Protest nocnego marka

with Brak komentarzy

Retro Matka drzemiącaProtestuję! Oficjalnie się tu sprzeciwiam modzie na wstawanie przed świtem. I piszę to ja! Osoba, którą co rano, trzy głosy budzika próbują postawić do pionu. A udaje się to dopiero drugiej kawie. Nie planuję być modna. Planuję być wyspana!

 

W dobie słusznej walki ze śmieciowym jedzeniem, szokuje mnie promocja permanentnego niewyspania. Nie wiadomo, co bardziej chore?

 

Może za dużo czytam? Szczególnie to, co piszą młodzi. I wiecie co? Włos mi się na głowie jeży, gdy mam przed oczami te przechwałki. Ktoś chwali się, że codziennie wstaje o 6 rano, choć kładzie się po północy. Ja też wstaję, ale się nie chwalę, bo niby ciało się rusza, ale umysł przebyć musi jeszcze długą drogę, by spotkać się ze świadomością. Myślę, że wcześniej niż o 7.00 się nie spotykają 😉

 

Ktoś obwieszcza, że wstaje o piątej nawet w weekendy… zaraz znajdzie się inny, co zrywa się o czwartej. Gdzieś wśród nich objawi się kozak, co oświadczy, że oczy też otworzył o czwartej, po dwóch godzinach spania… I udowania, że można.

 

Jasne, że można!

 

Można nawet więcej. Pamiętam taki czas, że spałam po 15 minut na dobę… i to tylko wtedy, gdy film mi się urywał. Najstarszy Syn miał ospę, a ja mu całą noc ręce trzymałam, żeby się nie drapał. Da się? Da się! W trzeciej dobie czułam się fantastycznie, a adrenalina wylewała się z żył. Umysł pracował na najwyższych obrotach, a żołądek zdecydował się zaniechać kolejnych porcji paliwa. Idealnie! Wszystko mogłam, nic nie musiałam. Aż do doby czwartej, gdy ta rozsądniejsza część organizmu się poddała. I padłam. Nie wiem jak długo spałam, świadomość wróciła, gdy ospa obsypała kolejnego syna. Szczęście w nieszczęściu 😉

 

Pamiętam też pobyt Najstarszego w szpitalu, gdy o czwartej się zrywałam, by przejechać 40 kilometrów i przybyć do niego nim wstanie. Spałam po dwie, trzy godziny na dobę. Dało się? Dało! Dzięki temu dowiedziałam się, po co są te chropowate białe linie na poboczu każdej autostrady. Zasnęłam za kierownicą! Szczęściem hurgot spod kół przywrócił mi świadomość na ułamek sekundy przed bliskim spotkaniem z barierką.  

 

I nie powiem, żebym i ja nie podejmowała prób okiełznania sowiej natury. A jakże! Bywało, szczególnie że mam Męża skowronka, co o świcie mógłby góry przenosić, za to przed północą zasypia nim wejdzie do łóżka 😉 Więc chciałam się dostosować.

 

Skuszona trelami skowronków o energetyzujących porankach, próbowałam kiedyś wstawania przed brzaskiem. Fakt, energia z jaką waliłam w budzik o świcie, samą mnie zaskakiwała. W dobrym dniu, czasem nawet udało się zwlec z łóżka i zrobić coś więcej niż poranna kawa… tyle, że ta praca do niczego się nie nadawała. Pisałam? Nie szło zrozumieć, co autor miał na myśli. Gotowałam. Nie dało się zjeść. Czytałam? Czytanie nie trwało dłużej niż nanosekunda, bo zaraz znowu zasypiałam.  

 

Nie! O świcie nie jestem w stanie zaistnieć!

 

Myślę, że taką naturę Opatrzność mi dała, że energii mam najwięcej, gdy zbliża się północ. Mogę pisać, czytać, gotować, sprzątać i uprawiać ogródek… z czego te trzy ostatnie czynności odpuszczam sobie, w przypływie miłości śpiącego bliźniego 😉

 

Wiem, wiem… “Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”… porannego kaca. Przynajmniej ja tak to czuję. Dlatego, przeraża mnie coraz bardziej promowanie wczesnego wstawania dla realizacji własnych zainteresowań i pasji. Serio! Szczerze w to wierzę, że bieganie jest zdrowe.
Tylko czy na pewno 10 kilometrów po 5 godzinach snu?

 

A młodzi wstają przed piątą z przeróżnych przyczyn… by trenować, popływać, pracować, czy nawet pooglądać seriale. I super…

 

Pod warunkiem, że zasnęli przed 22.00!

 

Jak każdy szanujący się Skowronek. A znam kilku takich 😉

 

Siedem godzin snu to podstawa!

 

Ktoś pyta: – Rety, jak można spać w weekendy do 9.00? Tracić tak piękny dzień!

 

A czy ja się Was kochane Skowronki pytam, czemu tracicie tak piękną noc?

 

Wstając w sobotę o 9.00 (co rzadko się zdarza, z uwagi na dziecię, co tęskni za mamą już około 8.00) śpię siedem godzin, bo znając mnie, położyłam się około 2.00. Uwielbiam celebrować dłuuuugie piątkowe wieczory… chyba, że padnę wcześniej 😉

 

Zatem… Kładźcie się spać i wstawajcie, o której Wam serce, potrzeba i natura dyktuje.
Byle wyrobić jakieś przyzwoite minimum spania.

 

Skowronki niech wstają o świcie. Sowy jak oczy zdołają otworzyć lub gdy budzik zmusi. Czasem Sowa się kładzie, gdy Skowronek wstaje. I też dobrze! Ja bym w ten naturalny porządek świata zbyt nie ingerowała. Sowa nie stanie się Skowronkiem, choćby nie wiem jak się starała…

Chyba, że są wyjątki? To rzucie przykładem.

 

Nie sądzę jednak, by było ich zbyt wiele. Inaczej, za nową dziedzinę nauki jaką jest chronobiologia nie przyznano by Nobla. A naukowcy udowodnili, to co ja czuję od dawna, że chronotypu nie da się zmienić, bo został zakodowany w DNA. Podział na sowy i skowronki potwierdzono. A co śmielsi naukowcy sięgnęli nawet po kolejne zwierzęta: delfiny, lwy, niedźwiedzie i wilki.  

 

I wyszło mi, że co noc sypiam z delfinem. Mąż śpi czujnie i zbudzi go nawet chrapanie sąsiada… Choć dziwnym trafem, natura delfina przy małych dzieciach na jakiś czas gdzieś odpłynęła 😉 Wyszło mi, że oprócz sowy mam naturę niedźwiedzia skrzyżowanego z wilkiem… ale nie chodzi tu o zoologię.

 

Wystarczy, że świat poddał się pod dyktaturę skowronków, otwierając podwoje szkół, przedszkoli i zakładów pracy bladym świtem. Nawet przeciw temu już nie protestuję. Za głupie uważam jednak, wstawanie przed świtem, bez solidnej dawki snu, oczekując w zamian życiowego sukcesu i spełnienia. 

 

Haruki Murakami pracuje ponoć od czwartej rano… co nie znaczy, że wstając o tej porze, staniesz się wziętym pisarzem. Mimo, że ktoś próbuje Ci to wmówić i promować tym nazwiskiem poranne wstawanie. Tym bardziej, że rzadko ktoś wspomni, że autor ów zasypia z kurami 😉

 

Fakt bezsporny jest taki, że brak snu ma destrukcyjny wpływ na zdrowie.  

 

I nie warto czynić eksperymentów z jego ograniczaniem. O ile życie nie przymusi… a już na pewno nie pod tak głupim pretekstem jak oglądanie seriali. Adrenalina i niesamowita energia faktycznie czasem bierze się z niewyspania… głównie po to, by ze zdwojoną siłą w przyszłości pokonać organizm. Wtedy zaczynają się mylić słowa, gubić rzeczy, a samochód jedzie jakby samoosterowany… nie koniecznie w kierunku wcześniej zaplanowanym.  Nawet “mała czarna” ma na Was wyjechane i zamiast stawiać na nogi, przyprawia o mdłości.

Wiem co piszę z doświadczenia… A, że ciężko mi zaliczyć sen przed północą, zostałam mistrzynią łapania kilkuminutowej drzemki w ciągu dnia. Jak na załączonym obrazku 😉
Oczywiście mogę się mylić, ale wiecie co uważam?

 

Na nic profilaktyka i zdrowe odżywianie, jeśli mózgu zrobimy sieczkę zwykłym niewyspaniem.
Dobrej nocy Kochani…

 

Ciekawa jestem, ile godzin średnio śpicie?

 

Lidia Góralewicz

 

Postscriptum

Sowy proszone są o udostępnianie… trzeba się solidaryzować. Czyż nie?  

Skowronki nie udostępnią z wiadomych względów. Chyba, że rano 😉