Pomocy! Mój Syn chce zostać przedszkolanką

with Brak komentarzy

huśtawka na kolorowym placu zabawNajstarszy zaplanował, że w przyszłości będzie pracować z dziećmi. Wcześniej informował, że chce zostać wziętym reżyserem. Zrezygnował jednak, nim zaczęłam składać na kieckę, na ewentualnie rozdanie Oskarów. Teraz do sprawy podchodzi poważnie. Szkoli się. Czyta książki o wychowaniu. Prowadzi gromadę zuchową. I startuje w pedagogicznej olimpiadzie. Więc wybaczcie, że nie będę burzyć jego planów. Jak chce być wychowawcą z prawdziwego zdarzenia, to ma moje wsparcie. Wybór zawodu należy do niego. Tylko, jak wytłumaczyć to postronnym doradcom i obserwatorom? Nie nadążam z wyjaśnieniami. Odpowiem więc tutaj na najczęściej zadawane mi pytania.

Nie masz nic przeciwko temu, że Twój Syn chce pracować w szkole?

Nie rozumiem pytania. Przecież to jego życie, nie moje. Owszem, powiedziałam mu, że z zarobków nauczyciela ciężko będzie mu wyżywić rodzinę. Mimo mody na równouprawnienie, wychowuję synów w świadomości, że będą odpowiedzialni za byt rodziny. Sorry dziewczyny. Wybaczcie! Najważniejsze jest dla mnie jednak to, by w przyszłości moje dzieci były zacnymi ludźmi. Ważne, by były szczęśliwe i dobre w tym co robią. A żeby być rzetelnym pracownikiem, trzeba mieć serce do wykonywanej pracy. I pasję.

Nie wolałabyś na przykład, żeby Syn poszedł na politechnikę?

Pewnie, że tak! Wolałabym też być o 10 lat młodsza. Mieć kręcone włosy. I wolałabym, żeby było ciepło w zimie. Wpływu jednak na to nie mam.

Jest taki zdolny! Umysł ścisły. Mógłby zrobić karierę!

Hmm, kariera? Zdradzę, że mój Syn jest pedagogiką obciążony genetycznie. Dwóch Dziadków matematyków i Babcia polonistka, przez lata pracujący w szkole. Od tego się nie ucieknie! Trzeba wziąć pod uwagę, że zainteresowania są dziedziczne. Czy nam się podoba, czy nie! A to z kolei może mieć niebagatelne znaczenie dla zawodowej kariery.

Pamiętam rozmowę z młodym mężczyzną, który chodził do mojego Taty na korepetycje. Stwierdził, że te lekcje ustawiły go na całe życie. – Zrozumiałem matematykę! Zrozumiałem, że będzie mi niezbędna w tym co chcę w życiu robić. Nie byłbym tym kim dziś jestem, gdyby nie pani ojciec – stwierdził. Jeśli kiedyś usłyszałabym coś podobnego o moim synu, wiedziałabym, że zrobił prawdziwą karierę. Będę dumna!

Nie wiem kto wstawił znak równania między kariera, a pieniądze? Uważam jednak, że przegiął! Znam mężczyznę, który robi karierę jako nauczyciel. Mowa o poloniście, którego znienawidzili wszyscy rodzice w moim mieście, gdy dzieciaki zaczęły im wytykać błędy językowe. Oczywiście żartuję. Ale tak! Gość potrafi zarażać miłością do języka ojczystego i literatury. Nazwisko jego odmieniane jest w każdym domu przez wszystkie przypadki. Obawiam się, że na co dzień Nauczyciel ów nie śpi na pieniądzach, ale jako polonista niewątpliwie robi karierę. Przykłady takich karier, każdy zna z własnego podwórka i może mnożyć. Dla mnie słowo kariera oznacza profesjonalizm w tym co się robi. Tylko tyle i aż tyle!

Czy Syn przemyślał wybór zawodu?

Najpierw Najstarszy szykował się do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Interesuje się starym kinem. Kręcił filmiki o plastelinowych ludkach. Połowa jego klasy i większość dzieci z podwórka miała niewątpliwy zaszczyt wystąpić w jego filmach. Nazwiska pojawiły się nawet w napisach końcowych! Nie wiem, czy rodzice wyrazili zgodę. Zapewniam, że twórczość ta nie wyciekła nigdy z dysku twardego komputera. Zainteresowanie wydawało się być poważne. Zapisał się na nawet do kółka filmowego. I wtedy właśnie zdecydował, że reżyserka jest mniej interesująca niż mu się zdawało.

Kolejne powołanie wykiełkowało niespodziewanie. Zaraz po założeniu gromady zuchowej, której Syn jest współprowadzącym, oświadczył, że chce pracować na stałe z dziećmi. I znowu jak kropla drąży skałę, tak on zgłębia tajniki tej wiedzy. Czyta specjalistyczne książki. Szkoli się u harcerzy. Wystartował w pedagogicznej olimpiadzie. A ponieważ matka mu dudra, że teoria to nie to samo co praktyka, załatwił sobie na wakacje pracę w przedszkolu.

Więc co mam odpowiedzieć? Tak. Przemyślał to tak, że aż mnie zawstydza. W jego wieku tak poważnie nie analizowałam nawet wakacyjnego wyjazdu, a co dopiero życiowe powołanie. Obawiam się, że to odosobniony przypadek i inne moje dzieci aż tak dogłębnej analizy przyszłego zawodu nie dokonają. I też mają do tego prawo! Patrząc na moje życie i wielu znajomych, wybór drogi życiowej był dziełem przypadku. Tak też bywa. C’est la vie!

Czy naprawdę pójdzie na pedagogikę?

Dowiem, jak przyjdzie z indeksem do domu. Kiedyś miał studiować w Łodzi. Nie wiem co jeszcze się wydarzy przez te dwa lata, które zostały mu do matury. Sposobów umożliwiających pracę z dziećmi jest wiele. Od medycyny po woźnego w szkole. Wspomina coraz częściej o psychologii. Pewnie czas pokaże, na co się zdecyduje. Ważne jest, żeby to była jego decyzja. Nie moja!

Czy bagatelizuję, te zatroskane głosy z zewnątrz?

Absolutnie nie! Proszę Syna, by przemyślał i wziął je pod uwagę przy wyborze studiów. Decyzja ma być jednak wyłącznie jego. Przecież to on będzie się mierzył kiedyś z jej pozytywnymi bądź negatywnymi konsekwencjami.

Uważasz, że psychologia czy pedagogika będą dla Syna dobre?

Nie wiem! A czy Ty jesteś pewien, że wiesz co będzie dobre dla Twojego dziecka? Moja Babcia myślała kiedyś, że dla kobiety  najważniejsze jest dobrze wyjść za mąż. A to „dobrze”, jak sądzę, znaczyło za wykształconego i rokującego człowieka. Moi rodzice żyli w przekonaniu, że najważniejsze jest skończyć dzienne studia. Też tak myślałam, dopóki mój Mąż nie poszedł do pracy, a jego Szefową nie została dziewczyna bez studiów, ale za to z trzyletnim stażem pracy (studiowała zaocznie).

Dziś rynek pracy stawia nie na dyplomy, a na umiejętności. Więc już nie jestem przekonana co do uniwersalnej wartości tytułu wyższej uczelni. Jeśli nie myśli się o np. medycynie, to może lepiej jest szukać rozwijającej pracy, a studiować ewentualnie zaocznie?

Współcześni rodzice (w tym ja) przekonani są, że dobrą przyszłość daje znajomość języków obcych. Jednak, czy mamy gwarancję, że już wkrótce dzięki translatorom i sztucznej inteligencji, nasze dzieci nie będą płynnie komunikować się nie tylko po angielsku, ale i chińsku czy serbsko-chorwacku? (W duchu przeklinając godziny spędzone wkuwaniu słówek). A może w naszym kraju, jak to mam miejsce w krajach zachodnich, zacznie brakować psychologów dziecięcych i syn wstrzeli się w niszę? Trudno przewidzieć. Wiem jedno. Lepiej być dobrym psychologiem czy pedagogiem z pasją, niż informatykiem baz zamiłowania do komputerów.

Reasumując nie mam pojęcia, co będzie dobre dla mojego dziecka. Ty też tego nie wiesz, choć może Ci się tak wydaje. Wspieraj nastolatka w jego planach. Przyklaskuj dobrym decyzjom. Zgłaszaj obiekcje, ale nie oczekuj, że się im podporządkuje.  Z miłości, można czasem skrzywdzić młodego człowieka. Niestety jako rodzice mamy tendencję do narzucania innym niespełnionych marzeń. Czy entuzjastycznie odnoszę się do planów syna? Skłamałabym, gdybym tu napisała, że skaczę ze szczęścia. Jestem pełna obaw, ale i wiary, że będzie żył szczęśliwie.

Zatem co robię? Wspieram swoje dzieci w ich różnorakich pasjach. Nie zważam, że zmieniają się czasem z częstotliwością pór roku. Wszak młodość, to czas poszukiwań. I tak właśnie ma być.  Więc jedyne co jeszcze mogę zrobić, to modlić się o to, by rozpoznały swoje powołanie. I były dobre, w tym co będą robić.

Jak napisał Nick Vujicic w swojej książce „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń”:

„Nosimy w sobie różnorodne uzdolnienia, niczym zapakowane prezenty oczekujące na otwarcie. Kiedy uda Ci się odkryć coś, co pochłonie Cię do tego stopnia, że chętnie robiłbyś to zupełnie za darmo, codziennie przez większą część dnia – jesteś na dobrym tropie. A jeśli spotkasz kogoś, kto będzie gotowy Ci za to zapłacić, właśnie znalazłeś zawód.”

 

A co na to niedoszły reżyser i przyszły psycholog dziecięcy?
Poprosiłam Najstarszego o komentarz.

Michał GóralewiczZasadniczo, nie wiem jak będzie wyglądała moja przyszłość. Mam wiele różnorakich zainteresowań. Na dzień dzisiejszy chcę pracować z dziećmi. Powiedziałem koleżance z liceum, że planuję studiować wychowanie wczesnoszkolne i przedszkolne, a ona na to, że nie chce żartować, tylko pyta poważnie. Zdziwienie nauczycieli jest również ogromne, bo wszyscy spodziewali się po mnie jakiś matematycznych lub technicznych studiów. Reakcje rodziców są specyficzne. Niby wszystko w porządku, ale zapewne cieszyliby się bardziej, gdybym myślał o zawodach postrzeganych jako bardziej męskie. Decyzję podjąłem. Chcę studiować psychologię, ze specjalizacją dziecięcą. Może uda się równolegle skończyć wychowanie wczesnoszkolne lub filologię polską? Trzymajcie kciuki!

 

Twoje dziecko już wybrało kim chce zostać w przyszłości? Realizuje się w wymarzonym zawodzie? Koniecznie napisz! 

Lidia Góralewicz

Wpis zaintrygował Cię? Rozbawił? Dał do myślenia? Udostępnij.