Małe kroczki – lekcja 5

with Brak komentarzy

Moje dzieci biegające przez bazyliką w LicheniuDziś krótko o tym w co uzbroić się, gdy idziesz  z dzieckiem na mszę świętą. Przypominam, że kurs “Małe kroczki” przeznaczony jest dla rodziców, małych dzieci, którzy chcą zabierać pociechy ze sobą do kościoła i przetrwać! Dziś lekcja 5 – “Niedzielny armagedon”. A najważniejszą informację znajdziesz oczywiście na końcu 😉

 

Seria wyłącznie dla katolików!

Wybaczcie… jeśli komuś z Panem Bogiem nie po drodze, zapraszam do innych wpisów.  

 

Postanowiliście systematycznie chodzić z małym dzieckiem do kościoła? Super! Przygotuję Cię na to, co będzie się działo.

 

Kto nie śledził poprzednich wpisów zachęcam, by zapoznały się z lekcjami po kolei:


LEKCJA 1 – Wprowadzenie – “Pozwólcie dzieciom”

LEKCJA 2 – “Od Bozi do Boga”

LEKCJA 3 – “W domu Ojca”

LEKCJA 4 – “Iść, czy nie iść do kościoła?”

 

Lekcja 5 – “Niedzielny armagedon”

 

Ruszamy z dzieckiem do kościoła na mszę świętą. Mam nadzieję, że zastosowałeś się do lekcji 3 i przynajmniej raz byliście z maluchem na spontanicznej wizycie w kościele. Jak było? A teraz idziemy w konkrety…

 

Najważniejsza rozmowa!!!

 

Dzień wcześniej uprzedź kilkulatka, że jutro niedziela. Mniejszemu maluszkowi możesz powiedzieć o tym tuż przed wyprawą. Tak jak proponowałam w lekcji 2, dostosuj słownictwo do potrzeb dziecka. Z tego co pamiętam moje dzieci chodziły do “bama” i do “amena”, dziecko jednej z Czytelniczek chodzi do “alleluja”. Oczywiście używam też słowa kościół, ale moja 4,5 latka i tak wciąż chodzi na “kszme”. Komunikujcie się jak chcecie, byleście się dogadali 😉

Ważna jest ta wcześniejsza informacja. Dziecko też nie lubi być zaskakiwane. A nie oszukujmy się. Wyjście do kościoła nie jest dla niego wyprawą marzeń… choć z czasem tak będzie. Pamiętasz ostatni punkt lekcji 4? 😉

 

Msza święta jest nagrodą

 

Właśnie dlatego przedstawiaj dziecku wyjście do kościoła jako wielkie wyróżnienie, zaszczyt i nagrodę. Często o mszy świętej opowiadamy jak o spotkaniu z przyjacielem. Podkreślamy jak bardzo jesteśmy dumni z tego, że dziecko chce z nami pójść. Chwalmy każde dojrzałe zachowanie. Reasumując zachowujemy się jak rodzice, którzy uczą czegoś dziecka. Dużo o tym gadamy 😉

 

Msza święta jest ciekawa

 

Dzieje się na niej mnóstwo fantastycznych rzeczy. Warto na niektóre z nich przygotować malucha. Młodszemu powiedzmy o dzwoneczkach i o tym, że będzie mógł dać księdzu pieniążka – główny punkt programu, niestety 😉

 

Przy nieco starszych dzieciach zadajmy sobie trud przeczytania wcześniej Ewangelii i opowiedzmy kilkulatkowi o czym dziś Pan Jezus będzie do nas mówił. Pamiętam ten krzyk mojej Córki, gdy w wieku jakiś niespełna czterech lat w końcu “zakumała”. – Mamo, mamo… pan czyta o tym, o czym mi opowiadałaś! – wykrzyczała z radości.

 

Nieprawdą jest, że dziecko w kościele nic nie rozumie. Zrozumie tym więcej, im bardziej drogi rodzicu się postarasz 😉

 

Gadżety do kościoła

 

Brać, nie brać? Oj, czego ja już w kościele nie widziałam. Wozy policyjne na sygnale, płaczące laleczki, grające grzechotki i prawdziwe party z chrupek kukurydzianych. O smartfonach nie wspomnę. Tego nie brać!

 

Kochani! Dziecko jest dzieckiem. Jasne. Maluszkowi weźcie wodę. Brałam też małą przegryzkę w dni powszednie. Wtedy msza św. jest wieczorem i dziecko robi się marudne. Najczęściej to były takie mikroherbatniki. Bardziej jako dyskretne zajęcie na kazanie, niż faktyczną potrzebę posiłku. Można też, a nawet trzeba wziąć gadżety związane „trwale” z maleństwem, np. smoczek, czy pieluszka. Nic więcej. Słowo daję, dziecko przeżyje tę godzinę.

 

W wieku około dwóch lat daj dziecku informację, że jest już tak duże, że w kościele jeść/pić nie będzie. Herbatniki i wodę nadal brałam, ale dostawali dopiero po wyjściu z kościoła. Gdy inny maluszek coś zajadał, moim dzieciom też się “przypominało”. Mówiłam wtedy, zobacz… nikt kto jest “duży” w kościele nie je. Pomagało… oczywiście nie od razu 😉

 

Faktycznie tak jest, że nawet jak znakomicie radzicie sobie na mszy świętej bez gadżetów, to znajdą się inne dzieci z misiem, lalką, soczkiem i gumą balonową. Dlatego tak ważne jest, by Twój maluch wiedział co wolno, a czego nie wolno w kościele – lekcja nr 3 😉

 

A co wolno? Zainwestować można w akcesoria, które z natury rzeczy nosi się do kościoła. Książeczki z modlitwami dla najmłodszych, czy kolorowy różaniec. Dziecko może je cichutko pooglądać podczas kazania. Nie ma chyba bardziej rozkosznego widoku, niż Córka pakująca się z poważną do kościoła. Nawet niespecjalnie z książeczek później korzysta… czuje się jednak dojrzale. 

 

Rodzinne wyjście 

 

Dobrze jest zaplanować je na tyle wcześnie, by spokojnie się przygotować, ubrać, zabrać wszystko co potrzebne. I jednocześnie iść na tyle wolno, by do kościoła wejść na kilka minut przed mszą. Tak… ten wolny spacer jest najważniejszy! Zaraz przekonacie się dlaczego 😉

Pamiętaj! Nie przychodźmy 15 minut wcześniej, bo dla maluszka wtedy czas się baaardzo dłuży. Chcesz się w chwili ciszy pomodlić przed mszą św.? Lepiej zrób to w domu.

 

A teraz ten armagedon

 

Najtrudniejszą rzecz zostawiłam na koniec. Prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego jak “spokojne wyjście z dzieckiem do kościoła”. Choć pewnie są wyjątki?

Wiele lat myślałam, że to tylko w naszej rodzinie się zdarza, że przed wyjściem do świątyni dzieją się rzeczy z pogranicza horroru.

 

W tajemniczych okolicznościach nagle znikają rzeczy i rodzina wariuje. Brakuje buta, zginęły parasole, nagle wszyscy chcą iść do łazienki, nie wiadomo, kto i gdzie położył klucze… potem płynnie przechodzimy do pierwszych łzawych scen z udziałem najmłodszych uczestników kościółkowej wyprawy… Wkrótce zaczynają im wtórować starsi. A Ty zgrzytasz zębami, krzyczysz… cud, że nie dochodzi do rękoczynów. Im mieliśmy więcej dzieci, tym większy hardkor. Nie było to wcale zabawne. I zdarzało się w najmniej oczekiwanych momentach.

 

Pamiętam, jak było mi wstyd, że sobie nie radzę. Ciężko stawało się przed ołtarzem wiedząc, że akurat dziś pojawiała się wyrwa w rodzinnej sielance. Wkurzona byłam i bezradna. Do czasu, aż w jednej z konferencji ojca Adama Szustaka usłyszałam, że bardzo wiele rodzin tak ma… Żyją we względnym pokoju przez cały tydzień, by urządzić jatkę stulecia tuż przed niedzielnym wyjściem do kościoła. Przyznam, że mi ulżyło.

 

Wiara w Boga niejako zobowiązuje do też do świadomości istnienia zła. Wydaje mi się, że rodzina w kościele jest tak potężną siłą, że Szatan dostaje furii i część tej furii przypada nam niestety w udziale. Świadomość tego wiele ułatwia.

 

Pozwala szybciej wyhamować. Złapać dystans i równowagę. Ojciec Adam bardzo mi pomógł, dając do zrozumienia, że nie tylko ja zmagam się z niedzielnym armagedonem. Jeśli jest też Twoim udziałem, nie zniechęcaj się! Tak bywa. I przydarzają się te niedzielne konflikty nie tylko Tobie. 

 

Opanuj emocje. Spokojnym spacerkiem idźcie do kościoła. Uśmiechnij się do męża/żony i dzieci. Przecież tak naprawdę nic się nie stało. Nawet jeśli Synuś paraduje w dwóch różnych butach 😉
Ot, życie….

 

Jesteście rodziną i jest w Was potężna siła… a dzięki wspólnej mszy świętej doświadczycie olbrzymiej łaski. Żaden z Was z osobna nie ma takiej mocy, jak wtedy, gdy jako rodzina jesteście razem.

 

Dowodów na to w Piśmie Świętym ani w nauczaniu Kościoła nie znalazłam. Jednak jest to moje wewnętrzne i bardzo silne przekonanie. I tego się trzymajcie! Świadomość jedności i siły w rodzinie idącej na mszę świętą,  pozwala pokonać wszelkie przeszkody!

 

Zatem w co uzbroić się, gdy idziesz z dzieckiem na mszę świętą? W cierpliwość Kochani, cierpliwość… i dużo tolerancji dla własnych emocji.

 

Tyle na razie… Za tydzień zaczniemy w końcu uczestniczyć z maluchem w mszy świętej.
Cieszycie się???  

 

Lidia Góralewicz

 

KOLEJNE LEKCJE JUŻ OPUBLIKOWANE:

LEKCJA 6 – W kościele gadamy

LEKCJA 7 – Świeć przykładem 

LEKCJA 8 – Żyj z Bogiem