Przeczytaj przed najbliższą niedzielą!

with Brak komentarzy

wiosenne kwiatki w lesieRzucił ktoś pytaniem na Facebooku: co byś zrobił z dodatkową wolną godziną, gdyby Ci ktoś wydłużył dobę? Posypały się odpowiedzi. Ludzie autentycznie się rozmarzyli. Najwięcej osób deklarowało chęć przespania tego czasu, byli tacy, co chcieli czytać, spacerować lub w końcu zabrać się za gimnastykę. Wiecie co? Nikt nie napisał, że wykorzystałby ten czas na zrobienie zakupów, odkurzenie domu, czy umycie lodówki. Dlaczego wiec, gdy Pan Bóg, czy zrządzenie losu, w zależności w co wierzysz, zsyła Ci cały wolny dzień, nie starasz się tego wykorzystać? Warto narodową histerię zwaną „niedzielą wolną od handlu” spożytkować na chwilę refleksji.  

Niedziela

Etymologia nazwy tego dnia tygodnia pochodzi wprost od słowa „nedělja”, co znaczy nie działać, nie pracować. Nasi pradziadowie świętowali niedzielę, dowodząc, że Pan Bóg po siedmiu dniach pracy tego dnia odpoczął. I super. Dokładnie tak stoi w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Dziś większy nacisk kładzie się na świętowanie niedzieli jako pierwszego dnia tygodnia, w którym Chrystus Zmartwychwstał. Spojrzenie na niedzielę, jako rozpoczęcie nowego tygodnia przemawia do mnie bardziej. Tak czy siak, właśnie za to uwielbiam swoją wiarę. Nim sztaby psychologów zaczęły utyskiwać nad zgubnym wpływem pracoholizmu i zanikiem więzi rodzinnych, Pan Bóg to przewidział. Nakazał ten dzień przeznaczyć na świętowanie. Nieźle, no nie?

Co to dokładnie oznacza?

Kto ciekaw szczegółów katolickiego podejścia do świętowania odsyłam do Katechizmu. Zajmująca to lektura. Mało kto wie, że są pewne prace, które w akurat w niedzielę spokojnie możemy wykonywać. Mam tu na myśli tak zwane uczynki miłosierdzia: służba chorym, akcje charytatywne, itp. Zatem jeśli Twój cały tydzień jest umieraniem z nudów, może warto właśnie w ten sposób w niedzielę dla kontrastu popracować? Zaangażowanie ważne społecznie też oczywiście jest wyjątkiem od reguły i nikt nie wymaga od pielęgniarki czy policjanta, by domagał się wolnych niedziel. I chwała im za to!

Kto miał nieprzyjemność, przebywać w niedzielę w szpitalu wie, że nawet tam, ten dzień wygląda inaczej niż wszystkie. Więcej jest odwiedzających, za to mniej obchodów i planowych zabiegów. Podobnie w remizie strażackiej, czas nieco zwalnia. Policjanci życzą sobie spokojnych dyżurów. Pewnie tylko w restauracjach, czy kinach pracuje się więcej niż zwykle.

Mój życiowy plan wolnych niedziel legł w gruzach przy pierwszej pracy zawodowej. W lokalnej gazecie każdy reporter musiał mieć świąteczny dyżur. Radziłam sobie z tym, jak mogłam. Teksty pisałam na zapas w sobotę. W niedzielę dzwoniąc tylko do dyżurującego stróża prawa, z pytaniem czy nie było tzw. zdarzeń. Oczywiście, czasem się działo! Raz nawet płonęła rafineria. Zwykle jednak tematyczna posucha, pozwalała wraz z Mężem pójść do kościoła i na krótki spacer.

Właśnie mija dziesięć lat, od kiedy niedzielę świętować mogę już bez limitu. Może dlatego bardziej niż inni doceniam ten czas? W mojej retro rodzinie niedziela ma stały rytm… takiego czasu przeciekającego przez palce.

 

Obowiązuje sześć zasad:

 

1. Śpimy zawsze do oporu 

Rytuał ten oczywiście ulega cotygodniowym modyfikacjom i zna wiele wyjątków. Każdy rodzic wie, że dziecię, które z trudem przed ósmą wstaje do przedszkola, dzień świąteczny wita już o brzasku. Informuje radośnie o 5.30, że oto nastał dzień. Granice tego „spania do oporu” przez dziecko z roku na rok, zdecydowanie przesuwają się na korzyść rodziców, by w wieku nastoletnim dotrzeć do niebezpiecznego poziomu, w którym pojawia się poważne zagrożenie zaspania na mszę o 11.00. ·

2. Całą rodziną idziemy do kościoła

Mocno trzymamy się tej zasady, robiąc wyjątki tylko wówczas, gdy ktoś chory. Pewną trudnością jest fakt, że mam w rodzinie dwóch ministrantów. Liturgiczne obowiązki wzywają ich do kościoła o różnych porach. Staramy się jednak z pozostałą częścią familii za nimi nadążać. Szczególnie Córka, która za nadrzędny cel Eucharystii stawia sobie skuteczne dotarcie do brata, zasiadającego w prezbiterium (niewtajemniczonym wyjaśniam, że to ta część kościoła za ołtarzem).

3. Wspólnie jemy obiad przygotowany przez Męża 

Każda kobieta zrozumie, że zasada ta jest moją ulubioną. Mąż jako jej autor miał niewątpliwie pierwszeństwo w podjęciu się misji przygotowania najważniejszego w tygodniu posiłku, z czego skwapliwie korzystam. Obiad jest zawsze pięknie podany. Dwudaniowy. Dzieciaki nakrywają do stołu. Nikt nie zacznie jeść, nim wszyscy nie siądą. Moim marzeniem jest, by podczas tych posiłków oddać się budującej rodzinnej rozmowie. Niestety zwykle są przekomarzania i potyczki słowne. Konstruktywne to prędko nie będzie. Trudno. Poczekam.  Satysfakcją napawa fakt, że Najstarszy Syn, zapytany przez kolegę, czy może wyjść na godzinkę o 13.00, zdecydowanie stwierdził: – Raczej później, bo obiad wtedy jemy. Wbił tym kolegę w tak ogromne zdumienie, że pewnie do dziś w nim trwa.

4. Obowiązuje całkowity zakaz pracy 

Zapytaj moje dzieci, czy lekcje odrobione, a zaraz usłyszysz: – Przecież jest niedziela! Nie do końca to oznacza, że odrobiły się w piątek lub sobotę. Stwierdzenie jest wyłącznie streszczeniem zdania: „Kochany rodzicu, za późno pytasz. Dziś mam zakazane myśleć o szkole”. Tak, tak. Sama o to zadbałam, żeby moje dzieci w niedzielę miały zakaz uczenia się. Pamiętam czas swoich studiów, gdy niedziela była kwintesencją paraliżującego lęku przed poniedziałkiem. Weekend spędzało się na łonie rodziny, z trwogą stwierdzając w niedzielny samotny już wieczór w akademiku, że głowa zionie pustką. Od najmłodszych lat zachęcam dzieci, by z zadaniami domowymi odrabiały się w piątek lub sobotę. Zwykle się udaje. A jak się nie udaje? No to rozmawiamy o tym w poniedziałek 😊 Ktoś zaraz powie… łatwo napisać, ale moje dziecko ma tyle innych popołudniowych aktywności, że niedziela jest najlepszym czasem, by nadgonić to co nie udało się zrobić w dni powszednie. Serio? Hmm… nie znam się na sporcie, ale wydaje mi się, że nawet olimpijczycy w planie treningowym mają jeden wolny dzień w tygodniu? Oczywiście można się ze mną nie zgodzić, ale przemyśleć warto.
A moja i Męża praca zawodowa? Grzecznie czeka na poniedziałek, by przeniknąć do świadomości. Wszelkie jej próby podstępnego wniknięcia do naszej jaźni, ofiarnie zwalczamy konwersacją, spacerami, dobrym filmem czy lekturą.

5. Popołudnie – każdy robi to, co lubi

Z bólem serca, ale pogodziłam się z tym, że mając nastoletnie dzieci, nie da się już całego dnia spędzać rodzinnie. Wspólne wyjście do kościoła, to wszystko, czego mogę oczekiwać. Każdy z Synów ma  już swoje zainteresowania, kolegów, pasje, przyjemności. Zatem popołudnie jest przeznaczone dla zaspokojenia tych zachcianek. Dla przykładu miniona niedziela upłynęła pod znakiem spaceru dla mnie, Męża i Córki. Najstarszy, który szkolił się i podróżował w sobotę, „zmarnował” kilka godzin na xbox’ie. Średni z Najmłodszym przesiedzieli ten czas w krzakach, trenując intensywnie strzelanie z łuku. Co kto lubi!

6. Wieczorem walczymy z myśleniem o poniedziałku!

Najczęściej oglądamy wspólnie film. W dni powszednie telewizora nie używamy prawie wcale, więc warto przetestować, czy działa. Seriale są najlepsze. Krótkie, a odwracają uwagę od nieuniknionego poniedziałkowego budzika. Najlepiej wspominam rodzinne oglądanie „Zmienników”. Jeśli mimo oporów myśli wyrywają się do poniedziałku, wtedy odpalam najcięższy kaliber: komedię romantyczną. Panowie jeden za drugim powoli czmychają do swoich pokoi. Czemu? Tatuś im ogłasza, że mamusia ogląda głupoty i lepiej by coś poczytali. Zgadzam się z nim w 99 procentach!  Najważniejsze, że dopiero przed zaśnięciem dopada nas codzienność, czyli książka przed snem 😊

Oczywiście, są również niedziele, których nie spędzamy w domu. Weekendowe wyjazdy. Wycieczki w rodzinnym gronie. Imieninowe obiady. Wszak większość z powyższych „zasad” można sobie spokojnie łamać. Przyznam jednak szczerze, że na około pięćdziesiąt niedziel w roku, co najmniej ze trzydzieści mija nam w takim rytmie.

– Mamo, ale przebombiłem tę niedzielę. Bardzo tego potrzebowałem – podsumował Najstarszy miniony dzień świąteczny. Wierzę mu, bo kalendarz codzienny ma na własne życzenie wypełniony po brzegi.

I właśnie o tym warto pomyśleć! Czego potrzebuję? Czego domaga się mój organizm? Spanie, czy bieganie? Czego chce mój umysł? Wytchnienia, czy pobudzenia?  

Myślę, że każda rodzina powinna mieć swój własny zbiór niedzielnych zasad, które pomogą odpocząć i nabrać siła na cały, długi tydzień.  

  • Zasad do złamania, gdy pojawi się niespodziewanie lepszy pomysł na spędzenie wolnego dnia.
  • Zasad do konsekwentnego przestrzegania, gdy najdzie nas nieodparta ochota na prasowanie, czy posprzątanie piwnicy.  

Warto o to zadbać, nawet gdy nie jesteś osobą wierzącą. Wykorzystać niedzielę, która jest dopełnieniem całego tygodnia pracy i otwarciem się na nowy początek. Spróbuj. Odpocznij nieco. Niech niedziela będzie dla Was, jak śpiewali kiedyś Niebiesko-Czarni.  

A jakie są Wasze niedzielne rytuały? Co robisz, by nie myśleć o poniedziałku? Wypoczywasz biernie, czy aktywnie?

Lidia Góralewicz

Wpis zaintrygował Cię? Rozbawił? Dał do myślenia? Udostępnij.