza z najlepszych. Wzbudza pozytywne komentarze nauczycieli, kolegów, znajomych. Dopiero w domu daje do wiwatu.

I ja to świetnie rozumiem. Serio! Nie da się być idealną wersją samej siebie przez 24 godziny na dobę. Kiedyś trzeba zluzować… Więc wersja REALITY zaczyna się wraz z przekroczeniem progu mieszkania.   

I wiecie, dlaczego tak się dzieje? Nastolatek wie, że w domu jest kochany! Komu ma dać w tyłek, jeśli nie osobom, które kochają go ponad wszystko? Tylko tutaj ma gwarancję bezwarunkowego wybaczenia. Proste!

Spójrz na siebie! Przecież też nie nabluzgasz szefowi, gdy Cię wkurzy, tylko przyjdziesz i dasz “popalić” Mężowi/Żonie. Odreagujesz. Ciśnienie musi mieć ujście. Ot, fizyka! Więc folgujemy sobie przy osobach, przy których czujemy się bezpiecznie.

Może zabrzmi to niewiarygodnie, ale ciesz się, że nastolatek daje Ci w kość. Znaczy to, że Cię kocha. Irracjonalne, ale prawdziwe. Sorry! 😉   

Większe masz zmartwienie, gdy Twoje dziecko jest wersją odwrotną. Wersja demo zamieszkuje z rodzicami… a reality zaczyna się w terenie… ale to nie jest dzisiejszy temat.

Po tym przydługim, ale bardzo istotnym wprowadzeniu, zapamiętaj jedno:

Nastolatek buntuje się przy Tobie, bo kocha Cię najbardziej na świecie!

Nawet jeśli chwilowo jest przekonany, że Cię nienawidzi! 😉

A teraz spieszę odpowiedzieć Joannie.

 

Najstarszy…

 

Zadbał o to, żeby materiał do pamiętnika był świeżutki i nieskalany zębem czasu. Ni mniej, ni więcej oświadczył, że jutro ma być o godzinie 16.30 na zbiórce gromady zuchowej, którą prowadzi, a o 16.45 na zbiórce przed mszą św. z biskupem, na której ma służyć. Miejsca są oddalone od siebie o 3 kilometry. Oczywiście, elementem scalającym mam być ja, która sprawię, że pojawi się o 16.30 na jednej zbiórce, by o 16.40 zerwać się z niej i popędzić w 5 minut samochodem na drugą zbiórkę. Nic to, że mogę mieć inne plany i fakt, że muszę ze sobą targać najmłodsze dziecko. Ani, że wystarczy byle korek, by nie zdążyć. On chce, bo jak się domyślacie, to jest sprawa życia i śmierci… o czym pisałam już w tekście: “Jak dogadać się z nastolatkiem?”.

Tak, tak… dobrze obliczyliście. Nie ma tutaj literówek. Czas pobytu planowany na pierwszej zbiórce to 10 minut. Łącznie z wejściem, wyjściem i dojściem na parking. Zostaje jakieś 5 minut realnego pobytu. Wystarczyła jedna moja uwaga, że to niewykonalne i nierozsądne, no i zaczęła się litania żali, pretensji i Bóg wie czego. W obu kierunkach. On na mnie, ja na niego.

– A potem napiszesz na Retro Matce, że mnie wspierasz… a wcale mnie nie wspierasz. Ograniczasz mnie tylko!  – usłyszałam i oczywiście miało mnie to zaboleć. Brawo Syn. Faktycznie Ci się udało.

Taki to jest ten bunt Najstarszego. Wiecznie o to są spory. Doba ma za mało godzin. Noc za krótka. Zazębiają się terminy. Lista jego zobowiązań i zainteresowań jest tak długa, że zasnęlibyście, gdybym je tu wszystkie wypisała. A ja i Mąż jesteśmy wszystkiemu winni, bo nie chcemy zrozumieć, że to są sprawy najwyższej wagi. WSZYSTKIE!  

– Ty jesteś taką reeeealistką – usłyszałam wczoraj kolejną “obelgę”…

I za nic mi mój Idealista nie mógł wyjaśnić, jak romantycznie przenieść się z miejsca A do miejsca B, oddalonego o 3 kilometry  w 5 minut, bez użycia realnego samochodu, z realnym kierowcą, który ma realnie inne rzeczy na głowie i realną trójkę innych dzieci.

Uwierzcie mi, że dyskusje nabierają temperatury wrzenia. I konflikt jest jeden i ten sam. On chce wszystko naraz!

Jedyne co mi pozostaje to zakończyć rozmowę we względnej zgodzie, trwając w niezrozumieniu. I wspominać swoją młodość… Pamiętacie? Pisałam o tym, że w tekście: “A ja w Twoim wieku”… Więc odwiozę go, gdzie sobie życzy. Oczywiście ryzykując rozwód z Mężem, który się na to nie bardzo godzi…  ale w końcu mi wybaczy, bo mnie kocha i Syna też (widzicie analogię?) Dlaczego tak postępuję?

Bo to sprawa życia i śmierci jest. Serio!!! To, że ja tego nie rozumiem, kompletnie niczego nie zmienia.

I tak ta polka nawalanka trwa między nami… a Dziecię pielęgnuje w sercu wspomnienia mojego dlań niezrozumienia. A, że mu pomagam? To sobie mogę pisać tylko na Retro Matkę. Syn przypomni sobie dopiero po latach, tak jak i ja sobie teraz przypominam. Sorry Mamo!!! 😉  

 

Średni

 

Nastolatek numer dwa to kolejne złote dziecko. Pomocny, życzliwy, uczynny. Zrobi wszystko, a nawet więcej niż się go prosi. Gdy ta domowa wersja demo trwa zbyt długo, to aż się boję, czy realna nie objawia się gdzieś na szkolnych korytarzach. Normalnie chodzący anioł, do czasu gdy go coś nie wyprowadzi z równowagi. Punktem spornym może być wszystko. I nikt nie zna dnia, ani godziny, kiedy lont zapłonie, a granat wypali. Generalnie jedyną i najlepszą opcją jest przeczekać wybuch. Schować się i nie podchodzić za blisko.

Powiedziałam mu kiedyś w nerwach bardzo głupio: – Wiesz. Traktujemy Cię prawie jak dorosłego, a nagle zachowujesz się jak trzylatek. Zdecyduj się, jesteś jeszcze dzieckiem, czy już dorosłym?

– Właśnie tak się błąkam jeszcze między dzieciństwem, a dorosłością – usłyszałam. I wiecie co? Streścił kwintesencję dojrzewania. Jak go nie kochać?!!!

Zrozumiałam, że nie pozostaje mi nic innego, aż czekać, gdy dorosły w tym dziecku, zacznie wygrywać. Czy inne problemy wtedy nie nastaną? Spokojnie. Wiem. Czekam. Jestem przygotowana… na zaskoczenie 😉

 

A Najmłodszy?

 

Myślę, że czas prawdziwego buntu ma jeszcze przed sobą. Najtrudniejszy do przyjęcia jest fakt, że jak się go poprosi: – Opróżnij zmywarkę, wyrzuć śmieci, a potem możesz iść z psem… To weźmie psa i pójdzie.

– Czemu nie zrobiłeś tego, o co Cię prosiłam?

– Jak to nie? Przecież wyprowadziłem psa – odpowiada, a jego oczy są tak szczere, że jestem w stanie uwierzyć, że nic nie mówiłam o tych nieszczęsnych śmieciach i zmywarce.

Generalnie jego myśli obecnie błąkają się gdzieś w nieodgadnionych częściach galaktyki i mam wrażenie, że z realnego świata niewiele do niego dociera. Grzeczny, nie krzyczy, nie kłóci się z rodzicami… wiem, wiem. Zacznie 😉 Generalnie… unosi się jakieś trzy metry nad zdolnością mojego pojmowania. Jak się mu coś we mnie nie podoba, to mi mówi, że jestem za mało reaktywna. Czaicie?

 

Pierwsza zła wiadomość!

 

Żartowałam, z tym NIE w pierwszym śródtytule. Pierwszy akapit to stuprocentowa prawda. Właśnie taki koktajl uczuć, wraz z Mężem raz po raz musimy popijać. Ty pewnie też, jeśli jesteś rodzicem nastolatka.

Winny jest element zaskoczenia. Nikt wybuchów nastolatka się nie spodziewa. Nie da się tego zaplanować. Nie można wpisać w kalendarz i czekać jak na wydarzenie z pozytywnym nastawieniem. Nigdy nie będziecie na to gotowi.  Ani Ty, ani Twoje dziecko!

Może niejakim pocieszeniem dla co bardziej skonanych mam, będzie fakt, że nie tylko rodzice są ofiarami tego tsunami uczuć. Dla młodego człowieka jest to doznanie stokroć bardziej elektryzujące niż dla mamy, taty i otoczenia. Wyczerpujące i dołujące. Usatysfakcjonowani, że łobuz ma gorzej? 😉

Dobra. Koniec żartów. Trzeba to wyraźnie napisać.

Mamo i Tato!!! Wy jesteście dorośli, a wasz nastolatek błąka się między wyidealizowaną dorosłością a dzieciństwem. Otaczający go świat go zaskakuje. Nie pojmuje emocji, które nim targają. Ma sto razy gorszą sytuację niż rodzice, którzy skarżą się na bunt nastolatka. Trzeba to sobie jasno powiedzieć! I pojąć… by dziecku pomóc.

Wstrząsają tobą negatywne emocje… więc przemnóż je przez sto, bo takie są emocje twojego dziecka. Wściekasz się, więc zrozum, że Twój Syn, czy Córka,  wścieka się stokroć mocniej. Szukasz zrozumienia… U kogo??? Skoro stoi przed tobą najbardziej nierozumiana osoba wszechczasów. Ever!!!

I piszę to śmiertelnie poważnie! Cierpisz przez swoje dziecko, to wiedz że ono ma jeszcze większą górkę przed sobą. Zalicza jeden z najtrudniejszych egzaminów w swoim życiu. Dojrzewa…

A teraz…

 

Najgorsza wiadomość!!!

 

Skoro doczytałaś aż dotąd, zadam cios ostateczny. Mam nadzieję, że Cię nie dobiję i wytrwasz ze mną jeszcze trochę.

Zawsze otwarcie piszę, że jestem osobą wierzącą. I to ma na mnie duży wpływ. A tak mnie ta moja wiara uczy, żeby winy najpierw szukać w sobie. Tak, tak, tak… wiem. Przerąbane!!! 😉

Wydumałam sobie… a wiedz, że ja często myślę inaczej niż wszyscy… że być może nie ma żadnego buntu nastolatka? Serio!

Nie ma i nigdy nie było. A tak naprawdę mamy do czynienia z buntem rodziców! Tak, z buntem mamy i taty, przeciwko temu, że ich dziecko dorasta. Poszukuje własnej drogi. Chce chodzić swoimi ścieżkami. Wymyśla sposób na określenie własnej tożsamości. Powoli zaczyna budować swój świat. Bez rodziców. Poza domem.

Tak właśnie to czuję. Kiedy Joanna pyta, jak moje dzieci znoszą okres dojrzewania… to brakuje jego drugiej części… jak ja to znoszę? Bo jest ciężko…

 

Wszystko się we mnie buntuje!

 

Rozumiesz? Podskórnie czuję, że to jest mój bunt! I ja sobie też nie radzę… albo radzę średnio, a już na pewno nie zawsze.

Teraz będzie rachunek sumienia.

Sprawę zbiórek Najstarszego przedstawiłam wybiórczo. Wyłącznie ze własnej perspektywy. A Ty tak nie robisz? Wygodniej jest widzieć wszystko po swojemu!

Najstarszy uważa, że mogłabym mu pozwolić, zadzwonić po pomoc do Babci. W sumie nie chciał ode mnie nic, tylko zgody na ten eksperyment z bilokacją. Oczywiście, nie pamiętał o tym, że jestem przeciwniczką zawracania głowy mojej Mamie tak zwanymi “duperelami”, bo każdego dnia ma wiele innych spraw do ogarnięcia. Tego już mu nie powiedziałam. Ba… nawet Tobie piszę o tym, po chwili refleksji. Uznałam, że jedyną osobą, która go może zawieść na zbiórkę jestem ja… Więc mu zabroniłam dzwonić, kompletnie nie wiedząc, czy Babcia nie miałaby czasem ochoty być romantycznym rydwanem. I wypominając mu, że zawsze mnie obarcza swoimi pomysłami. Co w 100% było przesadzone!

Tylko, żeby to zrozumieć, sama musiałam stanąć w lustrze prawdy. Synu, przepraszam!

Średni? Poinformował nas jasno, że nosi w sobie dużo dziecka!  Często z Mężem o tym zapominamy. Wykorzystujemy jego dobroć i chęć pomocy. Ze zwykłej wygody. Przytłaczamy go obowiązkami, podczas gdy jego starszy brat zbawia świat, a młodszy się bawi.. A to jeszcze dziecko… przynajmniej na 50% 😉

Potrzebuje dziecięcego luzu… choć już patrzy na mnie z góry. Synu, przepraszam!

I w końcu Najmłodszy… Brakuje mi samozaparcia, by jasno komunikować mu czego oczekuję. Pojedynczo, a nie wykrzyczaną listą zadań, której On nawet nie zapamiętuje.   Pomóc mu w ułożeniu planu pracy i odpoczynku. Już kilka miesięcy temu dał mi książkę, bym poczytała o reaktywności, a ona ciągle leży nieotwarta na szafce nocnej. Synku, przepraszam!

Co z tego, że o tym wiem? I tak popełniam błędy. Myślę jednak, że jest ich mniej, niż u rodziców, którzy nigdy i nigdzie nie dostrzegają swojej własnej winy.

 

Rozumiecie to samobiczowanko?  

 

Bunt nastolatka, to w 80% mój osobisty bunt!  

Plus: zmęczenie, zwątpienie, zniechęcenie…

Zakładając, że matki są dość przewidywalne, podejrzewam, że może to być również Twój problem. Więc może z nastolatkiem wcale nie trzeba sobie “radzić”, a największy wyczyn, to opanować samego siebie? I pogodzić się, że Twoje dziecko szuka własnej drogi, która już nie jest Twoją drogą. Poznaje ludzi, z którymi Ty już nie masz nic wspólnego. Buduje świat wartości, który może zaczyna być nieco rozbieżny z wartościami, które mu przekazałeś.   

Kończy się strefa Twojego wpływu i to zwyczajnie boli. Duchowa pępowina, zaczyna się rwać. I cierpisz. Wszak nieuchronnie zbliża się moment mentalnego pożegnania!

I przypomina Ci się, że kiedyś słyszałaś, że dziecka nie rodzisz dla siebie, lecz dla świata. Tylko dlaczego, to ma się dziać już teraz? Jeszcze taki młodziutki. Tylu rzeczy go nie nauczyłaś, a On, czy Ona chce już decydować o sobie. Samodzielnie…

Czy Ciebie to nie wkurza? Przemyśl to na chłodno! Poszukaj choć części winy w sobie… nim zwalisz wszystko na bunt nastolatka.

Świadomość, że to ja cała wewnętrznie się buntuję, pomaga bardzo… okiełznać emocje. I kochać dzieci bezwarunkowo. I po każdym spięciu na nowo parzyć przeprośną herbatę do rozmowy… do zgody. 

 

Osłoda na zakończenie

 

Wierzę, że wszystko w życiu jest po coś… a wiek dojrzewania jest ostatnią wprawką przed egzaminem z dorosłości. Zdaj sobie sprawę, że jeśli zdenerwowawszy się na Szefa, nie trzaskasz drzwiami i nie uciekasz z pracy, to właśnie dlatego, że kiedyś i Ty miałaś naście  lat. Ćwiczyłaś panowanie nad emocjami, zapewne na rodzicach. Trzaskałaś drzwiami przed nosem Bogu ducha winnej mamie i może nawet pryskałaś z domu… w którym byłaś najbardziej kochana?

 

Lidia Góralewicz

 

Dziękuję Ci, że dotrwałeś do końca! Cieszę się, że ze mną jesteś. Jeśli uważasz, że komuś ten tekst może pomóc… wiesz co robić 🙂 … a rozwiązanie zagadki tej „pilnej potrzeby” Najstarszego, właśnie pojawiło się na Instagramie. Kliknij w czekoladki ze Smerfami i wszystko jasne 😉  

 

Postscriptum:

Nie masz dość? Od przyszłej środy, przez trzy tygodnie wysyłam krótkie listy, które pomogą być Ci lepszym rodzicem. Nie tylko nastolatka! Zapisz się na newsletter już dziś! Nie będzie tego na blogu. Tylko błagam. Nie licz na łatwe rozwiązania… Zapraszam!