Każdy jest jakiś!

with Brak komentarzy

Różowe okularyNie lubię określenia: “niepełnosprawny”. Nawet zastąpienie go zwrotem: “osoba z niepełnosprawnością” jakoś uwiera. Kurcze, jeśli mogłabym decydować, mówiłabym krótko: “chory”. A właściwie, to dlaczego różnicujemy ludzi? Niepełnosprawność w oczach dziecka wygląda zupełnie inaczej…

 

Osoba niepełnosprawna brzmi, jak jakaś inna. Wolę słowo chory. Dlaczego? Każdy z nas był, jest lub będzie wkrótce chory. Bardziej integrująco to brzmi… zresztą sama jestem chora.

 

Choroba jednoczy, a niepełnosprawność spycha na margines odmienności.

 

Tak to czuję…  

 

Pewnie dlatego, mówiąc dzieciom o niepełnosprawności, mówię o chorobach.

– Mamusiu, dlaczego ta pani jeździ na wózku? – pyta Córka.

– Pewnie ma chore nóżki, albo kręgosłup… albo jest słaba i nie może stać o własnych siłach.  

– A czemu ten pan nie ma nogi?

– Nie wiem. Może miał wypadek?

– A czy Ty też możesz się tak rozchorować, że nie będziesz miała siły stać?

– Nie wiem. Tego nie wie nikt.

 

I tak po dziecięcemu często rozmawiamy. Temat kręcił się zwykle wokół chorych nóg.

 

Aż do czasu…

 

Pamiętacie środową opowieść z kolejki przy kasie na FB? Córka dość głośno wyraża emocje. Tym razem to była inna kolejka i inny sklep.

– Mamo, mamo… ta pani nie ma rąk – drze się Mała

 

Piskliwym głosikiem zwróciła uwagę innych kupujących. Faktycznie, stała za nami kobieta mniej więcej w moim wieku. Dwie ręce bardzo krótkie i nieco zdeformowane. Brak niektórych palców. Znakomicie sobie radzi z pojedynczymi zakupami, a w cięższych rzeczach pomaga jej druga pani… chyba jej mama.

– Dlaczego pani ma takie dziwne rączki? – Córka ze zdziwienia przechodzi w konwersację, a ja się kurczę ze wstydu.

– Kochanie, nie wolno tak krzyczeć! Bardzo panią przepraszam – bąkam, bo cóż mam powiedzieć.

 

Kobieta uśmiecha się ciepło.

– Proszę nie przepraszać. Przecież to dziecko. Dziecko jest ciekawe, to pyta – mówi do mnie. Potem zwraca się już do Małej: – Wiesz, taka się już urodziłam. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale takie mam ręce i nic nie poradzę – wyjaśnia.

– Aha. Wie Pani, bo ja się Pani przestraszyłam – wypala znowu Młoda szczerze… a ja modlę się, by kasjerka szybciej kasowała produkty, nim Córka chlapnie coś jeszcze.

– Rety! Przeproś panią  – mówię, bo nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.

– Ale za cóż ma przepraszać! Wie pani, ja wolę szczerość i zainteresowanie dzieci, niż obojętność dorosłych, albo jakieś takie litowanie się i biadolenie… – usłyszałam. Lekcja dla mnie!

 

Jaka jest różnica?

 

Odetchnęłam z ulgą, a serce wróciło powoli do bicia w normatywnej skali. Życzymy sobie wzajemnie miłego dnia. Córka macha na pożegnanie. Potem prędko mnie pyta:

– Mamo, ja chyba coś źle zrobiłam. Tak?

– Rozmawiałyśmy już o tym. Tłumaczyłam Ci, że nie wolno głośno komentować czyjegoś wyglądu, np. mówić, że ktoś jest gruby.

– Dlaczego? Często ludzie wykrzykują do mnie, ale masz piękne włosy. I co? Jeszcze mówisz, że mam powiedzieć: “dziękuję”.

– Co innego mieć piękne włosy, a co innego nie mieć rąk?

– A jaka jest różnica? Przecież każdy jest jakiś! Czemu o jednym można mówić, a o drugim nie? – uderza mnie dziecko tym pytaniem, jak obuchem w łeb. Nim zdążę odpowiedzieć, sama dodaje:

– I tak wszyscy widzą, że pani nie ma rąk.

– Widzisz. Wszyscy widzą, a nikt nie krzyczy – podaję argument ostateczny, uciekając od istoty rzeczy.

 

Mała myśli, kombinuje, widzę, że coś jej jeszcze doskwiera… a w końcu pyta.

– Ale rozmawiać z chorymi ludźmi mogę? – …i sama sobie odpowiada: – Myślę, że nawet trzeba!

 

Córcia solennie obiecuje, że postara się już więcej nikogo przestraszyć. Każe wymienić sobie wszystkie choroby świata i jak mogą wpływać na wygląd osoby. Nie chce więcej być zaskoczona. Potem sama sobie przypomina szpitalne doświadczenia, gdy spotkała dzieci z poparzoną skórą i jeżdżące na wózkach. Dzień kończymy oglądając zdjęcia z książki “Bez nóg, bez rąk, bez ograniczeń” Nicka Vujcica i wspólną modlitwą za wszystkie osoby chore.

 

A Wy rozmawiacie z dziećmi o niepełnosprawności?

Ja tak, choć nigdy jeszcze nie użyłam tego słowa… jakoś mi przez gardło nie przechodzi.

 

Nie wiem dobrze to, czy źle… ciężko mi mówić o “niepełnosprawnych”. Czemu nikt nie wymyślił lepszego słowa! Zwyczajnie jesteśmy inni. Osoby z orzeczeniem często zaskakują taką błyskotliwością, zaradnością, otwartością i zrozumieniem, ze zadaję sobie pytanie, kto z nas jest bardziej sprawny?

 

Na pytanie Córki nie umiem odpowiedzieć do dziś. Jaka jest różnica? Wszak piękne włosy i zbyt krótkie ręce to dzieło natury. Kto określa kanony piękna? Każdy jest jakiś! Kto nam dał prawo oceniania, co jest piękne a co nie?  

 

W oczach Boga i dziecka wszyscy jesteśmy idealni… Różni, lecz doskonali. Sprawni na różne sposoby.

 

Lidia Góralewicz

 

Proszę, udostępnij, jeśli sądzisz, że warto. Dziękuję Ci, że jesteś 🙂