Małe kroczki dla kapłana

with Brak komentarzy

Kapłan i dzieciZawsze chciałam włożyć gołąbka pokoju, między rodziców umęczonych liturgią z maluchem, a księżmi, którzy zastanawiają się, jak reagować na biegające po kościele brzdące! Tym zdaniem rozpoczęłam swój cykl małych kroczków. Długo myślałam, czy powstanie lekcja 9. Ostatecznie przekonały mnie komentarze pod moimi tekstami, utyskujące, że księża nic nie robią dla dzieci. Odważę się! Zadedykuję ostatni mały kroczek kapłanom. Dlaczego? Zwyczajnie mi żal, widząc kapłańskie zagubienie i kompletne niezrozumienie w oczach rodziców. Zatem…

 

Nim zacznę, ważna sprawa!
Napisałam 8 lekcji dla rodziców, nim zdecydowałam się napisać do kapłana. 

LEKCJA 1 – Wprowadzenie – “Pozwólcie dzieciom”

LEKCJA 2 – “Od Bozi do Boga”

LEKCJA 3 – “W domu Ojca”

LEKCJA 4 – “Iść, czy nie iść do kościoła?”

LEKCJA 5 – “Niedzielny armagedon”

LEKCJA 6 – W kościele gadamy

LEKCJA 7 – Świeć przykładem

LEKCJA 8 – Żyj z Bogiem

 

Drogi Księże!

 

Słyszał Ksiądz może narzekania rodziców, że nic nie robi, by maluchom uprzyjemnić czas w kościele? Nie urządził jeszcze pokoju zabaw przy zakrystii? Nie oddzielił kaplicy dźwiękoszczelną szybą i nie kupił Ksiądz kredek? I dobrze!!! Kompletnie proszę się nie przejmować.

 

Jezus nie rozdawał cukierków, lecz dzieci błogosławił.

 

Nie może Ksiądz być pluszowym misiem rzucającym po mszy św. łakociami. Nie musi się wzbijać na wyżyny pomysłowości, by kilkulatkom zaserwować wesołe kazanie. Poważnie!

 

I piszę to ja, matka czwórki dzieci. Z pokorą przyznaję jednak, że do tych słów musiałam dojrzeć. I zrozumieć, że to ja i Mąż jesteśmy odpowiedzialni, za wychowanie dzieci do świętości. Nikt inny. Trochę mi to czasu zajęło, więc mam zrozumienie dla roszczeniowych komentarzy. Podobnie przy pierwszym dziecku myślałam.

 

Mam nadzieję, że poprzednie “Małe kroczki” są dowodem na to, że dojrzałam. Nie ośmieliłabym się pisać tych słów, gdybym z dziećmi ciężko nad wychowaniem w wierze nie pracowała.

 

Dlaczego rodzice narzekają?

 

Powód jest chyba jeden. Przyprowadzając dziecko do kościoła biorą ze sobą całe swoje życie, cały swój świat, cały swój sens istnienia. W tym małym człowieku jest wszystko co posiadają! Najcenniejszy skarb. Zwyczajnie pragną, by ktoś to zauważył. Naturalna chęć, by tak po ludzku doceniono ich starania. By Ksiądz też dostrzegł ten mały cud!

 

Sądzę, że postulaty o uatrakcyjnienie dzieciom mszy świętej, są tak naprawdę tylko niemym błaganiem o to, by zauważono maluchy w kościele. Przyprowadzić je tam i wytrzymać z nimi godzinę, to naprawdę nie lada wyzwanie. Szczególnie jeśli kolejna noc z rzędu nieprzespana i nerwy na postronku. Marzy się człowiekowi, by ktoś pomógł. Odrobinę. Choćby dobrym słowem.

 

W “małych kroczkach” wiele o tym było 😉

 

Było też o tym, że nie raz matka lub ojciec usłyszeli, iż niepotrzebnie dziecko targają do kościoła. To trudne momenty. Szczególnie dla rodziców, którzy wierzą, że ich wysiłek ma sens i znaczenie. Z roku na rok takich ojców i matek jest coraz mniej. Proszę spojrzeć na kościoły Europy Zachodniej. Tam dzieci nie ma prawie wcale.

 

Warto na dziecko patrzeć jak na skarb. Skarb rodziców i skarb dla Kościoła.

 

Tak! Ksiądz może pomóc

 

Jak? Zwyczajnie dostrzegając dziecko.
Niech Ksiądz będzie sobą i z życzliwością robi, to co serce dyktuje.
Św. Jan Paweł II na pewno pokieruje. 

 

Nieliczni księża błogosławią maluchy, gdy ich rodzice przystępują do Komunii Św. Inni, idąc po składce pogłaskają dziecko lub obdarzą uśmiechem. Z własnego doświadczenia powiem, że gest taki potrafi sprawić, że łobuziak już do końca mszy św. będzie grzeczny. Serio, taki gest cuda działa! (choć przyznaję wrzask po błogosławieństwie też mi się słyszeć raz udało 😉 Ryzykuje Ksiądz. To fakt. Rodzice dostrzegają jednak kapłańskie starania. Nie wszyscy? Też prawda. Czy to jednak powód, żeby się poddawać?

 

Pisałam też w lekcji 7, o moim Najmłodszym Synu, który przed laty nieustannie machał celebransowi. Jeden z księży, znalazł sposób, by dyskretnie mu odmachiwać. Nikt poza Synem tego nie dostrzegał. Działo się to prawie dziesięć lat temu, ów Ksiądz zapomniał o jego istnieniu, a dziecko wciąż pamięta i modli się za tego kapłana. Niewiarygodne! A może normalne? Też modlę się za ks. Józefa Guzdka, biskupa polowego Wojska Polskiego. Kiedyś, wiele, wiele lat temu, gdy w mojej parafii był wikarym, powiedział mi tylko: “Cieszę się bąbelku że przyszłaś do Pana Jezusa”. Pamiętam moją radość dziecka do dziś. Modlitwę Ksiądz Biskup, ma do końca mych dni.

 

Niewiarygodne jest na pewno to, jak mało dzieciom trzeba. Kilka lat temu ksiądz na roratach rozdawał nagrody. Gdy wyczytał imię mojego Średniego Syna, wówczas kilkulatka, ten poszedł, uściskał rękę księdzu i przeszczęśliwy wrócił na miejsce. Myślał, że to podanie ręki jest nagrodą!!! Nawet przez myśl mu nie przyszło, że coś jeszcze dostanie. Naprawdę czasem niewiele trzeba.

 

Bardzo podobają mi się msze święte dla dzieci z kazaniami dla nich, które trwają nieco ponad minutę. Dosłownie kilka zdań, przed tą właściwą homilią skierowaną do starszych. Maluchy i tak nie skupią się na dłużej, a są dumne i zadowolone, że ksiądz w kościele powiedział coś do nich. I uwierzcie mi, biorą sobie te słowa do serca. Rodzice też szczęśliwi, że nie muszą tydzień w tydzień słuchać kazań dla przedszkolaków. Super sprawa! Natomiast najpiękniejsza adoracja z dziećmi jaką dane mi było przeżyć była w ciszy. Ksiądz zabrał dzieciaki pod ołtarz do prezbiterium. Postawił monstarancję z Eucharystią i powiedział jedno zdanie: “Patrzcie dzieci, to jest Pan Jezus”. Kilka minut dzieciaki klęczały w kompletnej ciszy. Mój Syn uznał, że to najpiękniejsza adoracja w jakiej uczestniczył.  

 

Zatem pomysłów jest wiele, warto słuchać tych, które serce dyktuje. I nie zrażać się niepowodzeniami. Dobry kontakt z dziećmi, zdobywa się małymi kroczkami.

 

Wyszukanych słów nie trzeba

 

Pisałam o tym we wstępie do “Małych kroczków”. Z językiem wiary, jest jak z nauką mowy. Najpierw nic nie rozumiemy, potem kilka słów, a wielu lat trzeba, byśmy posługiwali się pełnymi zdaniami. Dopiero dojrzałość pozwala poznać piękno ojczystego języka. Więc nie mam pretensji, jeśli nie pali się Ksiądz do tego, by głosić do dzieci kazania. Sama im o Bogu opowiem, jak umiem i jak w lekcji 6 to wyjaśniałam. Oczywiście pomoc to będzie wielka, jeśli się Ksiądz na te kilka słów zdecyduje.

 

Dziecko spokojnie można też traktować, jak dorosłego człowieka. Podać mu rękę na powitanie. Podnieść, gdy się przewróci. Pocieszyć, gdy płacze. Upomnieć, gdy rozrabia. Odmachać, gdy śle całusa. Być poważnym, jeśli tak trzeba. Katecheta w mojej parafii przez okrągły rok głosił nauki do rodziców dzieci pierowszokomunijnych. Mamy zapamiętały głównie to, że ów ksiądz nosił tornistry najmniejszym uczniom, by się na schodach nie potykali. Więc jeśli brakuje Księdzu słów, może warto zauważyć dziecko gestem?   

 

Proszony Ksiądz jest o prowadzenie lekcji w przedszkolu? Proszę nie panikować. 😉 Lekcje z maluchami to prosta sprawa. Nim siądą grzecznie kwadrans mija. Potem mówi Ksiądz to, co nauczył się na lekcjach religii w szkole podstawowej. Wiedza ze studiów chwilowo się nie przyda. Przyjdzie Ksiądz do dzieci ze szczerym sercem na dłoni, a zawieszą Ci się na szyi. Może to odrobinkę utrudnić komunikację, ale zdecydowanie uprzyjemni Księdzu życie. Odwagi!

 

Czuje Ksiądz, że z dziećmi sobie nie radzi?

 

Obawy są? Trudno. Niech Ksiądz nie robi nic na siłę, bo maluchy to wyczują. Sprytne są!  Może jednak uda się Księdzu coś powiedzieć na otuchę rodzicom? Podziękować im, że przyszli z pociechami. A kiedy spotkacie się w przedsionku uda się spytać o imię bobasa. Albo po kolędzie wyrwie się Księdzu, że cieszysz się, że tak często widuje rodzinę w kościele.

 

Kolęda to jest w ogóle ciekawy temat. Rodzice mają tylko jedno kryterium oceny wizyty duszpasterskiej. Super było, ksiądz nawet z dziećmi rozmawiał. A druga wersja: dziwny jakiś… nawet do dzieci nie zagadał 😉   

 

Milczenie komentarzem

 

Podobnie jest z oceną każdego komentarza padającego z ambony. Powie Ksiądz, że rozumie, iż dziecko jest dzieckiem i czasem może zagłuszać ciszę w kościele? To gwarancja, że na Księdza mszach będzie odbywała się regularna zabawa i wyścigi. Jak Ksiądz stwierdzi, że kościół to miejsce święte i poprosi, by dopilnować dzieci… może Ksiądz być pewien, że zostanie  oceniony jako ten, który wyrzuca dzieci z kościoła.

 

Wiem. Nie ma lekko, Drogi Kapłanie.

 

Kiedyś ksiądz zapytał mnie, co ma powiedzieć, gdy dzieciaki piszczą, wrzeszczą, a rodzice udają, że tego nie widzą. Wtedy nie wiedziałam. Dziś wydaje mi się, że najlepszym komentarzem jest milczenie. Długie. Tyle, ile trzeba, by dalej bez przeszkód prowadzić mszę św. Niestety innej rady chyba nie ma. Cokolwiek Ksiądz powie, zostanie użyte przeciwko niemu.

 

Kolejny przykry temat

 

Stawianie raz po raz, znaku równości pomiędzy pedofilem a kapłanem. W mediach. W rozmowach. Może przeszło Księdzu przez myśl założyć scholę, czy grupę Małego Apostoła, a właśnie z obawy przed głupimi komentarzami Ksiądz się wycofał? Wolał odpuścić? Nie dziwię się! Sama z lekkim szokiem przyjęłam wiadomość, że mój niespełna siedemnastoletni Syn, chcąc być pomocą przy zuchach, był sprawdzany, czy nie jest na liście karanych za pedofilię. Jednak mam też kilkuletnią córkę, więc w pełni popieram takie wymogi. Jeśli chęć do pracy z dziećmi jest szczera, niech nic Księdza nie powstrzymuje. Pan Bóg poprowadzi. Przekonana jestem, że praca z dziećmi przy współpracy rodziców, wyda znakomite owoce. O czym zaraz napiszę.

 

Ważne! W Norwegii już zauważono, że przedszkola i szkoły na braku mężczyzn wśród wychowawców bardziej tracą niż zyskują. Przypuszczam, że polskie parafie też.     

 

Dziecko to również jest parafianin!

 

Ojcem bądź Drogi Kapłanie!

 

Najpiękniejsze słowa kapłana skierowane do rodziców, jakie kiedykolwiek słyszałam brzmiały:

 

“Chciałem dziś podziękować Wam rodzice, żeście się tymi dziećmi ze mną podzielili. Dziękuję, że mogłem być ich nauczycielem.”

 

Działo się to podczas uroczystości Pierwszej Komunii Św. Poleciały łzy wzruszenia i rodziców i dzieci. A proszę mi wierzyć, że ów kapłan wyglądem i srogim wzrokiem budził respekt. Surowy i wymagający. Donośny głos. Jednym prostym zdaniem rozkruszył serca na amen.

 

Może w Tobie też Drogi Kapłanie drzemie ta chęć bycia Ojcem parafialnych dzieci? Może nie wiesz, jak się do tego zabrać? Niestety szkół nie ma. Trzeba szukać swojej drogi. Małymi kroczkami. Zdać się na intuicję. My się chętnie dzieckiem z Tobą podzielimy. Zaufamy Ci, że potraktujesz je z ojcowską miłością i wesprzesz nas w tym trudnym procesie przekazywania wiary. Wspomożemy modlitwą. Myślę, że to nie tylko moje pragnienie. Nie widziałam piękniejszego wizerunku księdza, niż ten, gdy otoczony jest maluchami.

 

W minioną niedzielę też miałam okazję zobaczyć piękny obrazek w Lipnicy Murowanej. Tej samej, która z wysokich palm słynie i św. Szymona, i sióstr Ledóchowskich. Zaskoczyła mnie liczba ministrantów. Około 25 chłopaków służyło do jednej niedzielnej mszy, choć to nie była uroczysta suma. W parafii niespełna tysiąca wiernych. Przed ołtarzem ławki pełne dzieci. Ksiądz proboszcz chodząc po składce głaskał po głowie każdego malucha. Witał się z wychodzącymi z kościoła dzieciakami i zapraszał je, by przyszły znowu. Rozmawiał z rodzicami, ale uwagę kierował ku młodszym. Wiele smyków odczuło uścisk dłoni duszpasterza. Palmy są piękne, piękniej jednak wyglądała ta młodzież i dzieci wokoło ołtarza. Zapamiętam to miejsce na zawsze.

 

Dzieci ciągną rodziców

 

Myśli Ksiądz, że nie został powołany do pracy z dziećmi? Wiem. Wiem… Większość kapłanów tak sądzi. Przekonani są, że Chrystus chce, by pracowali z młodzieżą. Nigdy nie usłyszałam od żadnego księdza, że planuje mieć pieczę nad dziećmi bądź seniorami. Większość wikarych (jeśli Ksiądz jest wyjątkiem chylę czoła) chce pracować z młodzieżą. A że młodzieży chętnej do współpracy w prowincjonalnych parafiach coraz mniej, to już nikt nie zastanawia się skąd ją pozyskać. Szczególnie jeśli nie pomagają nawoływania.

 

Kochany Kapłanie, żeby mieć aktywną młodzież w parafii, trzeba ją wychować od dziecka. Tak mi się to na logikę słuszne wydaje. Nie ma innej rady. Młodzi ludzie nie zaczną angażować się w życie parafii sami z siebie… a i przy kapłańskiej pomocy coraz częściej się ociągają. Dlaczego? Kościół nie uczy ich tego od dziecka. Większość rodziców, niestety też nie. Rzadko w której parafii działa duszpasterstwo dla dzieci, czy rodzin z małymi dziećmi. Jeśli nawet jest coś takiego, to zwykle bez współudziału kapłana. A szkoda! Pisałam o tym na pod lekcją 4. Duszpasterstwo dzieci jest magnesem, które do kościoła przyciąga rodziców. Znam matki i ojców, którzy zaczęli chodzić do kościoła tylko dlatego, że syn postanowił zostać ministrantem, albo koleżanki namówiły córeczkę na sypanie kwiatów. Sama często do kościoła w powszednim dniu, ciągnięta jestem przez własne dzieci. Rodzice – Czytelnicy “Małych kroczków” to potwierdzają.

Dziś ewangelizować rodziców trzeba przez dzieci. Niech Ksiądz uwierzy, że to działa.

Nie zadzieje się jednak, gdy o dzieciach parafia przypomni sobie dopiero przed Pierwszą Komunią Św., by zaraz potem o nich zapomnieć… aż do bierzmowania.

 

Ksiądz powie, a katecheza? Hmm… katecheza w formie jakiej obowiązuje, jest przekazywaniem wiedzy o religii, a nie przekazywaniem żywej wiary. Ale to temat na kompletnie inne rozważanie.  

 

Na marginesie. Wie Ksiądz, jak ciężko wyjaśnić małemu dziecku, dlaczego do pierwszej ławki, wołane są tylko dzieci przygotowujące się do Pierwszej Komunii Św.? – Mamo, przecież ja się też przygotowuję. Za trzy lata pójdę – protestował przed laty mój Syn. Raz go wraz z bratem wyproszono z ławki. Był płacz, rozgoryczenie i niezrozumienie. Uważaj, Drogi Kapłanie na takie sytuacje. Nie każde dziecko ma matkę, która mu to wszystko potem jakoś wytłumaczy i załagodzi.   

 

Wychować następcę

 

Może akurat to będzie dla Księdza zadanie? Jako rodzice nie potrafimy w pełni ukazać dziecku piękna kapłańskiego powołania, bo nie było nam dane. Nie pozostaje nic innego, jak to, byś Ty księże świecił przykładem. Rodziców do dawania dobrego przykładu przekonuję od ośmiu tygodni, do Księdza napiszę raz – nic tak nie przyciągnie do kapłaństwa młodych, jak przykład życia świętego kapłana. Tylko tyle i aż tyle.

 

Nie dalej jak kilka tygodni temu, znów media biły na alarm, że brakuje powołanych. Może właśnie dlatego, że dziś rzadko kapłani pamiętają o tym, że powinni pozostawić po sobie następcę. Jak Apostołowie… Weźmy tylko życiorys św. Jana Pawła II. Od dziecka raz po raz jakiś kapłan widział w nim swojego naśladowcę i gotów był do kapłaństwa go przygotowywać. Mój świętej pamięci Proboszcz, ubolewał przed śmiercią, że zostawia światu tylko jednego kapłana. Pamiętam, jak mnie, młodą dziewczynę zapytał, czy nie wiem przypadkiem co zrobił źle? Nie wiem. Obawiam się, że ów Ksiądz był jednym z ostatnich, któremu ten temat spędzał sen z powiek. Mam cichą nadzieję, że bardzo się mylę.

 

Kochany Kapłanie, takie matczyne mam spostrzeżenia. Proste. Możesz się nie zgodzić. Wiedzieć lepiej. Może jesteś akurat tym z księży, którzy z dzieciakami świetnie sobie radę dają. (Gratuluję). Może temat faktycznie Cię nie dotyczy, bo masz teraz inne kapłańskie wyzwanie.

 

Jeśli jednak chcesz głosić Dobrą Nowinę, pamiętaj, że osoby poniżej metr trzydzieści to też Twoi parafianie. Niewiele umieją, mało rozumieją, stale rozrabiają, ale kochają i ufają najpiękniej. Pokaż im Chrystusa. Tak jak potrafisz. Najlepszy czas jest właśnie dziś. I nie przejmuj się kompletnie, gdy przez rodziców nie będziesz zrozumiany. Ważne, jeśli zrozumieją Cię dzieci.

 

Lidia Góralewicz

 

Zainteresował Cię wpis? A może znasz jakiegoś kapłana? Udostępnij proszę, ale tylko jeśli uważasz, że jest to istotny głos w sprawie obecności dzieci w kościele.