Wycieczka z dzieckiem w góry

with Brak komentarzy

uśmiechnięte dziecko podczas górskiej wycieczkiWyprawa w góry z kilkulatkiem to ekscytująca przygoda. Zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców, którzy nawet najbardziej znany górski szlak, odkryją zupełnie na nowo.

Zdjęcie z wycieczki górskiej na mojej facebookowej stronie, skłoniło Was do zadawania pytań, o to kiedy i na jaką trasę zabrać małe dziecko w góry. Czy w ogóle wyprawa z dreptającą małą istotą może być przyjemnością, czy raczej takie eskapady zostawić sobie lepiej na czas, gdy dziecko podrośnie? Myślę, że na to pytanie każdy rodzić powinien odpowiedzieć sobie sam. Mojego zdania możecie się domyślać. Uwielbiam górskie wyprawy wraz z całą rodziną. Może kogoś zarażę? Wszak wiosna w tym roku dla nas bardzo łaskawa, a idealne warunki do wędrowania mamy już od kwietnia.

Uprzedzę jednak, że wszelkie moje sugestie w tym zakresie zakładają jedno:

Nie noszę dziecka w nosidełku

Co nie znaczy, że Ty nie możesz! Ponieważ jednak jestem osobą, która nie potrafi zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu… I moje dzieci też tego nie potrafią… Planując jakąkolwiek wycieczkę w góry, zakładałam, że smyk przejdzie trasę o własnych siłach. Nigdy nie mieliśmy nosidełka. Dlatego wybierając trasę, zawsze sugerujemy się z Mężem możliwościami najmłodszego uczestnika wyprawy. Wszystko, o czym tu napiszę, odnosi się do sytuacji, w której dziecko idzie samo i jest czynnym uczestnikiem wycieczki.

Czy to znaczy, że nigdy nam się nie zdarzało przenieść dziecka choć kawałek? Owszem. Bywało. Były to jednak kilkuminutowe odcinki, po których dziecko zregenerowało siły, a my na przykład uniknęliśmy deszczu.

Czy moje dziecko jest gotowe na wycieczkę w góry? Powyższe pytanie rodzice zadają sobie bardzo często. Napiszę tak. Pytanie należy postawić odwrotnie.

Czy ja jestem gotowy na wyprawę z dzieckiem?Retro Mąż z trójką synów w wieku od jednego do sześciu lat

Wyjście nawet na niewielkie szczyty z maluchem nie mogą być czasem, gdy testujemy swoje możliwości na szlaku! Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, jak często bywałem w górach przed urodzeniem się dziecka? Czy chcę zarazić malucha swoją pasją, czy też dopiero chcę tej przygody spróbować? Jeśli zaczynasz, proszę bardzo, przejdź kilka tras samemu, a dopiero potem włącz dziecko w tę przygodę. Na zdjęciu pierwsze proste trasy z rocznym Najmłodszym.

W jakim wieku ruszyć na szlak?

Wszystko zależy od dziecka. Moim zdaniem, jeśli umie już pewnie chodzić, jest gotowe na pierwszą wędrówkę. Dwulatek poradzi sobie z dwugodzinną trasą, o ile damy mu na to co najmniej pół dnia. Trzylatek, jeśli polubi wędrowanie, może być już wprawnym turystą. Czym starsze, tym powinno być łatwiej. (Uwaga za nastolatki, nie biorę odpowiedzialności. Mogę polecić jedynie tekst – „Jak dogadać się z nastolatkiem?”). Zatem nieważne ile maluch ma lat, ważne byśmy dobrze dobrali trasę. Łatwo to sprawdzić. Wystarczy wziąć berbecia do najbliższego lasu i przetestować, ile potrafi przejść o własnych siłach. Ważne, by powyższych “testów” nie przeprowadzać na znanej już dobrze dziecku drodze tuż przy domu, która może być tak nieciekawa, że aż chce się czmychnąć do wózka.

Gdzie na pierwszy górski spacer?

Bracia Trzej na LeskowscuProponuję dwa rozwiązania. Pierwsze z nich polega na tym, by dojechać do węzła różnych szlaków samochodem, a potem wyruszyć na krótką wyprawę. Drugi pomysł, który również powinien dać radochę wszystkim uczestnikom wycieczki, to wyjechać na górę wyciągiem, a potem “popróbować” sił dziecka na szlakach w okolicy. Przejdzie godzinkę, to super. Pół godzinki, też fajnie! Rozkładamy kocyk, wyciągamy kanapki i delektujemy się widokami. Najlepiej sprawdzą się góry Beskidu Śląskiego lub Beskidu Żywieckiego, Gorce (gdzie ruch nawet w sezonie dość niewielki). Zwykle z Synami zaczynaliśmy od trasy: wyciąg na Szyndzielnię, a potem na Klimczok (bez atakowania szczytu!:) Na zdjęciu chłopaki są na Leskowcu. Uwielbiamy też Alpy, pełne pięknych i lekkich tras, do których można dojechać samochodem (dość często wiąże się to z opłatami za przejazd). Pułapka, która nas zaskoczyła w Tyrolu, to dość krótko otwarte schroniska. Tatry zdecydowanie odradzam na start, choć przyznaję, że Dolina Pięciu Stawów mnie wzywa!

Filtrujemy opisy tras

Na facebooku napisałam, że poszliśmy “delikatną trasą na rozruch”. Cieszę się z czujności mam, które do mnie napisały. Oczywiście, że ta trasa nie jest dla wszystkich dzieci! Barania Góra, niebieski szlak 2,5 godziny w górę (powrót kolejne 2 godziny), bez stromych podejść jest delikatna, ale nie dla początkujących dzieci. Córka – ma prawie 4,5 roku, w zeszłym roku zdobyła Śnieżnik, Śnieżkę, Babią Górę i parę innych pomniejszych szczytów, więc dla niej i reszty familii to był prosty szlak. Pamiętaj, że wszelkie opisy są subiektywne. Oczywiście nie zniechęcajcie się i szukajcie tras dla dzieci w internecie! Nie sugerujcie się jednak samymi opisami, lecz zweryfikujcie je możliwościami dziecka, o czym pisałam wcześniej.

Bezpieczeństwo najważniejsze

Asekuracja dziecka podczas stromego zejściaOmijamy szerokim łukiem trasy z łańcuchami i nad stromymi urwiskami. Nigdy nie wychodzimy w góry, gdy zapowiada się zła pogoda. Wracamy, gdy coś nas niepokoi w zachowaniu dziecka, nawet za cenę zmarnowanego dnia. Nie zbaczamy ze szlaków! Zawsze trzymamy dziecko za rączkę, przy stromych fragmentach tras. Zdjęcie pokazuje zejście z góry. Mały fragment, a dość stromy. Stałam niżej i podawałam rękę schodzącej z tatą Córeczce. Ostrożności nigdy za wiele!

Daleko jeszcze?

Nawet jeśli trasa wydaje się łatwa. Szczególnie polecam STRONĘ INTERNETOWĄ i APLIKACJĘ –  MAPA TURYSTYCZNA. Bardzo prosty w obsłudze program, który pokaże przebieg trasy, czas przejścia (Uwaga! O tym, jak go czytać, piszę nieco dalej) oraz zobrazuje jak strome są wzniesienia. Wiemy z wyprzedzeniem, kiedy spotkamy potoczek, a kiedy będzie ostro w górę. Bardzo przydatne narzędzie! Szczególnie gdy dziecko niczym osioł ze Shreka dopytuje, czy “daleko jeszcze”.

Atrakcje są ważne

Czytajmy dokładnie opisy szlaków. Dla dziecka (niezależnie czy ma lat 2, czy 12) nie ma nic gorszego niż długa droga asfaltowa (dlatego nie byliśmy nigdy nad Morskim Okiem). Znakomicie sprawdzają się jednak dróżki przy górskich potokach. I… to może być zaskoczeniem… świetne są strome podejścia. A jak już tą stromą ścieżką płynie jakiś potoczek, to jest wręcz fantastycznie! Pamiętajcie, prosta droga to nudna droga.

Zbierajmy z dzieckiem “gadżety”

Oczywiście te znalezione w lesie. Podstawa to dobry kij. Można zabrać do kieszeni trochę kamieni, które zaniesiemy na szczyt. (Uwaga, uwaga… to nie ma kompletnie znaczenia, że w górach jest pełno kamieni. W kieszeniach są te najcenniejsze). Można szukać szyszek. Świetnie też prezentują się liście we włosach i tym podobne suweniry. Ogranicza nas tylko fantazja i przepisy obowiązujące w parkach narodowych. Nie niszczymy roślin!

Team jest fajny

Retro rodzina w AlpachNie mam doświadczenia z chodzenia po górach z jednym dzieckiem. Obserwując inne pary z kilkulatkami, wydaje mi się, że gdy dzieci jest więcej, idzie się weselej. Zatem jeśli masz jedno dziecko, warto może wybrać się w góry z jakąś drugą parą i ich dzieckiem? Zdecydowanie wpływa to motywująco i uatrakcyjnia wyprawę. Na zdjęciu nasz rodzinny team na alpejskich bezdrożach. 

Godzinka z okładem  

Nie sugerujmy się czasami przejścia, które podane są przy trasach. Przykładowo, jeśli napis informuje, że przejście zajmie nam 45 minut, to spokojnie możemy założyć, że będzie to 1 godzina i 15 minut, a może i dwie godziny.  Przy czasie przejścia 1,5 godziny może okazać się, że potrzebowaliśmy nawet 2,5 albo i 3 godziny. Uwzględnijmy to planując również powrót, by nie okazało się, że zabrakło nam dnia. Oczywiście, nie jest to regułą, bo może się zdarzyć, że wyjdziecie szybciej… jak my na Babią Górę (ale o tym za chwilę). Lepiej mieć jednak zapas czasu, niż schodzić ze szczytów po zmroku!

Odpoczywaj!

Dzieci bardzo szybko się regenerują. Pewnie dostrzegł to nie jeden rodzic, że dziecko słaniające się na nogach, po 10 minutach gotowe jest już biegać za motylem. Zatem łatwo wyznaczyć czas relaksu. Odpoczywamy tak długo, jak długo dziecko siedzi.

Można podczas postojów ściągać małym dzieciom obuwie, żeby małe nóżki solidnie wypoczęły. Ważna może okazać się również drzemka. Moje dzieciaki nie śpią przez dzień odkąd skończyły 18 miesięcy, a Najstarszy nawet wcześniej. Nie znaczy, to że nie robimy drzemek. Wszak w naszym teamie zdrzemnąć muszę się zwykle ja 🙂 Uwielbiam budzić się na polanie!

Getry na uszy, czemu nie?

Córka w drodze na Babią GóręProponuję, nie wydawać fortuny na górską odzież dla dziecka, tym bardziej, że może dość łatwo ulec zniszczeniu. Bawełniane getry, koszulka i bluzka w zupełności wystarczą. Kurtka i peleryna w plecaku w razie ochłodzenia. Ważne, by ubrań wziąć sporo. Przynajmniej dwa komplety na przebranie. Czasem wystarczy lekka mżawka i dziecku trzeba ubranie zmieniać kilkukrotnie. Ewentualnie nagły wiatr zmusi nas do ubrania wszystkich ubrań naraz lub zrobienia z getrów opaski osłaniającej uszy (jak na zdjęciu). Różnie bywa. Buty koniecznie ze stabilną i twardą podeszwą. W wyższe partie gór, koniecznie za kostkę!

Coś na ząb

Do jedzenia weźmy to, co dziecko lubi. U mnie sprawdzają się posiłki, które można wziąć do ręki np. kanapka z wędliną. Z bułką wędruje się najfajniej! Przestrzegam przed słodkimi napojami. Szybko się skończą, a dzieci nie zaspokoją pragnienia. W góry zabieram tylko niegazowaną wodę. Zwykle też nie zamawiam dań w schroniskach. Wolimy zjeść obiadokolację po zejściu z gór.

Wędrujmy tempem dziecka

Owszem, musimy latorośli delikatnie sugerować, w którą ma iść stronę. Wewnętrzny kompas bywa zawodny, jeśli np. nadlecą motyle. Jeśli jednak zafascynuje go kopiec mrówek, wodospad, czy kłoda drewna, dajmy mu chwilę, by się tym znaleziskiem nacieszył i cieszmy się razem z nim! Oczywiście, gdy czujemy, że trzeba iść naprzód, przypomnijmy dziecku, że przed nami czeka jeszcze wiele innych, fascynujących rzeczy do odkrycia. Moim patentem na łatwiejsze rozstanie się z “tą fantastyczną pajęczyną”, jest zrobienie zdjęcia. Sugeruję dziecku, że będzie miało pamiątkę i pajęczynę oglądać będzie mógł w domu bez końca. I ruszamy…  

Nie pokazuj Marysi Jasia!

Uwielbiam tych rodziców, którzy wskazując na moje dziecko mówią: – Zobacz jak malutka dzielnie idzie, a Ty co? Ruchy, ruchy… Przy czym mamusia w balerinach, tata w sandałkach, a nieszczęsne dziecko wygląda jak żywcem oderwane od konsoli. Niby dobrze, że coś próbują, tylko w ten sposób skutek może być odwrotny od oczekiwanego.

Jak przeć do przodu?

Pomysłów jest zapewne tyle, ilu rodziców z dziećmi w górach. Można umilać sobie drogę piosenkami, zagadkami, grami słownymi lub poszukiwaniem huby na drzewie. Ogranicza nas tylko fantazja. Pozytywnie działa też wspomniana już obietnica nowych odkryć. Informacja, że wkrótce będą widoki lub rwący strumyk. Ewentualnie przypomnienie tego, co znajdziemy na szczycie (schronisko, wieża widokowa). Moje dzieci uwielbiają austriackie Alpy, bo na wielu trasach są fantastyczne place zabaw i… alpejskie krowy (nie fioletowe, ale mają dzwoneczki).

Nic na siłę

Może się okazać, choć ciężko mi w to uwierzyć, że mimo Twoich starań, dziecko nie polubi się z górami. Wtedy odpuść. Przynajmniej na jakiś czas. Warto zarażać maluchy swoją pasją, lecz nie za wszelką cenę. Przecież nie chcesz, by syn czy córka chodzili w góry dla Twojej przyjemności? Ważne, by sami czerpali z tego radość.  

Celem wędrówki jest wędrowanie   

Wrzuć na luz! Nie spinaj się, jeśli z dzieckiem nie zdobędziesz szczytu lub wykonasz tylko połowę trasy. Na wędrówkach górskich z kilkulatkiem nie liczy się cel, lecz droga, jaką pokonacie. Wspólnie spędzony czas i chwile na łonie natury. Przyznam szczerze, że często rozmawiam ze swoimi latoroślami, jednak najważniejsze tematy wypływają, gdy idziemy razem w góry. W wędrowaniu jest coś sprzyjającego zacieśnianiu więzi. Warto podarować sobie odrobinę takiego luksusu. Zapraszam w góry. Widzimy się na szlaku?  

 

Lidia Góralewicz

 

Uznajesz wpis za wartościowy?
Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz dalej.