Marnowanie żywności, czyli festiwal niesmaku

with Brak komentarzy

świeży chlebMieli jakieś dwadzieścia lat. Chłopak i dwie sympatycznie wyglądające dziewczyny. Uśmiechnięci, zadowoleni. Pałaszowali ze smakiem pizzę. Kelnerka raz po raz donosiła im kolejne kawałki. – Jakie państwo sobie jeszcze życzą? – pytała uprzejmie.

Życzyli sobie tyle, że gula niesmaku w mojej krtani raz po raz dawała o sobie znać, podnosząc się do niebezpiecznego poziomu tuż za linią migdałków. Zwyczajnie nie mogłam na to patrzeć.  Marnowanie żywności w najczystszej postaci. W ilościach hurtowych. Skrawki pieczywa lądujące do kosza.

Zaczęli pałaszować wesoło. Dolewka za dolewką nielimitowanego napoju. Potem jeszcze inne smaki. A to szpinak, a to bekon. Pozostałych uczestników obżarstwa, zwanego „festiwalem pizzy” już dawno wywiało z lokalu. Trójka młodych jednak dzielnie trwała przy stoliku z informacją, że:

Bawią się dalej!

– Jesteście Państwo naszymi ostatnimi klientami w ramach tej promocji – grzecznie informowała kelnerka. Moja czterolatka już chyba by się domyśliła, że czas zebrać okruszki i maszerować do domu. Młodzi jednak żądni byli kolejnych smaków. Choć humory jakby gorsze, twarze zielone, a napój przestał schodzić. Skończyłam im liczyć po siódmym kawałku, ponieważ nie dojadali w całości. W sumie ileż można? Jednak zabawa trwała!

Konsumpcja powoli zaczynała się ślimaczyć. Na talerzach młodzieży rosła coraz większa góra niedojedzonych kawałków. Odkładali jedne, by zamawiać kolejne. Kelnerka układała stosik napoczętych pizz, których trio nie było w stanie ulokować w swoich trzewiach. Co nie przeszkadzało im zamawiać kolejne. Nie wiem, czy doszli do końca listy z menu. Opuściłam lokal z niesmakiem.

Rozumiem promocję. Naprawdę. Dział marketingu wymyślając „festiwal pizzy”, zapomniał chyba drobnym druczkiem dopisać w regulaminie, że kolejne kawałki pizzy będą donoszone dopiero na puste talerze. A tak?

Płacę to wymagam!

Nielimitowana pizza. Szwedzkie stoły w hotelach. Firmowe obiadki. Wakacje all inclusive. Wyprzedaże w marketach, podczas których kupujemy więcej, niż rodzina przyjmie. Marnowanie żywności. Istny festiwal. Kładziemy na talerze więcej, niż żołądek pomieści. Jakby nam kto co najmniej zabronił podejść po dokładkę. Trzeba jednak wszystkiego spróbować. Przecież zapłacone. Nie twoja sprawa. Nie Ty płaciłaś, więc się nie wtrącaj… Pewnie taka riposta Wam gdzieś w głowie świta?

A mi przy Wielkim Poście cisną się na usta słowa św. Pawła z 1 Listu do Koryntian /6,12/:

„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę”

Marnotrawienie żywności

Jak podaje Parlament Europejski, statystyczny Europejczyk wyrzuca rocznie 173 kilogramy żywności!!! Polak w tym niechlubnym wyścigu jest powyżej średniej i wyrzuca około 236 kilogramów. Moja sześcioosobowa rodzina statystycznie marnuje ponad tonę jedzenia!!! 88 milionów ton rocznie wyrzucają mieszkańcy UE. Nie wiem jak Was, ale mnie te liczby szokują. Czy tylko mnie boli patrzenie na te kilogramy żywności, które trafiają do śmietnika?

Gdzie posiłków marnuje się najwięcej? 19% z tego, co wyrzucamy, pozostaje po nas w hotelach i restauracjach. Najgorsze jest jednak to, że 53% jedzenia wyrzucamy do kubłów przed własnym domem!!! Polska wśród krajów unijnych jest na piątym miejscu pod względem marnowania żywności.

„Z badań Kantar MillwardBrown na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności (X.2017) wynika, że badani Polacy wśród najczęściej wyrzucanych produktów wskazują kolejno: pieczywo (51 proc.), wędliny (49 proc.), warzywa (33 proc.), owoce (32 proc.), a także jogurty (16 proc.). Wśród najczęściej wymienianych przyczyn wyrzucania żywności są natomiast: przegapienie terminu przydatności do spożycia (34 proc.) czy zbyt duże zakupy (15 proc.)” 

I biję się w piersi! Tak, mnie też się to przydarza. Kilka kromek chleba spleśnieje. Jogurt wciśnięty w kąt lodówki prześpi tam nieodkryty swój termin ważności. Czasem całe danie zostanie zapomniane i ląduje w młynku do mielenia odpadów. Jedynie dzięki psu, w sprawie wędlin mam czyste sumienie.

Wszystko wskazuje na to, że Polacy zachłystują się dobrobytem. Może wspomnienie pustych półek w narodzie jest zbyt silne? Głodu nie zaznałam, ale kolejki po towar, który nie wiadomo czy dostarczą mam żywo we wspomnieniach. I znak krzyża, który kreśliła moja Babcia na bochenku chleba przed pokrojeniem. Zatem za Cyprianem Kamile Norwidem powiem:

„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba… Tęskno mi, Panie…”

A w przeciwieństwie do Autora nie ruszam się z Polski. Dlaczego, tak bardzo zmienił się nasz kraj? Żal. I to bardzo. Więc zmiany trzeba zacząć od siebie.

Moje wielkopostne postanowienie: pilnować, żeby w moim domu jedzenie się nie marnowało. Mam na to kilka sprawdzonych sposobów. Zebrałam je we wpisie „Jak nie marnować jedzenia”.  Chętnie poznam też Twoje pomysły. Co robisz, by nie wyrzucać jedzenia? Zdradź mi w komentarzu swoje sposoby.

 

Lidia Góralewicz

Wpis zaintrygował Cię? Rozbawił? Dał do myślenia? Udostępnij.