Poczułam jesień… życia

with Brak komentarzy

jesienne liście i napis: planuję być staraZastanawiam się, skąd powiedzenie “jesień życia”? I dlaczego po tej jesieni nie ma zimy? A może zima zawita, gdy w pędzie codzienności zatrzymamy się dwa metry pod ziemią? A tak w ogóle, to gdzie w XXI wieku zniknęli staruszkowie? Zastąpili ich seniorzy i to mile widziane, by byli aktywni. Starych ludzi nie ma. A szkoda! Bo ja na przykład planuję być stara.

 

Wyszło mi z czystej matematyki, że mając 43 lata, przekroczyłam próg jesieni życia. Przyjąwszy, że są cztery pory roku, a kobieta żyje średnio 82 lata… (śmierć niemiłosiernie dyskryminuje panów) Jakby nie liczyć wychodzi, że wiosna była do 20-stki, lato do 40-stki, a jesień… no jesień właśnie trwa. Wiem, wiem… znienawidzą mnie teraz wszystkie czterdziestoletnie koleżanki. Trudno. Matematyka nie kłamie drogie Panie!  😉

 

Przyznaję, że i ja próbowałam nadchodzącą nieuchronnie jesień życia ignorować. Jak jej nie lekceważyć, skoro czuję się jak wiosna w rozkwicie? Endokrynolog i okulista są wprawdzie zdania, że z moim zdrowiem to cud, że jakąś wiosnę jeszcze czuję. Niechybnie to rwanie w kościach, co je biorę za letnie przesilenie to prędzej początki reumatyzmu niż zew młodości. Nie poradzę. Lekarze zwykle są brutalnie szczerzy. I można się pocieszać, że w ten sposób odreagowują trzeci dyżur z rzędu… Ewentualnie, wziąć na klatę fakt, że się starzejemy.  

 

Ups! Użyłam tego słowa.

 

Przepraszam. Wszak mowa polska zna tyle eufemizmów, by nie wspominać o starości. Jesień życia to pikuś. Mówi się też o “złotym wieku”. Nie wiem czemu? Do stawek emerytur to na bank się nie odnosi. “Trzeci wiek” może i brzmi romantycznie, ale też jak wymówka do braku produktywności ludzi starszych niż ci na etacie.

 

Prędzej przemawia do mnie określenie “zmierzch życia”… tyle, że podobnie jak o starości, nikt o nim nie wspomina. Znam jeszcze inne, wyszukane określenie: “wiek matuzalowy”. Odczytuję je, jak pobożne życzenie, biorąc pod uwagę fakt, że rzeczony biblijny Matuzel miał żyć 969 lat.

 

Myślicie, że starość nie nadejdzie, jeśli jej nie wywołamy?

 

Podobnie jest ze śmiercią. Ostatnio ludzie rzadko umierają. Częściej kończą bieg życia. Odchodzą do Pana. Finiszują ziemską wędrówkę. Przekraczają próg wieczności. Pięknie. Naprawdę pięknie! Wszak, eufemizmy i synonimy są miąższem literatury. Spoko. Mi pasuje.

 

Niech tak będzie dotąd, dopóki nie tracisz z oczu swego przemijania.

 

Ostatnio jesień życia zaatakowała mnie brutalnie. Najpierw tym bukietem żółtych liści i czerwonej jarzębiny, co to je dziecię miało zanieść do przedszkola. Potem było jeszcze dosadniej. Zapowiedź starości przyczaiła się w zaułkach Krakowa.

 

Ucieszona, że Średni Syn znalazł sobie retro rozrywkę, za którą uważałam (mój błąd) iluzjonistyczne sztuczki, postanowiłam go wraz z Mężem zabrać na wieczór „magii”. Nie uprzedził mnie nikt z organizatorów, że iluzja przeżywa renesans wśród młodzieży i że będziemy najstarsi na widowni. (sic!) Dziwnie się czułam. Jakby ktoś na powrót wsadził mnie do szkolnej sali. Choć świetnie się bawiłam… czułam, że smark-czarodziej  po dwudziestce, mówi do mnie jak do starszej pani. I dobrze! 😉

 

Uznałam, że nie ma się co oszukiwać. Czas leci. I można go maskować, zacierać grą słów, pozorów i udawania. Tylko pytam się po co? By w kondycji złudnej młodości dobrnąć do wieczności?

 

Osobiście planuję być stara…

 

I starzeć się długo i skutecznie. Będę mieć czas na bezproduktywne siedzenie w parku, a może i siły na spacerowanie? Czas na zabawę z wnukami, bez spinki, że obiad nieugotowany. Spokojne krojenie jabłek na szarlotkę. A może się uda, że coś innym pomogę? Godzin starczy na siedzenie przed kominkiem i wpatrywanie się w ogień. Odmawianie różańców, nawet jeśli ktoś będzie nazywać to klepaniem. Wizyty na koncertach i w teatrach… choćby tych ze wstępem gratis, jeśli emerytury zabraknie. Czytanie… tak, będę dużo czytać (Boże, spraw bym nie oślepła!). Niekończące się rozmowy z małolatami… gdy będę wspominać minione lata i opowiadać im o czasach bez smartfonów. Może i moje dorosłe wtedy dzieci znajdą dla mnie chwilę? I już nigdy nie odmówię im godzinki uwagi na słuchanie (co dziś niestety się zdarza). Albo wrócę kiedyś do dziergania? Czekam na dni, w których głównym punktem rozrywki będzie wizyta w lokalnej służbie zdrowia. I wieczorna herbata z malinami. Nareszcie może z Mężem za wszystkie czasy sobie pogadamy? Czekam na czas, którego nigdy pod dostatkiem nie miałam.

 

Czekam na starość… jak na odpoczynek po pracowitym życiu.

 

Gdy już nic nie będę musiała udowadniać. Nawet sobie!
Tylko tak zwyczajnie i po prostu będę mogła żyć.

 

Według własnego planu… albo lepiej bez planu. 

 

Zestarzeję się, z wiosną w sercu, która mam nadzieję, umiera ostatnia.  

 

Przywrócę pozytywny wydźwięk STAROŚCI!

 

I wyśmieję stwierdzenie, że: „starość się Panu Bogu nie udała”.

 

Niech tylko dożyję… Amen 🙂

 

Lidia Góralewicz