Małe kroczki – lekcja 7

with Brak komentarzy

Umęczona ja, po jednej z mszy św. z dziećmiNajbardziej oczekiwane przez rodziców słowa kapłana na mszy św? Ponoć “Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący” bije się o palmę pierwszeństwa z “Idźcie w pokoju Chrystusa”. Tak sobie trochę żartuję, ale prawda jest taka, że rodzice małych dzieci często czekają na te słowa z utęsknieniem. Dziś w kolejnych „małych kroczkach”, spróbuję odpowiedzieć na pytanie, jak radzić sobie, gdy małe dziecko w kościele zaczyna zachowywać się naprawdę ekstremalnie. Przypominam, że wpis jest skierowany do rodziców dzieci w wieku przedszkolnym i młodszym. Obiecuję, że będzie też wesoło…

 

Seria wyłącznie dla katolików!

Wybaczcie… jeśli komuś z Panem Bogiem nie po drodze, zapraszam do innych wpisów.  

 

Kto nie śledził poprzednich kroczków, zachęcam by zapoznał się z lekcjami po kolei:

LEKCJA 1 – Wprowadzenie – “Pozwólcie dzieciom”

LEKCJA 2 – “Od Bozi do Boga”

LEKCJA 3 – “W domu Ojca”

LEKCJA 4 – “Iść, czy nie iść do kościoła?”

LEKCJA 5 – “Niedzielny armagedon”

LEKCJA 6 – W kościele gadamy

 

Lekcja 7 – Świeć przykładem

 

Najważniejsze, to unikać kryzysowych sytuacji w kościele. Uznałam, że ważne, by to wyraźnie napisać.

 

Nie bierzcie dziecka do kościoła za wszelką cenę

 

Zwykle odpuszczamy udział w liturgii, gdy jest chore. Pamiętajmy jednak, że rozdrażnienie może być spowodowane również ząbkowaniem, sennością, zmęczeniem, a także mieć inne mniej oczywiste przyczyny, które powinniśmy wziąć pod uwagę. Niestety. Taka rola rodzica. Czasem większą ofiarą jest pozostanie w domu, niż pójście na mszę św. Szczególnie, jeśli jest tylko jedna w danym dniu. Zdarzało mi się zawrócić z drogi do kościoła, bo nagle okazywało się, że jednak nie podołamy. I tak też bywa. Ważne w takich sytuacjach, by dziecko zdawało sobie sprawę z tego, że pozostanie w domu jest sytuacją wyjątkową.

 

Oczywiście, częściej się zdarza, że to dziecko zaczyna protestować przed wyjściem do kościoła. Uwaga! Jeśli masz pewność, że to zwykły kaprys, wytłumacz, dlaczego Ty chcesz iść do kościoła. Zwykle mówiłam wówczas o moich motywacjach. O tym, że chcę odwiedzić Przyjaciela jakim jest Jezus, bo go bardzo kocham, a jak się kogoś kocha, to się chce przebywać w jego bliskości. Gdy taka argumentacja nie wystarczała, dodaję prostą rzeczy: “musimy iść razem, bo nie mogę pozostawić Cię samego w domu”. Tylko tyle.

 

Oczywiście, to argument wystarczający przedszkolakowi! Gdy Twoje starsze dziecko zgłasza obiekcje przed wyjściem do kościoła, trzeba do tematu podejść zdecydowanie poważniej. Ale to zupełnie inny temat.

 

Msza święta nigdy nie jest karą!

 

Nie bez przyczyny lekcja nosi tytuł “Świeć przykładem”. Właśnie od Twojej postawy najbardziej zależy to, jak szybko maluchowi wyjście do kościoła zacznie kojarzyć się z czymś przyjemnym. Przyznaję, że byłam świadkiem, gdy rodzice (i o zgrozo katecheci!), słali na mszę świętą za karę. Nigdy tego nie róbcie! Nie straszcie też księdzem! Nie wyznaczajcie sami pokuty, za niestosowne zachowanie w kościele, np.dodatkowych modlitw.

 

Przepraszam, że o tym piszę. Pewnie dla wielu z Was jest to oczywistość. Uwierzcie mi, że w bezradności rodzice są w stanie wykreować wiele dziwnych zachowań. Skutek tego jest zwykle taki, że dziecko wzbrania się przed przekroczeniem progu świątyni.

 

I co wtedy? Nic na siłę!

 

Gdy nagle nasz maluch protestuje przed wejściem, nie pozostaje nic innego jak rozmowa. Nawet jeśli mielibyśmy się spóźnić na mszę św. W większości przypadków dziecko zwyczajnie się czegoś obawia, albo jest czymś rozgoryczone. Jeśli nie jesteście w stanie dziecka zachęcić do wejścia, używając argumentów z lekcji 6 i słów z lekcji 2 oraz wypracowanego entuzjazmu, to lepiej zostańcie na zewnątrz i tam próbujcie uczestniczyć we mszy św. Nie róbcie nic na siłę! O tym, jak zachowywać się „na zewnątrz” będzie za chwilę… 😉    

 

Inny przykład, gdy dziecko zaczyna się zachowywać ekstremalnie już w trakcie mszy świętej. Co rozumiem pod pojęciem “ekstremalnie”? Zwyczajnie zakłóca przebieg liturgii. I tutaj okazuje się, że poziom ekstremum jest odczuwany przez rodziców zgoła odmiennie. Jedni chcą opuszczać świątynie, gdy dziecko zaczyna się przechadzać między ławkami lub gaworzyć. Inni natomiast kompletnie nie reagują, gdy dziecko zaczyna biegać, krzyczeć do rówieśników lub urządzać regularne wyścigi.

 

Kochani! Moim zdaniem, jeśli zachowanie dziecka nie jest głośniejsze od szeptu, można je zaakceptować. Warto czasem gestem przyłożenia palca do ust przypomnieć, że należy być cicho lub zainteresować tym, co dzieje się przy ołtarzu – lekcja 6. Nie oszukujmy się. Nie uda się uspokoić malucha, który właśnie opanował wymowę kolejnego słowa i popisuje się przed całą wspólnotą parafialną. Myślę, że dźwięki i stuki nie przekraczające poziomu szeptu są do zaakceptowania. Głośne krzyki i piski, wymagają naszej zdecydowanej reakcji. Znacie swoje dziecko. Czujecie czy uda Wam się go uspokoić. Jeśli to będzie chwila, zróbcie to nie ruszając się z zajmowanego miejsca. Jeśli nie uda się dość szybko uratować sytuacji na miejscu, niestety trzeba wyjść ze świątyni i kontynuować uczestnictwo tam, gdzie zachowanie dziecka nie będzie zaprzątało uwagi wszystkich zgromadzonych. 

 

Kolejnym sposobem na “umilenie” sobie mszy świętej jest ucieczka. Maluch, który daje drapaka jest rozkoszny, ale rozwala liturgiczne spotkanie. I to najczęściej nie sam maluch, a rodzic który za nim goni. Kochani! Jak dziecko ucieka, to za nim nie gońcie (chyba, że zaraz spadnie ze schodów), bo sami się prosicie o zabawę w berka. Powoli podejdźcie i postarajcie się zaciekawić dziecko czymś innym, niż dzwonki u ministrantów i obrus na ołtarzu. Zabierzcie dziecko zachęcając do powrotu na miejsce: “Chodź to Ci coś pokażę”. I znowu. Nie poddawajmy się od razu! Cierpliwość zostanie nagrodzona. Niestety, jeśli ucieka raz za razem i widzisz, że to rozwala innym skupienie, musisz wyjść z dzieckiem na zewnątrz.

 

Wszelkie inne ekstrema, typu rzucanie się na podłogę w złości, kopanie ławki, okładanie rodziców pięściami… to tylko kilka moich wspomnień 😉  też wymagają niestety wyjścia ze świątyni. Więc sami widzicie, że tych przypadków, gdy trzeba wyjść, jest niestety dość sporo.

 

I wybaczcie, nie rozumiem niektórych komentarzy, że dziecko jest dzieckiem i nie należy przejmować się tym, gdy sobie biega, czy krzyczy w kościele. Dziecko faktycznie jest dzieckiem… ale od czego ma rodziców? Uczymy go zachowania w przedszkolu, na placu zabaw, a czasem w szpitalu… czemu akurat podczas mszy św. mamy pozwolić mu na wszystko? Wyjdźcie jeśli trzeba. Choćby przez szacunek dla kapłana, któremu do odprawienia mszy św. potrzeba choć minimalnego skupienia.  

 

I najważniejsze!

 

Liczy się styl w jakim opuścicie kościół

 

I to, jak będziecie zachowywać się po wyjściu na zewnątrz lub do przedsionka, w którym będziecie słyszeć co dzieje się w środku. Chcecie przecież nadal uczestniczyć we mszy św., choć z oddali! Zadbajcie o to, by dziecko miało świadomość, że to jest dla Was przykre. Zwykle mówiłam coś w stylu: “Bardzo mi smutno, że musieliśmy wyjść”. Moja Córka wymyśliła sobie nawet, że ludzie stojący na zewnątrz, mają karę za złe zachowanie podczas mszy świętej. Dlaczego? Stanie na zewnątrz, było dla niej zdecydowanie mniej przyjemne, niż stanie wewnątrz… bo nie działo się zupełnie nic i wiało chłodem. Czasem dosłownie. Ja próbowałam się zachowywać się jak na normalnej mszy, tylko nie opowiadałam nic, nie wyjaśniałam jak w lekcji 6 i w ogóle starałam się nie umilać dziecku pobytu poza kościołem.  

 

Kochani, widziałam nie raz rodziców, którzy w dobrej wierze wyprowadzają dziecko z kościoła, żeby nie przeszkadzało i urządzają mu przed kościołem taką ekscytującą zabawę, że mają sto procent pewności, że na kolejnej mszy świętej brzdąc znowu będzie chciał wyjść się pobawić. Dlatego powtarzam, świeć przykładem. Spacer  dookoła kościoła w poszukiwaniu mrówek, nie jest najlepszym pomysłem na tę chwilę. Przynajmniej w mojej ocenie. 

 

I ostatnia istotna rzecz

 

Po wyjściu na zewnątrz, gdy dziecko się uspokoi, zawsze, ale to zawsze wracałam na mszę św. Najszybciej jak się dało. Zwykle udawało się dopiero na Komunię Św. Czasem wcześniej. Wtedy chwaliłam dziecko pod niebiosa i cieszyłam się bez umiaru z faktu, że znowu całą rodziną możemy uczestniczyć we mszy św.

 

Zgodnie z myślą św. Teresy: “Gdyby ludzie znali wartość Eucharystii, służby porządkowe musiałyby kierować ruchem u wejścia do kościołów”.  Udowodnij dziecku swoją postawą, że naprawdę w to wierzysz.

 

Jeden problem to nie problem?

 

Często rodzice poddają się, gdyż mają nie jedno, a kilkoro  małych dzieci. Wiem. Pamiętam te msze święte z niemowlakiem w wózku, wiercącym się trzylatkiem i pięciolatkiem zadającym wiecznie jakieś pytania. Prosiłam go zwykle, by pokazywał rodzeństwu jak należy się zachowywać… I dawał radę, ciągle jednak o coś dopytywał 😉 Z tamtego czasu pamiętam to niecierpliwe czekanie na “Idźcie w pokoju Chrystusa” i pot lejący się strumieniami. Po godzinie byłam wrakiem samej siebie i wyglądałam jak na załączonym obrazku 😉 

#hellosundaystyle

Macie więcej dzieci. Super! Mam dla Was pocieszenie wizualne. Na instagramie pod hasztagiem #hellosundaystyle Agnieszka, mama siódemki dzieci promuje rodzinne wyjścia do kościoła. Zabawa polega na tym, by zrobić zdjęcie swojej familii przed wyjściem na mszę św. i oznaczyć go powyższym hasztagiem. Polecam! Znajdziecie tam i moją rodzinkę. Przyznam, że liczba maluszków jakie z rodzicami idą na mszę św. czasami przyprawia o zawrót głowy. Niewątpliwie ich uśmiech i entuzjazm dodadzą Wam zapału. W  imieniu organizatorki (chociaż się nie znamy) zapraszam do udziału w akcji wszystkie rodziny i mam nadzieję, że niedługo będę mogła zobaczyć Wasze fotki. Niech instagram zalśni entuzjazmem rodzin!

 

Na koniec na wesoło!

 

To zupełnie inna kategoria ekstremalnych sytuacji…

Dziecko rozbawia wszystkich dookoła!

 

Bardzo ciekawa jestem, co Wasze pociechy “zmalowały” w kościele?

 

Moja Córka biła brawo, gdy ksiądz się kłaniał, by ucałować ołtarz. Oklaski zbierał też za błogosławieństwo końcowe. Wiwaty słane były bratu ministrantowi, gdy kończył jakieś czytanie. Za nic nie mogliśmy jej tego oduczyć. Natomiast Najmłodszy Syn we wczesnej młodości, upodobał sobie machanie do celebransa. A potrafił machać długo i cierpliwie. Jeden z księży z litości, opracował nawet system dyskretnego odmachiwania mu 😉

Hitem śmiesznych sytuacji, była msza św. w Łagiewnikach. Czteroletni wówczas Najstarszy Syn zniecierpliwiony czekał, aż ksiądz przyjdzie do niego po składce. Ludzi był tłum. W końcu kapłan doszedł i do nas, siedzących w pierwszej ławce. Widząc malucha, ksiądz chciał być pomocny i przygniótł ręką sporą kupkę banknotów. Synuś stanął z rozdziawioną buzią i wstrzelając się w chwilową ciszę, na cały kościół entuzjastycznie krzyknął: – Oooo reeeety… Aleś nazbieeeeeerał! Udało się mu tym sposobem “zatrzymać” mszę świętą, bo ani główny celebrans, ani koncelebransi nie byli w stanie ze śmiechu kontynuować.

Moi Drodzy, w takich sytuacjach nie wychodzimy z kościoła. Spuszczamy głowy, śmiejemy się w duchu i spokojnie czekamy, aż wszyscy ochłoną. Wiem, wiem… pokusa, by udawać, że to nie nasze dziecko jest spora, ale tego też nie robimy 😉 

 

Reasumując już poważnie! Kochani, w sytuacjach ekstremalnych zawsze świećcie przykładem. Małymi kroczkami zbliżamy się do finału “lekcji”. Mam nadzieję, że równocześnie ze mną robisz swoje własne kroki. Przecież to Ty znasz swoje dziecko najlepiej! Wymyśliłam, że podzielę się pomysłami. Zawsze możesz mieć lepsze! Wiele razy sama popełniałam błędy… ale to nie powód, by się poddawać. Uwierzcie mi, że warto!

Za tydzień napiszę o tym, kiedy ten cały wasz trud i zaangażowanie wyda owoce. 

 

Lidia Góralewicz

Uważasz, że „Małe kroczki” mogą się komuś przydać? Śmiało udostępnij!
O ile, jesteś przekonany, że naprawdę warto. Najważniejsze, że jesteś! Dziękuję.

KOLEJNE LEKCJE JUŻ OPUBLIKOWANE:

LEKCJA 8 – Żyj z Bogiem