Rodzicu, czy rzucisz kamieniem w kapłana?

with Brak komentarzy

zbliżenie na koloradkę kapłana z napisem "ksiądz porażka"Podobno z księżmi jest jak z samolotami. Kilkadziesiąt tysięcy lata codziennie po niebie, dociera na czas, przewozi bezpiecznie miliony pasażerów i nikt o tym nie wspomina. Natomiast jeśli jeden się rozbije, huczą o tym wszystkie media. Przykład takiej kraksy mieliśmy w ubiegłym tygodniu. Tym razem duchowny nie zdołał powstrzymać emocji na wodzy. Nazwijmy go Ksiądz Porażka. Jak mogę zareagować na takie zdarzenia? Tak, jak nie reaguje nikt!

 

Czym się “wsławił” ów duchowny? Pewnie słyszeliście. Nie udało mu się powstrzymać złośliwego komentarza, gdy podczas pierwszokomunijnej mszy świętej, chłopczyk pomylił się w przemowie. Ksiądz odbierając od niego ofiarne dary powiedział:


“Daj to chłopie. Dobra, następny. Porażka jakaś…”

 

Strasznie głupi i zbędny komentarz. Wina księdza bezsporna. Nerwy niewiele usprawiedliwiają.

 

Fatalnie to wypadło!

 

Ktoś wpuścił filmik w sieć.

 

Lotem błyskawicy video obiegło wszystkie media i portale. Co na ten temat sądzę? Faktycznie. Komentarz był porażką! Księdza, nie dziecka. Kompletnie nie na miejscu. Teraz ów kapłan chłepcze sobie w samotności wiadro pomyj, które na niego wylali internauci. Nie wykorzystał danej mu przez dziennikarzy szansy, by przeprosić za te kilka niepotrzebnych słów. Pokutę ma dożywotnią. Kto wpisze w google “ksiądz porażka” zaraz dostanie imię, nazwisko, parafię, funkcję i filmik ze zdarzenia. Był grzech i jest pokuta, czy ktoś tego chce, czy nie.

 

Istne ukamienowanie online

 

Czy też pałam “świętym oburzeniem”?

 

Nie! Cała sprawa tylko bardzo smuci. Boli poważny błąd kapłana. Serio tak to czuję. W nerwach chlapnął niepotrzebnie. Jednak jeszcze bardziej boli, głupota ludzi, którzy już na zimno i z wyrachowaniem, chcąc skompromitować księdza, wpuścili filmik w sieć. Nie zasłonili twarzy chłopcu, który już do końca życia wraz z “księdzem porażką” będzie mógł być w sieci znaleziony. I pewnie z Internetu się dowiedział, że jego występ został nazwany porażką, bo z ust kapłana nie miał szans tego dosłyszeć… gdyż zdążył już odejść. Księdza zrównano z brukiem, a pokuty za bezmyślną publikację nie dostał pewnie nikt.

 

Smuci, że pod strumień pomyj wsadzono jak jeden mąż wszystkich kapłanów, nawet tych którzy o owym księdzu w życiu nie słyszeli. Nawet takich, którzy świetnie radzą sobie z duszpasterską posługą wśród najmłodszych. W końcu boli, że od głupich w komentarzach zwyzywana zostałam ja… bo prowadzę dziecko do Kościoła. Więc jestem naiwna, zaściankowa, zacofana… etcetera.

 

Pytanie, ile osób wykorzysta to zdarzenie, by już nigdy więcej nie pojawiać się w kościele?
Ilu “wypisanych” z Kościoła utwierdzi się w przekonaniu, że dobrze zrobiło?

 

Wszak tak jest łatwo i wygodnie…

 

Rzucić kamieniem, potępić człowieka, skopać instytucję i utwierdzić się w samouwielbieniu.

 

A to kompletnie nie tak powinno być!

 

Dzisiejszy fragment mateuszowej Ewangelii (Mt 7, 1-3) bardzo wyraźnie podpowiada, co z tym fantem (Księdzem Porażką) zrobić.

 

“Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą i taką miarą jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?”

 

Jak banalnie proste to przesłanie!

 

Więc wybór masz taki:

Można urządzić w sieci kamienowanie i nawalankę na kapłanów. Prosta sprawa.

Druga droga jest trudniejsza! Można odwrócić pytanie i sprawdzić, czy przy moich licznych grzeszkach wobec własnych pociech, ksiądz nie jest ostoją rozwagi i spokoju.

Zmów więc Zdrowaśkę za niego, ufając (może i naiwnie), że wyciągnie słuszne wnioski z tej lekcji, którą Opatrzność mu zesłała. Nie jesteś wierzący? Nie wiem, trzymaj kciuki, by Gość zrozumiał, że przegiął.

Potem stań w prawdzie i przemyśl, czy sam sobie nie masz nic do zarzucenia?

 

Dziesięć pytań, zainspirowanych zachowaniem księdza, nasuwa się samo…

 

  • Czy nie ośmieszam własnego dziecka przed innymi?
  • Czy nie krytykuję go publicznie (np. przy rodzeństwie), zamiast porozmawiać w cztery oczy?
  • Czy nie stawiam dziecku wymagań, ponad jego siły?
  • Czy nie używam słów poniżających moje dziecko?
  • Czy nie porównuję go z innymi, wskazując że jest gorsze, mniej zdolne, leniwe…?
  • Czy zamiast piętnować zły uczynek, nie piętnuję małego człowieka?
  • Czy za wszelką cenę nie narzucam dziecku własnych ambicji i aspiracji?
  • Czy kocham dziecko bezwarunkowo?
  • Czy nie wstydzę się własnego dziecka?
  • Czy nie używam przemocy (fizycznej i psychicznej) wobec najmłodszych?

 


Takie proste rozliczenie sprawia, że i ja mam co nieco do nadrobienia!!!

 

A inni? Nie wnikam, niech zrobią swoje rachunki sumienia! Wystarczy jednak rundka po osiedlowych placach zabaw, by zrozumieć, że polscy rodzice nie są idealni.
I wymagając (słusznie!) od księdza, być może nie wymagają od siebie sami?

 

Może jestem nienormalna?


Uważam jednak, że jeśli chcę zmieniać świat… muszę zaczynać od siebie.

Warto mądrze wykorzystać cudzy błąd! Przemyśleć, czy ja nie popełniam podobnych.

Dopóki w którymś z dziesięciu pytań mam coś do nadrobienia, lepiej bym pilnowała siebie…
…by ktoś kiedyś, nie nazwał mnie Rodzicem Porażką.

 

Lidia Góralewicz

 

Cieszę się, że ze mną jesteś. Jeśli uważasz, że komuś ten tekst może pomóc… udostępnij! Mam nadzieję, że pamiętasz o zasadzie, by nie robić niczego wbrew sobie. Dziękuję Ci za dzisiejsze spotkanie!