Małe kroczki – lekcja 6

with Brak komentarzy

dziecko przed miniaturową bazyliką św. Marka w WenecjiSłuchałeś kiedyś godzinnego wykładu Wietnamczyka bez tłumaczenia? Ja też nie, ale jestem w stanie sobie wyobrazić mój poziom euforii, szczególnie jeśli nie podano kawy i ciasteczek. Kompletnie nie dziwi mnie zatem, że maluch w kościele nudzi się jak mops. Mam duże zrozumienie dla faktu, że inteligentny dwulatek, próbuje zwyczajnie prysnąć. Dziś kolejny mały kroczek, czyli “W kościele gadamy”… Poczekaj! Nie zamykaj strony. Daj szansę mi wytłumaczyć.

 

Seria wyłącznie dla katolików!

Wybaczcie… jeśli komuś z Panem Bogiem nie po drodze, zapraszam do innych wpisów.  

 

Kto nie śledził poprzednich kroczków, zachęcam by zapoznał się z lekcjami po kolei:

LEKCJA 1 – Wprowadzenie – “Pozwólcie dzieciom”

LEKCJA 2 – “Od Bozi do Boga”

LEKCJA 3 – “W domu Ojca”

LEKCJA 4 – “Iść, czy nie iść do kościoła?”

LEKCJA 5 – “Niedzielny armagedon”

 

Lekcja 6 – W kościele gadamy

 

Kolejnym kroczkiem jest msza święta z malutkim dzieckiem. Najważniejszy krok!

 

Idąc z przedszkolakiem lub mniejszym dzieckiem do kościoła zawsze siadaj w takim miejscu, by dziecko dobrze widziało kapłana i wszystko, co dzieje się przy ołtarzu. Pamiętasz lekcję 5? Pisałam, żeby nie przychodzić zbyt wcześnie z maluchem na mszę św. Spokojnie, jesteś w tej szczęśliwej sytuacji, że pierwsze ławki w kościele zwykle zajmowane są na końcu. Przynajmniej w mojej parafii 😉 Skorzystaj z tego.

 

Wiem, że są ciasne kościoły i sprawa może być trudniejsza. Postaraj się wtedy znaleźć taki punkt świątyni, by nikt dziecku nie zasłaniał. Masz obawy, że to za blisko, bo może będzie trzeba się z maluchem ewakuować? Spokojnie. Jak się rozwrzeszczy, to naprawdę nie jest istotne, z której ławki wychodzicie. I tak wszyscy na Was patrzą 😉 Dobra. Żartowałam…

 

Serio natomiast traktuję dobór miejsca w świątyni. Jestem wielkim przeciwnikiem trzymania przez godzinę dzieci, tak by widziały wyłącznie plecy drugiej osoby, a właściwie to, co poniżej pleców, bo dokładnie tam sięga wzrok dziecka. No wybaczcie, ale czy tak nie jest? Skoro maluszek niewiele rozumie, niech przynajmniej dobrze widzi.

 

Stanie blisko ołtarza pozwala zainteresować tym, co się dzieje. Wprawdzie nie na długo. Myślę jednak, że wrażenie na dziecku robi  dźwięk dzwonka i wejście celebransa. Ja zwykle wtedy zaczynałam mówić…

 

Celowo w tytule użyłam słowa “gadać”, gdyż często słyszę jak rodzice upominają podczas mszy św: nie gadaj, nie wierć się, nie wspinaj się, nie marudź… i tak dalej. Uważaj na te sformułowania! Staraj się ich używać jak najmniej, a najlepiej wcale. Niech msza święta nie kojarzy się dziecku z wieczny strofowaniem.

 

A gadanie? Jest bardzo potrzebne, o ile dotyczy mszy św. 

 

O czym do dziecka mówić?

 

Pamiętam sytuację z dzieciństwa. Była adoracja. Baaardzo długa, tuż po mszy św. Raz się wstawało, raz siadało. Ja w ławce jakieś harce wyczyniałam. Pojęcia nie mam, ile mogłam mieć lat, ale oparcia krzeseł były ponad moją głową. To zapamiętałam.

 

W pewnym momencie wszyscy uklękli… postanowiłam wykorzystać sytuację i stanąć na klęczniku, by w końcu coś zobaczyć. Tata wyszeptał mi: – Uklęknij. Oczywiście, ani mi się śniło. Stanęłam wręcz na palcach. Wtedy Tata dodał: – Uklęknij, bo teraz jest najważniejszy moment. Nic więcej nie powiedział. Uznałam to jednak za wyczerpujące wyjaśnienie. Padłam natychmiast na kolana. A wrażenie tej chwili jest we mnie żywe do dziś, choć mam już 43 lata. W końcu zrozumiałam, że to całe godzinne trwanie w kościele ma jakiś sens. Tam się COŚ dzieje! Są części ważniejsze i takie, gdy można siedzieć. Od tamtej pory postanowiłam przyjrzeć się bliżej temu, o co w ogóle chodzi. To było moje pierwsze autentyczne spotkanie z Najświętszym Sakramentem.

 

Dlatego teraz namawiam Cię, do wyjaśniania dziecku przebiegu  mszy świętej. Oczywiście w sposób dostosowany do wieku i dyskretny. Takie krótkie komentarze liturgiczne 😉  Podglądam innych rodziców. Niektórzy robią to instynktownie, jak ja. Więc może i dla Ciebie ta lekcja nie będzie odkrywcza. Myślę, że zgodzisz się ze mną, że warto o tym przypominać.

 

Jak mówić podczas mszy świętej?

 

Oczywiście cichutko! I krótko. Szepcząc do ucha maluchowi. Tak, by nikt inny nie słyszał. Małe dzieci, zawsze podnosiłam lub brałam na kolana, by móc dyskretnie zainteresować je tym, co się dzieje. W dwóch słowach. Korzystając ze sformułowań, znanych Ci z lekcji 2 ewentualnie wymyślając coś ad hoc.

 

Do rocznego szkraba na dźwięk dzwonków na wejście, mówiłam coś w stylu: “Ooooo… zobacz”. Starszy usłyszał: “Uwaga. Ksiądz wchodzi”. A dwu-trzylatkowi już nic nie trzeba mówić, bo wie co oznacza dzwonek i sporo już rozumie.

 

Starszemu dziecku, tak jak na przykład mojej 4,5-latce, wcześniej tłumaczę, co będzie się działo. Pisałam już, że czasem opowiadam jej Ewangelię przed wyjściem do kościoła. Opowiadam też, jeśli czekają ją jakieś nowości, np. że w Wielki Piątek ksiądz będzie leżał krzyżem. Potem, już w kościele, jej tylko delikatnie przypominam, szepcząc: “O widzisz? Teraz”.

 

Mam nadzieję, że będę dobrze zrozumiana. Nie chodzi o to, by przegadać całą mszę, lecz krótkimi komunikatami zaciekawić dziecko tym, co się dzieje.

 

Kilka kolejnych przykładów? Liturgia Słowa. Powiedz, tylko: “teraz słuchamy”.  Młodszemu maluszkowi możesz dać wtedy akcesoria pomocnicze, o których pisałam w lekcji 5 , ale tylko, gdy jest potrzeba. Ewentualnie wykorzystajcie ten czas, by przytulić dziecko na kolanach. Czterolatce powiem, że ksiądz czyta teraz to, co jej wcześniej opowiadałam. Uwierzcie mi, że czasem słucha! Szepczę też do jej do ucha słowa psalmu, by mogła śpiewać refren ze wszystkimi. Chce stać, na kazaniu? Niech stoi. Przodem, tyłem, bokiem, byle dziecko nie odchodziło. Jak go coś korci, na uszko przypomnij mu zasady z lekcji 3.

 

Gdy już kompletnie nie może wytrzymać, przypomnij dyskretnie, że już niedługo będzie mógł księdzu wrzucić pieniążka. Przekazać znak pokoju, który jest dość ekscytującym dla malucha momentem. Ewentualnie, że wkrótce będzie mógł towarzyszyć Wam, gdy pójdziecie do Komunii Św. Na moje szkraby działały takie przypomnienia, choć…

 

Stosuję też nagrody

 

Każdemu z rodziców, zdarza się obiecywać lody, jeśli dziecko będzie grzeczne w restauracji. Oczywiście, msza św. sama w sobie jest największą nagrodą… ale ciężko to czasem pojąć dorosłym, a co dopiero przedszkolakowi. Kościelnych “nagród”, które można zaproponować po mszy świętej jest wiele, np. pójście do Maryi (u nas boczna kaplica), zapalenie świecy, wrzucenie pieniążka do skarbony, zakup Małego Gościa Niedzielnego, czy innej gazetki. Oczywiście dopiero po wyjściu celebransa. Pamiętam jak w Wielką Sobotę, moja Czterolatka pobiegła do Grobu Pańskiego “sprawdzić”, czy Pan Jezus zmartwychwstał. Wróciła w podskokach uradowana, gdyż figury Jezusa w grobie nie było. To była jej “nagroda” za 2,5 godzinną liturgię. Czekała na ten moment, gdy będzie mogła w końcu pójść przekonać się na własne oczy. Szeptano w ławkach, ale Ci dobrze, że masz grzeczne dziecko. Kochani! Dość solidnie pracowałam na tę chwilę. Ponad trzy lata. Małymi kroczkami.

 

Tobie też się uda mieć grzeczne dziecko!

 

Obiecuję Ci, że z miesiąca na miesiąc, będziesz mówić do dziecka coraz mniej. Za to dziecko, będzie mówiło do Ciebie coraz więcej. Pozwól mu na to!  

 

O ile robi to dyskretnie, a jego pytania dotyczą mszy świętej i tego co właśnie się dzieje. A jeśli pytanie dziecka jest zbyt trudne, żeby mu odpowiedzieć w dwóch słowach? Poproś, żeby zapamiętało pytanie i zadało Ci je po mszy świętej. Ty też zapamiętaj… i najlepiej od razu zacznij układać odpowiedź. Moje najtrudniejsze pytanie zadane przez trzylatka, to: “Mamo, a co to znaczy, że kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym?” Dziś ten Trzylatek ma lat prawie siedemnaście, a ja wciąż nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie maluchowi 😉

 

Dyskusja na portalu Deon pokazała, że nie tylko moje dzieci zadają w kościele pytania. Ciekawa jestem, jakie z nich było dla Was najtrudniejsze?

 

Oczywiście tego poniżej nie liczę 😉

 

Dłuuuugo jeszcze?

 

Najczęstsze pytanie pewnie znacie: “Długo jeszcze?”. Odpowiedz! Tylko mądrze. Nie mów, że: „jeszcze chwilkę”, jak jest środek kazania. Zwyczajnie skłamiesz. Na pytanie: “Długo jeszcze?” zawsze odpowiadałam zdarzeniami: jeszcze tylko ksiądz zamieni chleb w Ciało Chrystusa, wrzucisz pieniążka, podasz “znak pokoju”, pójdziemy do komunii i… już będzie błogosławieństwo na koniec. Myślę, że infantylna formuła nie tylko pokazuje, że będzie się jeszcze tu dużo ciekawych rzeczy działo, ale też uczy malucha kolejności zdarzeń. Pytanie “długo jeszcze” pada coraz rzadziej, gdyż dziecko zwyczajnie samo orientuje się, na którym etapie mszy świętej jesteśmy i kiedy w końcu padnie oczekiwane: “Pan z Wami”. Och, ile razy i ja z utęsknieniem na te słowa czekałam!  😉

 

Ale o tym już w kolejnej lekcji

 

Tradycyjnie, najgorsze informacje zostawiam na koniec. Wypełnienie punkt po punkcie wszystkich lekcje, nie da gwarancji, że przetrwacie mszę świętą bez problemów już za pierwszym, piątym, czy nawet pięćdziesiątym razem. Tylko nieliczni rodzice mają ten luksus, że ich dziecko jest spokojne z natury. Mam nadzieję, że kolejna lekcja Was zaciekawi. Napiszę coś więcej, jak radziłam sobie w ekstremalnych sytuacjach. I pamiętaj!

 

To są tylko moje pomysły na wychowanie dziecka do świętości. Nie musisz ich kopiować. Możesz mieć swoje! A nawet lepiej, byś je miał, bo przecież to Ty wiesz, co dla Twojego dziecka jest najlepsze.

 

Lidia Góralewicz

 

Uważasz, że „Małe kroczki” mogą się komuś przydać? Śmiało udostępnij!
O ile, jesteś przekonany, że naprawdę warto. Najważniejsze, że jesteś! Dziękuję.

 

KOLEJNE LEKCJE JUŻ OPUBLIKOWANE:

LEKCJA 7 – Świeć przykładem 

LEKCJA 8 – Żyj z Bogiem