Okłamywanie dziecka… boli

with Brak komentarzy

Strzałki z napisem prawda i kłamstwo– Jasiu, pędzę do Ciebie! Nie mogę rozmawiać bo jestem na skrzyżowaniu – usłyszałam głos mężczyzny, który właśnie skończył telefoniczną rozmowę i najspokojniej w świecie poszedł coś poukładać w bagażniku. Na skrzyżowaniu? Oczywiście, że nie. Stał na parkingu. Ot, tak sobie skłamał. Bez przyczyny. Za moment faktycznie odjechał i być może nawet pognał do Jasia. Wtedy jednak stał w miejscu pozwalającym na chwilę rozmowy. Każdego dnia miliony osób okłamują siebie nawzajem. Kłamiesz? Ten wpis może zaboleć! Okłamane dziecko i tak cierpi bardziej.

 

Nie wiem ile Jaś miał lat. Nie jestem nawet pewna, czy Jaś to syn, czy może kolega, z którym ów pan umówił się na piwo. Tembr głosu, którego nie jestem w stanie tu oddać, wskazywał jednak na to, że Jasiu to syn czekający z utęsknieniem.

 

I serio, przeszłabym zupełnie obojętnie nad tym zdarzeniem. Tysiące ludzi kłamią każdego dnia. Czasem bezwiednie. Czasem nawet nie zdając sobie sprawy. Zupełnie głupio i niepotrzebnie…

 

Tyle, że dzień później natknęłam się na kolejne kłamstwa. Na Facebooku. Mamusie dumnie chwaliły się jakimi “podstępami” zachęcają dziecko do zdrowego odżywiania. Sęk w tym, że dla mnie ten ich “podstęp” to zwykłe kłamstwo.

 

Jedna z mam dumna była, że dziecko je fasolkę, odkąd powiedziała mu, że to są frytki. Inna mama wciskała pomidora wmawiając, że to truskawki. Trzecia robiła kalafiora w panierce i udowadniała dziecku, że je kotleta.

 

Wydaje Ci się, że jesteś sprytna?

 

Super… podejście, jeśli chcecie zawieść zaufanie swoich dzieci lub narazić je na śmieszność w przyszłości, gdy spotkają się z rówieśnikami. Też mi spryt!

 

Faszerowanie żołądka zdrowymi rzeczami i robienie przy tym dziecku sieczkę z mózgu. Przecież nie ma na świecie innej osoby niż Ty, której dziecko ufa bardziej! Ono nie ma innego źródła, by zweryfikować to co do niego mówisz. Nie odpali sobie nagle Google, by sprawdzić jak wygląda prawdziwa truskawka. Dlatego ufa Ci bezgranicznie i święcie wierzy każdemu słowu. Nawet, gdy ma już te naście lat.

 

Jazda na naiwności i wierności młodego człowieka nie jest sprytem, ale zwykłą nieuczciwością. Okłamywanie dziecka nie jest fair.

 

Lekarstwo trzeba zażyć

 

Popularny temat do kłamstw, to ten przy wizycie u pielęgniarki. Służba zdrowia ma dłuuugo w pamięci mamy, które wmówiły dziecku, że “to nie będzie bolało”. Boli podwójnie! Raz boli zastrzyk, a dwa zawiedzione zaufanie. Nie wiadomo, co bardziej.


Serio, tak trudno dziecku szczerze powiedzieć, że owszem… będzie bolało? Ale ból szybko minie. A mama będzie przy Tobie. I będę Cię przytulać. A dzięki temu unikniesz poważniejszych chorób w przyszłości, wizyty w szpitalu, etcetera!!! Nawet dwulatek zrozumie.

 

Potwór ze studni

 

Pamiętam, jak mi w dzieciństwie wmawiano, że nie wolno zbliżać się do studni, bo tam mieszka potwór. Rozumiem intencję. Serio! Miałam się trzymać z daleka. Tylko, że jak skończyłam kilkanaście lat, proszono mnie o przyniesienie wody ze studni, to ja wciąż w tego potwora wierzyłam. No bo jak nie wierzyć, skoro i babcia i mama mówiły, że tam jest?

 

Myślę, że fikcja zupełnie niepotrzebna. Uwierz mi, też mam miejsca, od których chcę, żeby dziecko trzymało się z daleka. Szczerze jednak wyjaśniam im, co może się wydarzyć. Wizja utonięcia w studni, byłaby zapewne równie przerażająca dla mnie jak ten potwór… Twoje dziecko też zrozumie, że nie wolno zbliżać się do ognia, bo można się poparzyć, a to boli bardziej niż kilka zastrzyków.  

 

Kłamstwa o czasie…

 

“Jeszcze minutkę” mówimy, choć wiemy, że podróż potrwa ponad pół godziny. “Zaraz wracam do domu”, gdy szef dopiero rozpoczyna naradę. “Kupimy tylko kilka rzeczy”… gdy wybieramy się na zakupy miesiąca.

 

Przez takie nieprzemyślane deklaracje, dziecko traci orientację w czasie… a od urodzenia ma całkiem dobrą. Po swojemu interpretuje rytm dnia i wie, czy przyszliście punktualnie. Nie wierzycie? Zapytajcie panie w żłobkach, czy przedszkolach. Dzieci świetnie czują, o której mama przychodzi. Wystarczy kwadrans spóźnienia i już się niepokoją, szukając informacji u pani. Pamiętaj, że warto uprzedzić dziecko, że możesz się spóźnić!

 

A na pytania “jak długo jeszcze”, polecam odpowiedź mojej mamy. Zapytana ile to jest dwadzieścia minut, zawsze mówiła, że tyle co jedna dobranocka w niedzielę, albo dwie w tygodniu. Proste? Jasne, że tak. I wiadomo, że pięć odcinków Świnki Pepy, to więcej niż “zaraz”, “chwila”, czy “minutka”.   

 

Najpopularniejsze kłamstwo

 

Ponoć najczęstszym kłamstwem rodziców jest: “kupimy to następnym razem”. Czy stosuję? Oczywiście. Przecież nie kupię na raz wszystkich upragnionych serków. Zasadnicza różnica jest taka, że przy kolejnych zakupach Córka przypomina mi co mamy kupić. I faktycznie to dostaje, wymyślając sobie co kupimy następnym razem.

 

A jeśli jej czegoś nie chcę kupić? Rzeczowo wyjaśniam, dlaczego tego nie zrobię. I nie jest to kolejne popularne kłamstwo: “nie mam pieniążków”. Mówię, że nie kupimy kolejnego płynu do kąpieli, bo stary się jeszcze nie skończył. Nie kupimy takiego misia, bo masz w domu podobnego. Nie kupimy zabawki z gazetki, bo bardzo szybko się psują, itd… To nie jest trudne. Uwierzcie. Wymaga trochę wprawy i chęci do rzeczowego dialogu z dzieckiem.

 

Najokrutniejsze pocieszenie

 

Najgorsza kategoria kłamstw, jak dla mnie. Znacie te zdania? “Kochanie nic się nie stało”, “Wszystko jest dobrze”, “Nie jestem smutna”. Fałsz, który ma ochronić dziecko przed problemami dorosłego świata. “Nic się nie stało”, gdy kłócisz się z mężem aż wióry lecą, czy “wszystko jest dobrze”, gdy w banku masz równe ZERO, a właśnie przyszły zaległe rachunki. Serio wierzycie, że dziecko łyknie te deklaracje? Nie tylko nie uwierzy, lecz samo wymyśli najbardziej prawdopodobną przyczynę Twojego przygnębienia… masz 90% szans na to, że jego wyobrażenia będą stokroć bardziej przerażające niż rzeczywistość. Nie dokładaj mu zmartwień i znajdź słowa prawdy zrozumiałe dla dziecka.

 

Co odpowiedziałabym Jasiowi?

 

To co zwykle odpowiadam!

 

“Kochanie, robię wszystko co w mojej mocy, by być u Ciebie jak najprędzej. Chcesz, to możemy jeszcze trochę pogadać przez telefon, ale czy nie lepiej będzie, jak wsiądę w końcu do auta i do Ciebie pojadę?”

Brzydzę się kłamstwem i naprawdę zadaję sobie wiele trudu, by tak formułować wypowiedzi, by nie okłamywać dzieci, ani dorosłych, ani samej siebie.

 

Wiecie co mnie do tego najbardziej przekonuje? Mój brak zaufania do ludzi, którzy kiedyś mnie okłamali. Choćbym nie wiem jak bardzo im wybaczyła, zawsze gdzieś z tyłu głowy rodzi się podejrzenie, że może i tym razem mijają się z prawdą.

 

Nie chcę, by takie uczucia towarzyszyły dzieciom, gdy na mnie patrzą!

– Mamo, a wiesz co dostaniemy na Dzień Dziecka? – pytali mnie ostatnio.

– Oczywiście, że wiem… ale nie powiem – odpowiadam.

 

Dziecko ma prawo znać prawdę, ale to nie znaczy, że na wszystkie pytania musi natychmiast otrzymać odpowiedź… ale to temat na inną historię.

 

Czy ja kiedyś skłamałam? Pewnie tak. Czy można raz na zawsze oduczyć się mimowolnych kłamstw? Pewnie nie! Ważne jest, bym miała świadomość, że ciągle we mnie jest coś do poprawy.

 

“Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (MT 5,37) czytamy w mateuszowej Ewangelii. Okłamywanie dziecka nie jest tu wyjątkiem.


Nawet jeśli będzie płacz, po usłyszeniu prawdy… i tak żal będzie krótszy, niż trwale zawiedzione zaufanie.

Moje największe kłamstwo? Wyjawię tylko w listach… Zapraszam do newslettera 🙂

 

Lidia Góralewicz

fot. Pixaby

Uważasz wpis za ważny? Wdzięczna będę Ci jeśli udostępnisz.
Jednak największą radość sprawia mi, że wciąż ze mną jesteś. Dziękuję!