Zupa ziemniaczana z nutką jesieni

with Brak komentarzy

zupa ziemniaczanaUwielbiam ziemniaki. Mają posmak jesieni. Takie z solą i świeżym masełkiem. A najlepsze te z popiołu. Prosto z ogniska. Ziemniaki zawsze przyjemnie mi się kojarzą. Budzą wspomnienia z czasów, gdy jeździłam z Rodzicami na wykopki. Na wieś. Do rodziny. Ile się człowiek nakombinował, by jak najmniej się napracować, a jak najwięcej pobawić. Ile to trzeba było sobie trudu zadać, by dostatecznie się wybrudzić. Tak, by wyglądać na bardzo, ale to bardzo zapracowaną osobę. W nagrodę dostawało się konia powozić. Później u Wujka, dzieci miały przejażdżkę traktorem. Impreza kończyła się wspólnym obieraniem i smażeniem frytek. Ech… jak tu nie lubić ziemniaków i zupy ziemniaczanej.

Uwielbiają je również moje dzieci, choć obawiam się, że nie umiałyby ziemniaków rozpoznać na grządce. Niestety. Zmarli dziadkowie. W rodzinie z rolniczymi tradycjami dziś już nikt nie bawi się w uprawy tych przepysznych warzyw. Często natomiast serwuję im zupę ziemniaczaną. Najlepsza jest właśnie w zimie. Ciepła. Sycąca. Pachnąca jesienią. I kaloryczna. Zjedzona z kromką chleba wystarczy za pierwsze i drugie danie.

Przepis na zupę powstał w ramach prostej kuchni pięcioskładnikowej: Kuchnia na 5

MOJA ZUPA ZIEMNIACZANA

Składniki:

  1. Ziemniaki obrane i pokrojone w kostkę – 1/3 objętości garnka, w którym gotujemy zupę, u mnie jest to zwykle 5 litrowy garnek.
  2. Marchew – 2 lub 3 sztuki
  3. Kiełbasa – połowa pętelki pokrojona w kostkę lub słupki (w piątki kiełbasę zastępuję całą cebulą)
  4. Mąka – około 2-3 łyżek (im więcej, tym gęstsza zupa)
  5. Masło – ¼ kostki

Przyprawy: sól do smaku. Może być też pieprz, pietruszka, liść laurowy (co kto lubi). Oby nie za dużo przypraw. To smak ziemniaka ma królować w zupie!

Wykonanie:

Ziemniaki, marchew i kiełbasę (lub cebulę) zalewam wodą. Tak. Czystą wodą! Dwa razy więcej wody niż ziemniaków (u mnie tak około 4 lirów). Solę do smaku i czekam, aż wszystko się zagotuje. Potem warzę na wolnym ogniu do miękkości wszystkich składników. Niezbyt długo. Gdy ziemniaczki są już miękkie, dodaję pozostałe przyprawy. Równocześnie na małej patelni rozgrzewam masło. Gdy całe się stopi, wsypuję mąkę. Zasmażkę mieszam, aż osiągnie złoty kolor.

Co to znaczy złoty kolor? Moja Mama mawiała, że zasmażka ma być w kolorze obrączki. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem, ciężko mi było osiągnąć ten odcień. Chwila wahania nad złotem w zasmażce i zmieniała się w zdecydowanie brązową. A brązowa jest niezdrowa. Trzeba uważać.

Jak już mąka i masło są idealne, wlewam zasmażkę do gotującej się zupy. Uwaga! Może pryskać. Mieszam. Potem jeszcze chwilę trzymam na ogniu, aż wszystko razem się zagotuje. Minuta, góra dwie.

Ważne!!! Nie należy próbować zupy zaraz po wlaniu zasmażki. Wstrętnie smakuje. Moim zdaniem przed podaniem trzeba odczekać około 10 minut. Gotując jako nastolatka, popełniłam ten błąd. Spróbowałam i zalałam się rzewnymi łzami. Tak zapłakaną mnie zastała mama. Poinformowałam ją, że zupa nadaje się do wylania. Rodzicielka z uśmiechem nalała sobie pełny talerz. Była wyśmienita, bo już swoje odstała.

Uwielbiam tę zupę zjeść z kromką chleba. Świeża skórka maczana złotym płynie… Pycha. Smacznego.

 

Lidia Góralewicz

Wpis zaintrygował Cię? Rozbawił? Dał do myślenia? Udostępnij.