Kandyduję na burmistrza!!!

with Brak komentarzy

Moje zdjęcie z gazetą lokalną "Przełom"Nie, żeby już, od razu. Ale tak!
Powoli się przymierzam.

 

Dostałam w lokalnej gazecie “Przełom” tak dobre miejsce na pierwszej stronie, że grzechem byłoby nie wykorzystać, tej nieuniknionej popularności, która skrada się do mnie, jak nastolatek w zaloty.

 

Od blogera do polityka, tego jeszcze nie było!

 

Już mrużę oczy, stroję miny i wciągam brzuch przed nadchodzącą kampanią. Z tym wciąganiem brzucha jeszcze trochę mi zejdzie, więc uprasza się lokalne media o fotografowanie górnych partii ciała.

 

Kochani! Pewnie w głowę zachodzicie, jaki mam program wyborczy? Napiszę tyle… PRZEBOGATY! Zajmujący terabajty zdalnej przestrzeni, więc nie będę Was tu zanudzać szczegółami. Od tego będę miała zastępcę i rzecznika. W jednej osobie. Przecież to podstawa, na starcie załatwić tego, co cię będzie zastępował.

 

Kwintesencja strategii kandydowania!

 

Mam na oku radnego tak pracowitego, że nie tylko czyta z wyprzedzeniem wszystkie uchwały, ale jeszcze zagląda w różne zakątki gminy, rozmawia z ludźmi, fotografuje miejsca do uprzątnięcia, przepycha inicjatywy, prowadzi akcje charytatywne i robi własną stronę internetową. I to stronę o sprawach miasta, a nie taką wyłącznie do promocji własnej persony! Szok kompletny. Niesamowity koleś. Młody i z werwą. Serio! Z końcem kadencji jest jeszcze radny, co czyta uchwały. Gatunek wymierający, ale wciąż spotykany w odmętach polityki lokalnej. Najwyższa pora go objąć ochroną. Logicznym byłoby, by kogoś takiego wystawić na pretendenta do burmistrzowskiego fotela. Ale, gdzie tam! Poważna kolejka do stołka jest dwuosobowa, a wojenna nawalanka trwa w najlepsze. Kto dostrzeże ludzi czynu i pracy? Wszak to nie socjalizm a demokracja! Więc gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

 

A tym trzecim postanowiłam być JA!

 

Czy, źle myślę? Stronę internetową już mam! Taką prawie wyłącznie o sobie, jak jeden z kandydatów. Dorzuci się kilka fotek z biskupem, co to zrobiłam, gdy dziecię szło do bierzmowania. Prestiż murowany. Mam też zdjęcie z posłem, co raz nieopatrznie obok mnie przystanął. Twarz mu jakoś zamażę i podpiszę: „Retro Matka i Prezydent RP” 😉 Ogólnie prezydent. Przecież nie wyjawię, czy obecnie miłościwie nam panujący, czy jego poprzednik. Samobójcą nie jestem!

 

Retro Matka też idealnie brzmi. To retro jest adekwatne do stylu zarządzania jakie moje miasto preferuje, a matka… no, że się tak niby wszystkimi mieszkańcami zaopiekuję. Przytulę. Pogłaszczę. Nakarmię. Otoczę opieką. Dobre? Przyznajcie! Kto nie chciałby mieć matki za burmistrza? Zaufajcie, że dziś dopiero na to wpadłam. Tej strategii wcześniej nie planowałam. A świetna jest. Czyż nie? 😉 

 

Tak zrobię. Burmistrz – Retro Matka

 

W pierwszym dniu kandydowania, podam rękę Kolesiowi, który ustawił w moim mieście tyrolkę – ponoć najdłuższą w Polsce! Nie, żebym chciała jechać! Oj sporo by mi musiał dopłacić, za taką niewątpliwą promocję atrakcji. Mam pewność, że przy zjeździe moje nawoływania, słychać byłoby od stolicy Małopolski, aż po Śląsk. Pogratulować mu tylko chciałam sukcesu! Nikt inny w tak krótkim czasie nie rozsławił miasta. Może z wyjątkiem podpalaczy składowiska opon, ale to patologiczny przypadek.

 

Potem udałabym się w podróż zagraniczną, do sąsiedniej gminy. Oczywiście drezyną! Tak. W mojej okolicy jeżdżą kolejowe drezyny, bo młody człowiek tak sobie zamarzył. I zrobił to!!! W niedługim czasie. Wystarczyło trochę samozaparcia. Rozsławiał okolicę na cały kraj. Serio! A blogerzy ścigają się tymi drezynami, który pierwszy swoją emocjonującą relację puści w internetowy strumień wieści. Więc sława się niesie…Ale jazda!

Myślę, że podpiszemy porozumienie o współpracy. Drezyną do tyrolki. Dobrze brzmi?

 

Wyborcza kiełbasa już się wędzi

 

Tak! Bonusy i obietnice dla wyborców przewidziałam. Słuchajcie. U mnie jak u mamy… będzie wyborcze ciasto.  Mąż zawsze chciał prowadzić kawiarnie. Taką w lecie z lodami, a w zimie z domowym sernikiem. Zostanie więc dyrektorem mojej Gminnej Kawiarnio-Czytelni na Rynku. Kawa i ciasto będą dofinansowane. Tak, żeby w końcu pojawił się w centrum mojej prowincji jakiś sensowny tłum.

 

Że mi to nie przejdzie, bo dyscyplina finansów publicznych nie puści?  Oj spokojnie. Mam plan. Cała ta kawiarnia będzie programem promocji czytelnictwa i profilaktyki seniora. Jak mi się marzy, żeby seniorzy mieli swoje miejsce do spotkań w tej gminie! Z kawką, dobrym filmem i tańcami. Dlatego, w gratisie dostaną darmowe smoothie dla zdrowia i badanie poziomu cukru po ciastkach. Profilaktyka w pełnej krasie. 😉

 

A jak kto będzie chciał zniżkę na kawę i lody, to będzie musiał przeczytać rozdział książki… bo kelnerkami u mnie będa miejscowe bibliotekarki. Luuudzie, jakie to świetne babki! Wesołe, rozrywkowe i pięknie o książkach mogą opowiadać… tylko tłumu czytelników w tej bibliotece ze świecą szukać. Chyba, że dzieci! Tak, dziećmi się świetnie zajmują. Więc wyciągnę je w końcu zza tych regałów, by serwowały książki w kawiarni. Tak pięknie nie raz się przebierały, że i w fartuszkach będą wyglądać cudnie!

 

Myślicie, że się przyjmie? Mam małe obawy, bo herbatę to już dawno Zieleniewscy w dworze rozdają. Retro zupełne jak ja. Przyciągają do miasta lepiej niż Gesslerowa. Impreza już wkrótce, kto nie miejscowy niech koniecznie sobie wygoogluje 😉 Organizuje ją jak mniemam niezastąpiony pan Mirosław prawie „Zieleniewski”, któremu jako burmistrz, nadam to zaszczytne nazwisko przez zasiedzenie. Super facet!

 

Wiem, też gdzie spot wyborczy zobaczycie. W miejscowym kinie! Luuuuuudzie. Tam Katowice, Kraków mają wypasione kina, ale takiej obsługi kinowej jak moje miasto, to nie ma nikt! Człowiek chce iść na film, choćby po to, żeby te przemiłe panie do niego zagadały. Serio! Normalnie, jak już zakandyduję, to wpadnę do nich na pogawędkę! Fantastyczne kobity. Zupełnie jak bibliotekarki.

 

Ktoś powie, że za biblioteką i kinem też jakiś burmistrz stoi. Dokładnie. Stoi. Czuję, że jestem gotowa za tym wszystkim też stanąć. Murem. 😉

 

Oczywiście, będzie trzeba jeszcze zatrudnić kronikarza! Mam nadzieję, że Zaplątana w historię mi w tym pomoże. Nie mam pojęcia, czemu rajcy miejscy, nie zlecą jej spisania dziejów miasta? Piękny blog! Równie piękny jak właścicielka bloga, która z kolei jest matką… Miss Córki, okrywającą moje miasto swoim blaskiem raz po raz. Bajeczna!

 

Więc nim do końca sodówa strzeli mi do głowy, dziękuję Ci droga redakcjo “Przełomu” za tę chwilę refleksji nad Małą Ojczyzną. Tak!  Własna facjata na pierwszej stronie i to już z tyłkiem na stosownym fotelu, uruchamia fantazję. Spokojnie. Nie musicie zmieniać czołówek. Rezygnuję z kandydowania. Do pięt nie dorastam tym wszystkim ludziom, którzy żyją koło mnie.  

 

Dziękuję Wszystkim, którzy współtworzą mój mały świat. Tym wymienionym, tym o których już nie zmieściłam i tym, których może nawet nie dane mi było poznać. Moje miasteczko na prowincji, pełne ludzi z pasją, zapałem i chęcią zmieniania świata na lepsze. Cudownie jest żyć wśród Was! Wdzięczna jestem, za ten codzienny trud. Czemu nie przychodzi Wam do  głowy, by kandydować?

 

Wszyscy jesteście burmistrzami!  

 

Czytelników z innych zakątków też zachęcam. Zostańcie choć na chwilę szefami swoich gmin, czy sołtysami. Zobaczcie z kim moglibyście współpracować. Czyż nie świetni ludzie żyją tuż, tuż… niedaleko Was?! Robiący fascynujące rzeczy. Tętniący życiem. Przeorani pracą. Z uśmiechem na ustach i szałem marzeń, które przekuwają w zrealizowany cel.  

Warto czasem podnieść wzrok znad dziury w drodze, by dostrzec ich twarze.

Tak jak gazeta lokalna robi od lat. Dziękuję, że zauważyliście i mnie!

 

Samozwańczy Burmistrz Jednego Dnia

Lidia Góralewicz

 

Postscriptum

Rozbawił Cię tekst? Udostępnij dalej. A najlepiej napisz swój własny hymn pochwalny, w którym podziękujesz komuś tylko za to, że robi dobrą robotę! Warto.