Jest ryzyko, jest zabawa

with Brak komentarzy

Lidia Góralewicz w ogrodzie przed komputeremKochani! Trzy miesiące temu odpaliłam Retro Matkę. Fantastyczne 90 dni, za które spieszę Wam serdecznie podziękować… I zachęcić, byście też zrobili coś szalonego. Tyle ekscytacji to ja ostatnio miałam przy kolkach Małej. Ciągła adrenalina. Zarwane noce. Autostrada przemyśleń. Miliony kombinacji. Setki uruchomionych kontaktów. Znajomi po przejściach. Dziesiątki porad. Euforia, gdy przed słynną “czwartą nad ranem” dostajesz lajka… Konsternacja, gdy ktoś pyta, a na co Ci to było? 

 

Na ostatnie pytanie, dokładnie odpowiedzieć nie umiem. Tak już mam, że jak mnie życie gdzieś pcha, to lezę… czekając na to, co się wydarzy. Zawsze można zawrócić. Czyż nie? A szkoda nie iść i nie spróbować, a nuż droga fantastyczna i zwijać się będzie szkoda. Jakoś tak wierzę, że Opatrzność te moje kroki w dobre miejsca kieruje. Nie narzekam. Choć aż do Gniezna jeździć musiałam, żeby znaleźć Męża, który mieszkał w mieście obok… I znałam go od dziecka! Ważne, że trafiony zatopiony.

 

Od Lidki do Retro Matki

 

Więc jak mi ktoś, raz za razem powtarzał, że powinnam mieć bloga… myślę sobie, że trzeba to w końcu zrobić. Co tam taki blog? Tysiące osób ma. Mogę mieć i ja. Tym bardziej, że piszę od dziecka. Zaczęło się w podstawówce, gdy postanowiłam stworzyć polską wersję “Dzieci z Bullerbyn”. Ba! Nawet bohaterom wymyśliłam nowe imiona. Zawiodła mnie jednak fantazja. Za nic nie potrafiłam sprawić im przygód innych, niż te co już mieli. Niestety ta ułomność jest trwała. Mogę zwoje mózgowe przepalić, a żadnej rzutkiej fikcji stworzyć nie potrafię. Nic. Szkoda. A może i dobrze? Macie gwarancję, że wszystko co piszę jest autentyczne… biorąc oczywiście pod uwagę ułomności mózgu, o których pisałam w tekście: “A ja w Twoim wieku…” 😉

 

Mam też inne wady. Przyznam się. W pierwszym kontakcie jestem sztywna i zimna w obyciu. Najlepsza Koleżanka z pracy twierdzi, że przy kolejnych spotkaniach również. Godzinami ćwiczone przed lustrem uśmiechy, na nic. Poddałam się! Nie poradzę. Nie wbijam w fotel pierwszym wrażeniem. Cholerycznym temperamentem nie uspokajam. Tym bardziej Ci jestem Drogi Czytelniku wdzięczna, że zagłębiasz się w meandry bloga. Chylę czoła! Nie wiem, czy sama sobie poświęciłabym tyle uwagi.

 

Przeczytałam gdzieś, że prowadzenie blogów na gotowych platformach jest nieprofesjonalne. Więc jako połowiczna profesjonalistka we wszystkim, kupiłam własną domenę i hosting, inwestując jakieś 20 złotych i nadając jej tak wdzięczną nazwę, że nikt jej wymówić nie zdołał. Okazało się, że profesjonalnie, to ja tylko te 20 złotych wydałam, kompletnie nie mając pojęcia, co dalej z tymi zdobyczami XXI wieku zrobić. Więc odpuściłam. Na rok…

 

Facebook za to nie odpuścił! Od czasu… do czasu podpowiadał mi, że tego wszystkiego czego ja nie umiem, można się nauczyć na internetowym kursie. Uważajcie na Facebooka! Szukacie w starych dobrych Googlach przepisu na muffinki, a już Facebook sugeruje, że jesteście urodzonymi kucharzami i dowodzi, że druga Magda Gessler to właśnie Ty!… Oczywiście za drobną opłatą. No i ja się kurcze skusiłam… na to blogowanie.

 

Adrenalinowa polka

 

Kupiłam kurs, nową nazwę dla strony. Pisałam już: “Dlaczego Retro Matka?”  I uczę się. Powoli. Mozolnie. W pocie czoła… jak na prawie 43-latkę z młodzieńczą werwą przystało. Jak już się czegoś nauczę dokładnie, wtedy robią tak zwaną aktualizację systemu… I polkę trzeba tańczyć od nowa. Adrenalina na nowo płynie w żyły. Jak mówi mój Szwagier: “jest ryzyko jest zabawa”. Jak kiedyś strona zniknie, to się nie martwcie. Oznaczać to może aktualizację, która mnie pokonała 😉  

 

Oczywiście są rzeczy, które w blogowaniu pokochałam! Na przykład statystyka. Szok, że na studiach unikałam jej jak ognia! Dziś statystyki odwiedzin strony oglądam z namiętnością każdego początkującego blogera, który widząc że ktoś w Świnoujściu czyta go o 2.20 w nocy… Też siedzi i jednoczy się z nim w duszy… Głupio tak iść spać, gdy ktoś inny czyta… Nie? Mam nadzieję, że mi przejdzie 😉

 

I co mówią te statystyki? Czytelników Retro Matki leciutko przybywa. Dziękuję!  Lutego nie liczę, bo wtedy wbili na stronę wszyscy moi znajomi i znajomi moich znajomych, co to chcieli tylko zobaczyć, czy nie zwariowałam. W marcu na stronie było 298 użytkowników (o jak płakałam, że nie 300!), w kwietniu 583, a w maju do tej chwili 645 osób (i robotów, które zapewne też się zabłąkały). Wieczorem nie będę już sprawdzać, bo piekę muffinki na piknik do przedszkola. I choć może się wydawać, że sześćset osób to sporo ludzi, szczególnie jeśli spróbować ich wszystkich zaprosić na grilla… spieszę jednak donieść, że to mikroskopijna wielkość w skali  internetowego wszechświata i blogosfery 😉

 

Gdzie mnie to doprowadzi? Nie wiem. Założyłam wstępnie 9-miesięczny plan. W listopadzie zadecyduję, co zrobić dalej. Czy zwinę Retro Matkę, czy rozwinę? Pokaże czas.

 

Zostawiam więc cyferki na boku i próbuję sobie wyobrazić Ciebie, jak siedzisz i czytasz te słowa. Gdzie jesteś? Może w fotelu przysiadłeś już po pracy? Albo padłeś na kanapę i rzuciłeś okiem na stronę tuż przed ambitniejszą lekturą, czy serialem? Kogoś zastałam w kuchni ze świeżą zupą na gazie?  Albo przed piekarnikiem, gdzie dochodzą muffinki. Gdziekolwiek czytasz, dziękuję, że jesteś. Twoja obecność jest dla mnie nagrodą!

 

Dziś chcę Cię namówić tylko do jednego. Trzymaj się zainteresowań, które sprawiają, że serce  Ci szybciej bije, adrenalina skacze w żyłach, a uśmiech zakwita na twarzy. Ucz się nowych rzeczy. Zdobywaj wiedzę, nawet nieprzydatną. Ważne, że kręci to właśnie Ciebie! Ewidentny to znak, że warto temu poświęcić cząstkę czasu. Choćby odbiór był znikomy, fanów niewielu i zerowa zapłata. Ważna jest frajda i dobra zabawa! Spróbuj i za trzy miesiące koniecznie daj znać jak Ci idzie. 

I stawiam dolary przeciwko orzechom, że żyć Ci się będzie szczęśliwej.

 

Lidia Góralewicz

fot. Adam Góralewicz (zdjęcie pokazuje szczyt mojej euforii, która oczywiście buzuje w samym sercu)

 

Postscriptum:

Zwyczajem blogerów jest, by prosić o udostępnianie tekstów. Robię to, ale wbrew sobie. Zawsze mi głupio. Obśmiały mnie nawet dzieci! Napiszę dziś zatem tak… Udostępnisz? Super! Nie podzieliłeś się treścią? I tak Cię kocham! Najważniejsze, że jesteś 🙂