Śmiało rezygnuj z marzeń

with Brak komentarzy

klucz z napisem: dreamTak. Wiem. Znowu zaczynam od hasła nie z tej ziemi. Pozwól więc, że się wytłumaczę. Minione urodziny i rocznice dość mocno zweryfikowały moje myślenie o własnych pragnieniach. Składane raz po raz życzenia: “spełnienia marzeń”, zawsze stawiają mnie do pionu. Wiesz… Nie do końca jestem przekonana, że chcę, żeby się spełniły. A nawet jestem pewna, że część z nich powinna zostać w wyłącznie w świecie fantazji. Co wcale nie znaczy, że nie należy marzyć!

 

Szukam dziury w całym?

 

Jak świat długi i szeroki, wszyscy życzą sobie, by marzenia się spełniały. Mało tego! Ludzie szkolą się i doskonalą, by życiowe plany finalizowały się jak najszybciej. Gotowi są za to  zapłacić wysoką cenę, liczoną nie tylko w złotówkach. A ja tu wjeżdżam z taranem, który teraz te wszystkie sielankowe wizje chce rozwalić. Trochę tak mam. Przepraszam. Pozwól jednak, że się wytłumaczę.

 

Raz po raz trafiam w sieci na opublikowaną listę marzeń. Tak, tak… Takie listy ludzie spisują. Mało tego. Upubliczniają, by tym bardziej motywować się do realizacji. W założeniach marzeń ma być sporo. Zwykle jest ich 100. Zaczynają się często od słów: “zanim umrę, chciałbym”… I tu następuje wyliczanka. Setne marzenie raz wyglądało tak: “Zanim umrę, chcę móc powiedzieć, było suuuuper!”.

 

I właśnie ta wizja śmierci mnie tak zastanawia. Czy przeżyte życie w pogoni za marzeniami, zawsze jest super? Czy skreślanie z listy kolejnych punków, faktycznie uczyni nas szczęśliwymi? Tym bardziej, że niektórzy przy marzeniach dodają sobie wskaźniki stopnia realizacji, np. liczba odwiedzonych państw, czy zdobytych szczytów. Trochę mi to zalatuje myśleniem korporacyjnym. A Tobie?

 

Marzyciele dość mocno dopingują się nawzajem. Porady typu: jak nie masz kasy na marzenia, to o nią zawalcz. Nie rezygnuj z planów, tylko dlatego, że są kosztowne. Nie przejmuj się opiniami innych. Bij rekord, trzymam kciuki. Żyj według własnego planu, bo drugiego życia nie będzie. I tak dalej, i tak dalej…

 

Fiksacja na marzeniach

 

Myślę, że to zmierza w złą stronę. I to nawet nie dlatego, że jako zdeklarowanej katoliczce bliżej mi do życia zgodnie z wolą Bożą, a nie swoją… (zaparkuję temat z boku, bo nie o tym dzisiaj). Zwyczajnie wydaje mi się, że kiedyś marzenia były bardziej romantyczne. Owiane tajemnicą. Często nieosiągalne. Trochę jak piękny sen. Uważam, że angielskie słówko “dream” dużo lepiej oddaje istotę marzeń. Cudownie jest, gdy się ziszczają, ale z góry wiadomo, że nie wszystkie się spełnią. Przynajmniej ja tak je czuję.  

 

Dlatego dziś, gdy słyszę życzenia spełnienia marzeń, zawsze mam lekką obawę, a w uszach piosenkę country “Unanswered Prayers” (niewysłyuchane modlitwy). Wywarła na mnie ogromne wrażenie za młodu, gdy jeszcze dość płynnie posługiwałam się językiem angielskim.

 

Piosenka traktuje o tym, że do rodzinnego miasteczka wraca mężczyzna i odnajduje Swoją Pierwszą Wielką Miłość. Przypomina sobie, że marzył o niej i co noc prosił Boga, by już zawsze mogli być razem. Potem spogląda na aktualną Żonę… I… no cóż, ten hymn wdzięczności za niewysłuchane modlitwy, aż sam mu się ciśnie na usta 😉

 

“Some of God’s greatest gifts are unanswered prayers” – największym prezentem od Boga, są niewysłuchane modlitwy.

 

Myślę, że podobnie jest z marzeniami. Najlepsze mogą być te, które na zawsze pozostaną niespełnione… jak piękne sny 😉 Dlatego daleka jestem od fiksacji na marzeniach.

 

Co nie znaczy, że nie marzę!

 

Jasne, że marzę. I to sporo. Wiele moich życzeń już się spełniło. Mam jednak też dużą otwartość na rezygnację z marzeń. Polecam, może też spróbujesz zrezygnować z kilku?

I spokojnie!!! Marzenia nie znają pustki. W miejsce jednego zaraz zrodzi się nowe. I może akurat to nowe się spełni i Cię uszczęśliwi?

Mało tego! Może pójdziesz o krok dalej i tak jak ja, spróbujesz spełnić nie swoje oczekiwania? Właśnie w ten sposób stałam się Retro Matką. Możesz mi wierzyć lub nie, ale nigdy nie było moim marzeniem prowadzić bloga. Nawet mi się nie śniło 😉 Dopiero powtarzane raz po raz sugestie, że powinnam mieć swoją stronę internetową, skłoniły mnie do tego kroku. I bardzo się z tego cieszę! I to kolejny punkcik na mojej liście dziękczynienia, o której pisałam w tekście “Składam Ci najlepsze życzenia”. Może właśnie dlatego nie gnam za marzeniami za wszelką cenę? Mam obawy, że gdy polecę na oślep za jednym, ominie mnie inna nieplanowana radość.

 

Kochanie! Marzenia, to nie wskaźniki, które koniecznie trzeba odhaczyć, żeby dostać premię od życia. Wręcz przeciwnie. Ziemia nosiła na grzbiecie całe pokolenia frustratów, którzy za życia osiągnęli wszystko, o czym można zamarzyć… z wyjątkiem szczęścia.

 

Dziś wiem jedno. Zanim umrę, chcę móc powiedzieć: “Żyłam szczęśliwie, a inni mogli być szczęśliwi przy mnie”. I to jest wyzwanie!

 

Oczywiście możesz mieć inne zdanie. Wtedy życzę Ci spełnienia marzeń. Szczerze! Nim się spełnią, proszę przemyśl dobrze, czy naprawdę tego chcesz?

 

Lidia Góralewicz

 

Postscriptum

Uważasz, że warto podzielić się tym tekstem? Proszę, udostępnij. Nie rób jednak niczego wbrew sobie. Najważniejsze, że jesteś! Dziękuję.