Pielęgniarka jest świętą

with Brak komentarzy

hanna chrzanowska w biurze przy pracyKorzystałeś kiedyś z pomocy pielęgniarki? Jeśli nawet masz szczęście i jesteś zdrowy, to wcześniej czy później się spotkacie. Może poda Ci zastrzyk, opatrzy ranę, zrobi lewatywę lub pomoże dojść do WC. Traktuj ją z szacunkiem. Spotkałeś świętą! Jak Hanna Chrzanowska. Choćby wyłącznie z tej przyczyny, że życie zawodowe ofiarowała, by Ci służyć, masz okazać jej wdzięczność. Koniec. Kropka!

 

Rzesze pielęgniarek wkrótce zyskają nową Patronkę. Hanna Chrzanowska była wcieleniem pracowitości i dobroci. Pielęgniarka. Kształciła się w kraju i za granicą. Zrobiła, jak na owe czasy, oszałamiającą karierę (nie mylić z bogactwem). Odniosła zawodowy sukces. Zapisała się na trwałe we wspomnieniach swoich wychowanków. Przyciągnęła wielu naśladowców. Pisała podręczniki pielęgniarstwa. Patronuje szkołom. W najbliższą sobotę jej imię i nazwisko będzie odmieniane przez wszystkie przypadki. Zostanie ogłoszona błogosławioną.

 

Korporacja miłości

 

Kto nie jest wierzący, może sobie zupełnie pominąć religijny aspekt jej życia, gdyż na blisko czterystu pięćdziesięciu stronach jej biografii, wspomnień o jej życiu duchowym jest raptem garstka. Pokazanych głównie po to, by ukazać z jakich “źródeł” Chrzanowska czerpała siłę oraz jak dzieliła się nią z pacjentami i współpracownikami.  Kościół docenia ją dziś nie tyle za fakt, że była rozmodlona, co za profesjonalizm i fachowość w zawodzie oraz heroiczną służbę bliźniemu. Poświęcała się chorym, zupełnie nie dbając o własny komfort życia. Zbudowała przy tym, jakbyśmy to dzisiaj nazwali, prawdziwą korporację miłości bliźniego, składającą się z osób gotowych służyć cierpiącym i niepełnosprawnym.  Powiem tak. Jeśli kiedykolwiek w domu odwiedziła Cię położna lub pielęgniarka środowiskowa z zastrzykiem, czy postawić bańki, to w pewnej części jest to zasługa właśnie Chrzanowskiej. Misją jej pracy było stworzenie systemu opieki nad chorymi, pozostającymi w domach. Dzięki samozaparciu i oddaniu, pociągnęła za sobą dziesiątki młodych dziewczyn, które szły za jej przykładem. Szły dosłownie… dzień w dzień odwiedzając potrzebujących. Przeszukując nawet rudery i strychy w ich poszukiwaniu. Tak, by nikt potrzebujący nie został sam.        

 

Hanna Chrzanowska portret

Siostra naszego Boga

 

Zainteresowanych szerzej, życiorysem błogosławionej odsyłam do strony jej poświęconej: hannachrzanowska.pl i do znakomitej biografii “Siostra naszego Boga” Pawła Zuchniewicza. Napiszę bez owijania w bawełnę. Ta książka wprost śmierdzi. Aż czuje się fetor moczu, kału i wrzodziejących ran. Komu ciężko wyobrazić sobie realia opieki nad chorym w początkach XX wieku, niech uzmysłowi sobie jedynie, że brakowało wówczas nie tylko wózków inwalidzkich, ale i nie było też pampersów, temblaków, materacy przeciwodleżynowych i wielu innych sprzętów, bez których dziś nie wyobrażamy sobie opieki nad obłożnie chorym. Chrzanowska odkrywała dopiero jak wielkie znaczenie ma  higiena w jakości życia pacjentów i poprawienia stanu ich zdrowia. Wybrała takie życie w pełni świadomie.

 

Hanna (…) czuła taką wielką wdzięczność. Ani mama, ani tata nie bronili jej zejść w dół drabiny społecznej, na której zajmowali poczesne miejsce” – pisze Zuchniewicz.

Tata – Ignacy Chrzanowski, ceniony profesor literatury polskiej, natomiast matka Wanda Chrzanowska (z domu Szlenkier) pochodziła z zamożnej rodziny warszawskich przemysłowców. Jak czuli się, gdy ich ukochane dziecko, chciało życie poświęcić dla innych? Pewnie byli pełni obaw, jak ja, gdy mój syn orzekł, że chce zostać nauczycielem – pisałam o tym w tekście: “Pomocy! Mój Syn chce zostać przedszkolanką”.

Mogła żyć wygodnie i na bogato. Wybrała trud, smród, znój i łzy. Wszystko po to, by chorym przywrócić godność osoby ludzkiej. I służyć.

“Czy nie traktuję chorych jak numery, jak przypadki chorobowe, zapominając o osobowości każdego z nich? Czy pamiętam, że operacja dla mnie setna jest pierwszą dla chorego? Że każdy noworodek, którego spośród wielu zanoszę matce, jest jej największym ukochaniem” – pisała w rachunku sumienia, nakazując swym uczennicom, właśnie tak podchodzić do pracy.

 

Dziękuję pielęgniarkom

 

Biografia H. Chrzanowskiej uruchomiła wspomnienia. Trochę się tych pielęgniarek w życiu spotkało. Trochę tych wizyt w szpitalach było. Pielęgniarki, która najbardziej utkwiła mi w pamięci, nigdy nie spotkałam. Było to w wakacje cztery lata temu. Najstarszy syn z gorączką i bólem brzucha, prosto z harcerskiego obozu wylądował w szpitalu. Jakieś 800 kilometrów od domu! Podejrzenie wyrostka. Sala operacyjna w gotowości. Ciemna noc. Lekarz przez telefon poinformował, żebyśmy na razie nie przyjeżdżali. Syn był pod obserwacją. – Jeśli będzie potrzeba wezwiemy państwa rano – zapewniał, a w głosie słychać było wyraźnie, że nie chce ryzykować nocnej eskapady zdenerwowanego rodzica. Rano wielka ulga. Okazało się, że gorączka spadła. Syn miał jeszcze tylko zostać na obserwacji.

– Nic się nie martw Mamo, bardzo mi tu dobrze – przekonywał. – Panie pielęgniarki o mnie dbają. Kupują mi za swoje pieniądze drożdżówki, jakby mi się zachciało jeść i parzą własną herbatę, bo tej szpitalnej jakoś nie mogłem przełknąć. Ciągle pytają, czy czegoś nie potrzebuję. Rozmawiają ze mną, jak tylko mają chwilę czasu. A jedna pani, to mnie nawet zaprowadziła do szpitalnej biblioteki, żebym mógł sobie coś wybrać do czytania – opowiadał Syn, wyraźnie pobytem w szpitalu zachwycony.

Zadowolona z faktu, że skończyło się tylko na strachu zadzwoniłam w dniu wypisu. Poprosiłam Syna, aby podał mi do telefonu którąś z pań pielęgniarek. Usłyszałam w tle siarczyste westchnienie.    

– Słucham – tutaj padło imię i nazwisko, a od lodowatego tonu słuchawka prawie zamarzła mi w ręce. Gdyby głos miał siłę rażenia, połączenie natychmiast zostałoby przerwane. Zdziwiona nieco euforią w opowieściach Syna, kompletnie nieadekwatną do stanu zastanego w telefonie, postanowiłam zaufać jednak dziecku.

– Przepraszam. Chyba bardzo pani przeszkodziłam. Dzwonię tylko, żeby za pani pośrednictwem wszystkim pielęgniarkom bardzo podziękować za troskę i opiekę nad moim dzieckiem. Wiem, o wszystkim, co panie dla niego robiły. Dziękuję. Brak mi słów, by wyrazić wdzięczność – głos mi się łamał ze wzruszenia.

W tym momencie dosłownie usłyszałam, jak po drugiej stronie słuchawki pękła lodowa kra. Łzy mi kapały po policzkach… Pielęgniarce też głos się wyraźnie złamał.

– Dziękuję bardzo. Wie pani. My tutaj dość blisko morza, więc często trafiają do nas dzieci bez rodziców prosto z kolonii, czy obozu. Staramy się, jak możemy, by tym dzieciom było dobrze. Sama jestem matką i nie chciałabym, żeby moje dziecko znalazło się w takiej sytuacji – opowiadała. – Ale wie pani. Jak tu pracuję, nie zdarzyło się, żeby mi ktoś podziękował. Jak rodzice dzwonią, to zwykle mają do nas jakieś pretensje. Choć my tu podchodzimy do tych dzieci jak do własnych. Przepraszam, jeśli byłam nieuprzejma na początku rozmowy. Obawiałam się kolejnej niemiłej rozmowy, a tu taka niespodzianka – wyjaśniła i już w najlepsze do tej słuchawki chliptałyśmy obie.

 

I ja sobie tak myślę, że to nie jest sprawiedliwe, że ta kobieta mając tak odpowiedzialną pracę i niską płacę, nigdy nie usłyszała zwykłego “dziękuję”. Jakoś tak przyjęło się, że w stosunku do pielęgniarek ma się żądania, roszczenia i wylewa się żale, których ani myślimy powierzyć takiemu na przykład ordynatorowi. Patrzą na nie niektórzy ludzie z wyższością, nadaną sobie z nie wiedzieć jakiej przyczyny.

 

Dziękując dziś Bogu za dar życia Hanny Chrzanowskiej, z wdzięcznością pomyślmy o tych paniach które się nami kiedyś opiekowały. I za te, które właśnie w tej chwili w  szpitalach, czy ośrodkach zdrowia czekają w gotowości, by ulżyć Ci w cierpieniu, jeśli zajdzie taka potrzeba. Błogosławionej brakowało wszystkiego. Nigdy jednak nie brakowało jej ludzkiej wdzięczności. Co zmieniło się przez te sto lat?

Pielęgniarki nadal są po to, żeby Ci służyć… co nie znaczy, że są Twoimi służącymi.

 

Lidia Góralewicz

Źródło zdjęć: hannachrzanowska.pl  

Wpis zaintrygował Cię? Dał do myślenia?

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz. Niech dotrze do wszystkich pielęgniarek, od których otrzymaliśmy wsparcie.

Postscriptum

Wpis dedykuję wszystkim położnym i  pielęgniarkom, które spotkałam na mojej drodze życia. Było ich naprawdę wiele i niezwykle dużo im zawdzięczam. Może dlatego tak często, o pracy pielęgniarki myślę z dużym wzruszeniem i wdzięcznością.