Wszyscy jesteśmy blogerami

with Brak komentarzy

Sieć pajęcza ze złapaną muchąTak Ty też! O ile dysponujesz jakimkolwiek Facebookiem, Instagramem lub komunikatorem. Możesz rozjaśnić lub rozwalić komuś dzień. Pomóc możesz, albo zaszkodzić. Dodać skrzydeł, albo skutecznie je podciąć. Rozbawić lub wyprowadzić na skraj rozpaczy… ewentualnie zanudzić na śmierć! Tylko od Ciebie zależy, co wybierzesz! Nim kliknę w ikonkę wyślij lub opublikuj, zadaję sobie pytanie, czemu to służy? I co najważniejsze, czy służy to Tobie?

 

Autorem tytułu tego wpisu: “Wszyscy jesteśmy blogerami” jest niejaki Tomek Tomczyk, bardzo znany twórca internetowy i autor książek o życiu w świecie online. Nie sposób, nie przyznać mu racji. I bardzo, ale to bardzo polecałabym niektóre złote myśli Tomka. Niestety nie mogę, gdyż okrasza je siarczyście podwórkową łaciną. Wiem, wiem… to jest jego przemyślany styl, image i takie tam mamienie. Piszcie mi co chcecie. Dla mnie, jeśli człowiek nie znajduje w całym słowniku języka polskiego, a nawet podpierając się wszędobylską angielszczyzną, sposobu na wyrażenie swoich emocji bez sięgania po “łacinę”… to nie jest wart polecenia. A szkoda! Nic nie poradzę. Sorry Tomek. Ile byś mnie nie mamił swoim aksamitnie głosem, to ja tego nie kupuję… no z wyjątkiem zapożyczenia tytułu do wpisu 😉

 

Mam nadzieję, że sam Tomasz by się ze mną zgodził, gdyż wszem wobec podkreśla, by w sieci dbać o swoją tożsamość. Nie polecę Go, bo mogę! 😉

 

Widzisz jak Cię zwodzę? Czytasz o jakimś kolesiu, który średnio Cię interesuje. Raczej nic do Twojego życia nie wnosi. Nawet go nie polecam, a Ty o nim czytasz. Szok!

 

Tak działa sieć!

 

Wciąga Cię w swoje macki, pochłania i zakleszcza, by nie wypuścić do prawdziwego życia. Dlaczego? Jeden wpis kieruje Cię do następnego. Wszystkie wydają się być bardzo inspirujące, ciekawe, rozwijające, albo zwyczajnie zabawne. Właśnie ów Tomek i wielu, wielu innych speców od sieci, dba o to, by ta struktura pochłaniała Cię bez reszty. Walczą podstępnie o Twoje kliki, a spece od marketingu pilnują, byś stukał myszką lub paluchem, akurat w to, co oni chcą. I tak sobie ściskamy te myszki lub palcujemy telefony, a czas przecieka przez palce.

 

Spójrz wokół siebie

 

Gdzie jesteś teraz, czytając ten tekst? Siedzisz? Stoisz? Masz całkowicie wolną chwilę? Czy może dziecko spragnione Twojej uwagi krząta się gdzieś przy nogach? Ewentualnie, obok siedzi stęskniony twej obecności Mąż, czy Żona. A może ktoś czeka na Twój telefon? Jeśli tak jest, jedynie słusznym wyborem jest prędko  zamknąć tę stronę.

 

Serio… żadne słowo, które tu dalej napiszę, nie jest więcej warte niż to, by spojrzeć w oczy ukochanej osobie. Żonie, dziecku, przyjacielowi… Usłyszeć słowa bliskiej sercu osoby. No już… zamykaj i zmykaj.

 

***  ***  ***  ***  ***  ***  ***  ***

 

Czytasz dalej?

 

Uff… udało mi się złapać Cię w naprawdę wolnej chwili. Chyba, że oszukujesz? Nie? To… Super!

 

Powiesz zaraz, że jestem obłudna. Niedawno sama prosiłam o kliki, lajki i udostępnienia. Nie wiem, czy nie umknął Twojej uwadze mały dopisek, który zawsze staram się dodawać przy takiej prośbie.

 

Nie rób niczego wbrew sobie! Polecaj, ale wtedy i tylko wtedy, gdy wpis uważasz za ważny, inspirujący lub godny uwagi.

 

Traktuję to niezwykle poważnie. Serio! Nie mogłabym spać spokojnie, gdybyś polecał coś, co uważasz za niewiele warte. Nie czuję się też być na tyle kompetentnym Autorem, by każdym wpisem rozwalać Twój mózg o ścianę, a później układać w nim na nowo. Daję Ci temat do przemyśleń. Super. Nie? Zmykaj prędko do życia… lub znajdź dobrą książkę do poduszki. I nie zajmuj już głowy Retro Matką. Wiem, wiem… działam na swoją szkodę 😉  

 

Tak właśnie należy traktować każdą informację w sieci. Udostępniaj, polecaj, promuj… ale tylko wtedy, jeśli szczerze wierzysz, że warto!  

 

Informacyjny smog

 

Mieszkam niedaleko Krakowa. Moje miasteczko zatruwa smog. I wszyscy się tym bardzo martwią. Pomstują. Niektórzy nawet inwestują w maski. Powstają kolejne stacje kontroli powietrza. I dobrze, że jest larum. Szkoda natomiast, że większość osób nic nie robi sobie z tego, że od lat 90-tych ubiegłego wieku, krakowski naukowiec, wieloletni rektor mojej “Alma Mater” prof. Ryszard Tadeusiewicz, alarmuje, że bardzo poważnie zagraża nam smog informacyjny. Nawiązując tym samym, do dymu i mgły, która powstaje na skutek nieodpowiedzialnego spalania. Profesor i wielu naukowców jest przekonanych, że smog informacyjny, związany z nawałem zbędnych mózgowi informacji,  jest równie szkodliwy dla naszego organizmu, co wdychanie smogu… albo i bardziej, bo ingeruje w nasz układ nerwowy i powoduje nieświadome reakcje. Jedyną wadą jest fakt, że nie da się zmierzyć wpływu tego smogu…

 

Można go jedynie zmniejszać, świadomymi reakcjami w sieci.

 

Promuj, udostępniaj, lajkuj… 

 

Wyślij mi nawet link w messengerze do czegoś, co jest warte przeczytania. Coś, co Cię na serio zachwyca, powoduje uśmiech na Twojej twarzy lub w jakikolwiek sposób przydaje Ci się w życiu. Sprzedawaj swoje pasje, dziel się radosnymi chwilami, podpowiadaj rozwiązania… Tylko, czy na serio hiper, super, extra info znajdujesz piętnaście razy dziennie???

 

Teraz miała nastąpić moja litania, tego co warto i trzeba udostępniać w sieci. A czego unikać i ignorować. Na szczęście w porę się opamiętałam. Pół tekstu skasowałam, żeby Ci z pełną pokorą napisać że:

 

To Ty jesteś blogerem!

 

Decydujesz sam, co jest ważne, co zabawne, co warto pokazywać światu i znajomym. Ty i tylko Ty. I ja Ci tu nic nie podpowiem, bo to co zajmuje mnie, dla Ciebie może być niewiele warte. I odwrotnie, jeśli zajmujesz się malowaniem paznokci, nie przeczytam Twoich wpisów z wypiekami na twarzy… wiem nawet na pewno, że Cię zignoruję. Co wcale nie znaczy, że nie szanuję Twojej pracy!!! Wręcz podziwiam. Dałam nawet temu wyraz na instagramie 😉

 

Jak wybrać to, co najważniejsze? Moja metoda jest prosta. Wspominam Babcię, która pieczołowicie wycinała co ważniejsze dla niej fragmenty z gazety. Składała je, by czasem nie poszły z całą gazetą na spalenie. Porady, przepisy, życiorysy ważnych dla niej osób. Wycięte i pieczołowicie schowane w zeszyt.

 

Więc udostępniając treści staram sobie zadać pytanie, czy gdyby to była gazeta, chciałaby mi się iść po nożyczki, wyciąć i zachować ten tekst na później lub dla innych. Jeśli odpowiedź brzmi TAK, treść jest warta udostępnienia… cenna i droga.

 

Więc promuj w sieci, to co drogie Twemu sercu i dziękuj… Serio! Dziękuj tym, którzy Cię do czegoś dobrego zainspirowali. Podziękuj wpisem, lajkiem, komentarzem. Niech osoba, która Ci pomogła, wie… że jej praca nie idzie na marne. Utworzyła coś, co Ci pomogło. Rozbawiła? Niech wie, że dzięki niej masz dziś uśmiech na twarzy.

 

Udostępniaj wartościowe treści, niech będą jak tlen w informacyjnym smogu.

 

Ktoś jeszcze spyta, czemu w internecie jest tyle dziadostwa i bzdur? Jak to skąd. Sami to produkujemy. Wszyscy. Włącznie ze MNĄ!… Tak, tak… mam świadomość i staram się poprawić. Jeśli jednak daję chłam, to nie lajkuj, nie udostępniaj, w ogóle nie klikaj. Zrozumiem, że Cię to nie interesuje! Więcej tego błędu nie popełnię. Sorry!

 

I weź głęboki oddech…

 

W terapii antysmogowej czystego tlenu nam trzeba.

Tak i przed napływem informacji, powoli ludzie próbują się bronić. Wyrzucają telewizory. Wyłączają komunikatory. Odinstalowują aplikacje, które kiedyś w euforii wpuścili na smartfony.

 

Nawet informacji o swoich dzieciach można mieć za dużo, o czym pisałam w tekście: „Zakochałam się w Librusie”… O widzisz? znów próbuję Cię gdzieś przekierować… ale broń Boże nie klikaj i już nie czytaj… Mam nadzieję, że już czytałeś 😉 Uważaj na mnie! Pilnuj siebie! Warto zadać sobie trud, by uniknąć pułapki SIECI i sieczki informacyjnego smogu.

 

Lidia Góralewicz

 

Dziękuję Ci, że ze mną jesteś!

 

Gorąca prośba na zakończenie…  NIE! Dziś nie jest to prośba o udostępnianie. Dziś proszę, napisz na kontakt@retromatka.pl jeśli coś na blogu Ci się szczególnie nie podoba lub drażni… a ja daję słowo honoru, że postaram się przemyśleć i zmienić to co w mojej ocenie jest słuszne i możliwe. Dziękuję!  

 

Mnie najbardziej drażni fakt, że wciąż mam niepotwierdzone adresy newslettera. Boję się, że czekasz na mój list… a ja nie będę mogła go wysłać, jeśli nie potwierdziłeś subskrypcji. Bardzo proszę, sprawdź, czy poczta ode mnie nie wylądowała w spamie! Ewentualnie zapisz się jeszcze raz i czekaj na link weryfikujący. Listy wysyłam w środowe wieczory.