Małe kroczki – lekcja 4

with Brak komentarzy

Syn na klęczniku w kościeleDziś robimy czwarty kroczek. Rozprawiamy się z wątpliwościami. Przeanalizujemy, jakie pułapki czają się w głowach, gdy rozważamy czy iść z dzieckiem do kościoła? Przypominam, że kurs “Małe kroczki” przeznaczony jest dla rodziców, którzy wraz z maluchami w wieku 0 do 6 lat chcą uczestniczyć w mszy świętej. Lekcja 4 – “Brać, czy nie brać do kościoła?”

 

Seria wyłącznie dla katolików!

Wybaczcie… jeśli komuś z Panem Bogiem nie po drodze, zapraszam do innych wpisów.  

 

Wiecie skąd wziął się pomysł na kurs?

 

Właściwie po każdej mszy świętej, wychodząc z dziećmi kościoła, musiałam odpowiadać na jedno pytanie: “Co Pani robi, że tacy grzeczni w kościele?” I jak tu odpowiedzieć w dwóch słowach, skoro powstały już trzy lekcje na ten temat, a jeszcze sporo przed nami?

Krótka odpowiedź jest jedna. Moim zadaniem jako rodzica jest wychowanie dzieci w wierze. Obiecałam to przy chrzcie świętym. Więc staram się, jak umiem.


Kto nie śledził poprzednich kroczków zachęcam, by zapoznał się z wcześniejszymi lekcjami:


LEKCJA 1 – Wprowadzenie – “Pozwólcie dzieciom”

LEKCJA 2 – “Od Bozi do Boga”

LEKCJA 3 – “W domu Ojca”

 

Lekcja 4 – Brać, czy nie brać do kościoła?

 

Najpierw Cię rozczaruję! Nie ma czegoś takiego jak grzeczne dziecko w kościele. Dziecko jest dzieckiem. Ciekawe wszystkiego. Ruchliwe. Więc jeśli tylko msza święta nie odbywa się w porze jego drzemki, będzie Ci dawać do wiwatu. Wcześniej czy później. Raczej nastaw się na wcześniej…

 

Pułapka pierwsza

 

I tutaj pojawia się pierwsza pułapka rozumowania rodziców, której kiedyś i ja byłam przykładem. Skoro dziecko nie wytrzyma grzecznie godziny w kościele, to lepiej poczekać aż podrośnie na tyle, że stanie się grzeczne…

 

Nic bardziej mylnego Kochani!

Dziecko nie stanie się grzeczne w kościele przez unikanie kościoła, tak samo jak nie zaaklimatyzuje się w przedszkolu, gdy przestaniemy go niego przyprowadzać.

 

Mam to szczęśliwe usposobienie, że lubię gdy cała rodzina jest razem. Więc pamiętam, jak bardzo doskwierało mi, gdy szłam do kościoła sama, a Mąż zostawał w domu z Najstarszym. A kto znał w młodości Najstarszego… wie, że to była torpeda, o którego ruchliwości do dziś świadczy liczba blizn na głowie. Więc w kościele rzadko bywał. Aż do dnia ślubu mojej Siostry. To była masakra! Właściwie mnie na tym ślubie nie było, bo Młody tak szalał. Zrozumiałe! Jak nagle dziesięciomiesięczny brzdąc miał odnaleźć się w nowej rzeczywistości, której kompletnie nie pojmował? A spać nie miał w zwyczaju…

Dopiero wtedy zdecydowałam, że będę częściej zabierać Syna do kościoła. Żeby przywykł…

 

Czy Ty też zastanawiasz się jak często brać dziecko do kościoła?

 

Postanowiłam, że jeśli tylko będzie zdrowy, to zawsze, gdy ja pójdę z Mężem, zabierzemy go ze sobą. A że zdarzało nam się bywać w dni powszednie? Dziecko też szło z nami. A gdy rodzili się kolejni bracia? Też byli zabierani do kościoła… bo niby co miałabym z nimi zrobić? Przyszło to naturalnie… i z miesiąca na miesiąc łatwiej.  

Przyznaję, że maluchom do dwóch lat odpuszczałam dłuższe liturgie, typu Triduum Paschalne, czy Pasterka. Trzylatki chodziły już z nami. Dlaczego? Po pierwsze, gdybym ich nie brała, to nie dane byłoby mi należycie świętować Wielkiej Nocy przez jakieś kolejnych 20 lat… bo ciągle któreś byłoby za małe. Po drugie już wtedy po swojemu rozumiały w czym uczestniczą… nawet, gdy w trakcie zasypiały 😉

Oczywiście, w myśl Hymnu do miłości: “Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce”.

 

Pułapka druga

 

I tak dochodzimy do kolejnej pułapki. Rodzice są przekonani, że maluszki i tak nic nie rozumieją. Błąd! Skoro dziesięciomiesięcznemu szkrabowi powiesz, wyrzuć papierek do kosza… a on weźmie i wyrzuci… choć ani słowa “kosz”, ani “papier” nie umie wypowiedzieć, tak samo rozumie to co się dzieje w kościele. Po swojemu, ale rozumie, choć myśli jak dziecko. A skoro tak zdolny jest raczkujący maluch, to ile pojmie dwu-trzylatek?

 

Nie jest tak, że dzieci czegoś nie pojmują. Myślę, że to nam rodzicom nie starcza sił, energii i wytrwałości, by im to wszystko tłumaczyć. A żeby, wyzbyć się kiedyś tego co dziecięce, moim skromnym zdaniem, warto tę wiarę wcześniej po dziecięcemu przyjąć.

 

Pułapka trzecia

 

Nie pomodlę się należycie!

Znacie to? Ile razy słyszę, od rodziców że nie wezmą dziecka do kościoła, bo przeszkadza im w skupieniu i w modlitwie. Hmmm… tak mi się zaraz ciśnie na usta, że jak się chciało mieć skupienie i czas na modlitwę, to trzeba było wstąpić do Karmelu 😉

A tak zupełnie serio, to wydaje mi się, że Pan Bóg w swej mądrości, nie oczekuje od rodziców mistycznych przeżyć, ale tego, że przekażą dzieciom Dobrą Nowinę. Oczywiście, musicie dbać o indywidualną relację na modlitwie, to jest jasne! Jeśli jednak głęboko wierzysz, że wola Boża objawia się na różne sposoby, czemu wątpisz, że Twoje dziecko jest jej kwintesencją?

Bierz systematycznie malucha do kościoła, opowiadaj mu o swojej wierze,  a obiecuję Ci, że już przy trzylatku będziesz przebijał się przez rozprawy filozoficzno-teologiczne, by odpowiedzieć na najprostsze dziecięce pytania… I błagać będziesz Ducha Świętego o natchnienie 😉 Dzieci ubogacą Twoją wiarę… Zobaczysz!

 

Pułapka czwarta

 

Myślenie, że tylko moje dziecko rozrabia w Kościele!
Zaufaj mi. Każdy rodzic jest przekonany, że to jego pociecha daje do wiwatu najbardziej. Dlatego zwykle niepewnie rozglądałam się dookoła, gdy życzliwe pytano mnie w przedsionku o moje “grzeczne dzieci”. Zwyczajnie myślałam, że ze mnie kpią 😉

Zachowanie dziecka na zewnątrz, nie wygląda tak strasznie jak nam się wydaje. Oczywiście, jeśli stosujecie zasady panujące “W domu Ojca” z lekcji nr 3

 

Pułapka piąta – najlepsza!

 

Zobaczysz… jeśli uczciwie, małymi kroczkami, zrealizujesz te wszystkie lekcje, to za kilka lat dzieci zaczną ciągnąć Cię do kościoła. Różaniec, roraty, procesja, kurs na ministranta, schola… Wstyd przyznać. Ale co mi tam! Wiecie ile razy to nie dla Pana Boga, a dla własnego dziecka wyrywałam się z lenistwa i szłam na mszę św. w powszedni dzień? Baaardzo często.  Przecież nie powiem dziecku, że mi się nie chce 😉 Wstyd? No wstyd, ale co poradzę, że tak było?

 

Przemyśl to wszystko… i zastanów się, która pułapka ogranicza Cię najbardziej? Zawalcz, a piąta pułapka też stanie się Twoim udziałem. Decyzję podjąć musisz sam (z drugim rodzicem). Jeśli jesteś na TAK, w piątej lekcji dowiesz się, co wziąć ze sobą do kościoła i jak przygotować się do wyjścia… Obiecuję, że będzie się działo!

 

Lidia Góralewicz

 

Postscrtiptum:

Nawiążę do piątej pułapki… Wydaje mi się, że niewielu katechetów/kapłanów zdaje sobie z tego sprawę, że dobre duszpasterstwo dzieci jest magnesem, które do kościoła przyciąga rodziców. Macie mało wiernych? Zainwestujcie czas w solidną ewangelizację dzieci… a rodzice sami przyjdą. Obiecuję! A i za parę lat nie zabraknie Wam też oddanej Panu Bogu młodzieży. Tak to działa 🙂 Nie wierzycie? Sprawdźcie 😉

 

KOLEJNE LEKCJE JUŻ OPUBLIKOWANE:

LEKCJA 5 – Niedzielny armagedon

LEKCJA 6 – W kościele gadamy

LEKCJA 7 – Świeć przykładem 

LEKCJA 8 – Żyj z Bogiem